24.06.2020, 18:20 Wersja do druku

Niemożliwa figura

mat. teatru

"Iluzje" Iwana Wyrypajewa w reżyserii Pawła Drzewieckiego to czerwcowa premiera Teatru Małego w Tychach. Spektakl jest hybrydą, przypomina internetowy teatr konferencyjny (każdy z czworga aktorów siedzi przed ekranem swojego laptopa), jednak czasem kadr jest wzbogacony o widok otoczenia osoby występującej, co z kolei daje pozór czytania. Czasem na ekranie widzimy wszystkich, czasem parę, o której mowa, lub pojedynczą osobę. Każdy z aktorów ma swój kolor tła w kadrze i ubranie w podobnym odcieniu. Daje to wrażenie poukładania, ale jest ono złudne, podobnie jak spokój życia bohaterów. Ilość emocji zawarta w tekście Wyrypajewa jest taka, że nie potrzeba wyrafinowanych kostiumów, wymyślnej scenografii czy szczególnej ekspresji aktorów.

Historia sprawia wrażenie prostej, opowiada o dwóch parach w jesieni ich życia. Rozpoczyna się mową przedśmiertną Danny'ego. Wyznaje żonie dozgonną miłość, oświadcza, że dochował jej wierności i jest wdzięczny za wspólnie spędzone chwile. Nie wierzy w życie po śmierci, ale uważa, że uczucie łączące go z Sandrą przetrwa. Rok po jego śmierci ona spoczęła na łożu śmierci, przyznaje się najlepszemu przyjacielowi męża, że to jego przez lata darzyła uczuciem. W Albercie wzbudza to dawno zapomniany romantyzm, oświadcza żonie, że kocha Sandrę. Margaret, jako że jest kobietą "z ogromnym poczuciem humoru", przyznaje się do długoletniego romansu z Dannym, co jest nieprawdą. Mężczyzna opuszcza dom i udaje się do konającej, dzieli się odkrytym uczuciem i fałszywą informacją o romansie dwóch par. Kiedy wraca do żony, uświadamia sobie, że to był chwilowy przypływ młodzieńczych emocji. Tak naprawdę kocha tylko Margaret, ale jest za późno, kobieta popełniła samobójstwo. W liście pożegnalnym powtarza wielokrotnie zdanie: "Przecież powinna być stałość w tym niestałym kosmosie".

Spektakl Drzewieckiego jest dynamiczny, przewrotny. Monologi opowiadają teraźniejszość, ale i przeszłość bohaterów, na przykład wspomnienie czterdziestoletniego Danny'ego, gdy pod wpływem alkoholu wyznał Albertowi miłość do jego żony. Z każdą minuta akcja ulega nawarstwieniu, prawda miesza się z fałszem, przemyślenia o utraconym czasie z dowcipem, doprowadzając do wzruszającego finału, czyli pytania o sens i stałość uczuć. 

Każdy z występujących jest narratorem, czasem wchodzi w rolę protagonisty, o którym opowiada. Dyrektor i reżyser tyskiego teatru zaangażował znanych aktorów: Katarzynę Herman (Sandra), Martę Ścisłowicz (Margaret), Bronisława Wrocławskiego (Albert) i samego siebie (Danny). Nie ma bezpośredniej interakcji pomiędzy występującymi, spotykają się poprzez Skype'a, jednak gra słów, mimika czy widoczne zainteresowanie monologiem partnera daje silny efekt współprzeżywania. 

Historia stanowiąca ostatni rozdział w życiu dwóch par pokazuje dokładnie to, do czego prowadzi niedostrzeganie szczegółów. Gdyby małżeństwa były szczere względem siebie, być może ich staż nie byłby tak długi, ale życie bogatsze w szczęście? Może nie trzeba by było pod koniec życia zastanawiać się nad istotą miłości, czy ma sens tylko ta wzajemna, i czy w ogóle istnieje? Odejście byłoby może łatwiejsze. Dziś, w obliczu zagrożenia epidemicznego, myśli o sensie życia nabrały szczególnego wyrazu.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Paweł Kluszczyński

Tematy w toku