17.08.2020, 13:46 Wersja do druku

Jesteśmy zmęczeni formułą online. Teatr potrzebuje dialogu z widzem, nie z kamerą

Adam Nalepa, fot. Piotr Manasterski

- Teatr dokumentu, mimo że sugeruje twarde i suche fakty, może przecież być poetycki, śmieszny i nad wyraz emocjonalny - mówi Adam Nalepa, reżyser, kurator festiwalu Sopot Non - Fiction 2020 w Sopocie.

Przed nami dziewiąta już edycja - zainicjowanego przez sopocki Teatr BOTO -Festiwalu Teatru Dokumentalnego i Rezydencji Artystycznej Sopot Non-Fiction.

- To cud, że udało się w tym trudnym, nie tylko dla kultury, roku zorganizować ten festiwal. To była niełatwa decyzja, z Romanem Pawłowskim i Adamem Orzechowskim, moimi wspótkuratorami, zastanawialiśmy się, czy ryzykować edycję „na żywo", ale też wzięliśmy pod uwagę, że Sopot Non-Fiction to nie tylko festiwal, to też rezydencja artystyczna i przede wszystkim spotkanie twórców różnych dziedzin, wymiana pomysłów, dyskusje, współpraca i oczywiście konfrontacja z realną, a niecyfrową publicznością.

Podczas rezydencji, przypomnijmy, reżyserzy, dramaturdzy i aktorzy pracują nad projektami teatralnymi, dla których bazą są reportaże, wywiady, artykuły prasowe i wszelkie materiały dokumentalne. Ich działania kończy Maraton Non Fiction - dwudniowy, otwarty dla publiczności, pokaz pracy warsztatowej. Temat pandemii będzie obecny w czasie festiwalu?

- Mamy nadzieję, że sama pandemia na nią nie wkroczy, będziemy przestrzegać wszelkich rygorów ostrożności, ale tematyka pandemiczna pojawi się, i to w różnych odsłonach. Trochę smuci nas, że jedynie połowa widowni może być w tych warunkach zapełniona, bo nasz festiwal to zawsze były tłumy widzów. Mogliśmy, oczywiście, zaproponować transmisję internetową festiwalowych wydarzeń, jednak formułą teatru online jesteśmy już wszyscy bardzo zmęczeni. Teatr potrzebuje dialogu z widzem, nie z kamerą. Widz chce bliskości aktora, sceny, nie ekranu komputera. Od przekazu internetowego odstąpiliśmy, ale temat internetu pojawi się, choćby w projekcie Beniamina Bukowskiego. „Drzewo poznania" opowie o czyścicielach internetu, o ludziach, którzy eliminują z sieci najbardziej brutalne, wulgarne treści. Bukowski stawia pytanie, jaki wpływ na psychikę tych ludzi ma praca, w której z reguły da się wytrzymać nie dłużej niż kilka tygodni. To pytanie o cenzurę i polityczną manipulację w internecie, ale i o formułę teatru dokumentalnego w przestrzeni online, na który byliśmy zdani przez ostatnie miesiące.

W programie tegorocznego festiwalu będzie też wiele wątków, które dotyczą relacji między ludźmi... W czasie pandemii ograniczonych, zablokowanych lub zerwanych.

- Reżyser Marek Idzikowski spróbuje odczytać historię rodziny z pozostawionych pamiątek po zmarłym dziadku, którego właściwie nie znał. Idzikowski, jako reżyser teatru lalek rozumie swoją sztukę „jako teatr przedmiotu, w którym każda rzecz może stać się narzędziem. Tu głównymi aktorami są właśnie przedmioty, a ludzie naokoło tylko umiejętnie je eksponują, animują, tworzą obrazy i pomagają im się wyrazić. Ci ludzie, to ekipa, z którą przyjedzie na rezydencję - niecodzienna mieszanka reprezentantów różnych dziedzin sztuki i nauki: od performera po rzeźbiarza i biologa. To interesująca formuła badania roli teatru w osobistej, artystycznej wypowiedzi.
Podobnie do tematu podchodzi reżyserka Weronika Szczawińska, która od dwóch lat jest pacjentką onkologiczną. Interesuje ją rzeczywistość zmieniona przez raka, artystka zadaje pytania, do czego może „przydać się" choroba nowotworowa, czego dzięki rakowi można dowiedzieć się o współczesnym świecie i społeczeństwie, które nie zawsze wie jak zachować się w obliczu choroby, choroby będącej tematem tabu, choroby, która nawet nie wygenerowała adekwatnego języka, by o niej mówić. Artystka chciałaby opowiedzieć o tym, co przeżyła, ale nie interesuje ją projekt konfesyjny, terapeutyczny czy pedagogiczny. Jak zapowiada, będzie to spektakl anarchiczny, spektakl, któremu puściły nerwy, który wykorzysta komizm, groteskę i formułę stand-up'u.

Pojawi się temat... UFO, a i ten dotyczący teorii spiskowych, bardzo na czasie.

- „UFO" to projekt reżyserki Katarzyny Minkowskiej i choreografki, tancerki Anety Jankowskiej. To konfrontacja dwóch odmiennych światopoglądów. Projekt mówi m. in. o „wielkiej tęsknocie", czymkolwiek ona jest, tęsknocie do innej, alternatywnej rzeczywistości, tęsknocie do lepszego świata, do dowodu, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, do możliwości ucieczki od naszej smutnej rzeczywistości. Interesującym w tym kontekście jest także warsztat Wojtka Rodaka „Przebudzeni". To rzecz o teoriach spiskowych, politycznych, gospodarczych i wszelkich innych, których w czasie pandemii pojawiło się mnóstwo. Łącznie z tą, że nie ma koronawirusa. I tą o szczepionkach, które mają nas zaczipować, i tą o szkodliwości technologii G5. To temat, który narodził się z izolacji ostatnich miesięcy, z niepewności wywołanej brakiem rzetelnych informacji, z naszych lęków i nadziei, że kiedyś „przebudzimy się", a wtedy cała ta epidemia okaże się wymyślona. Twórcy będą starali się rozpracować mechanizmy powstawania teorii spiskowych i odpowiedzieć sobie na pytanie, „gdzie lokuje się bezpieczna granica między trzeźwym sceptycyzmem i nietolerancją, a groźną tendencją do przeczenia osiągnięciom nauki?".

Grupa Krzysztofa Popiołka bierze na warsztat tekst Heinza Hegera „Mężczyźni z różowym trójkątem".

- To książka, która mówi o homoseksualnych więźniach obozów koncentracyjnych III Rzeszy. Temat nagle stał się bardzo aktualny, dominuje w przekazie społecznym, jakże na czasie jest idea, która przyświeca twórcom: „Naszym celem jest nieutrwalanie i niepogłębianie społecznych podziałów, dawanie głosu wykluczonym, wyśmiewanym, opluwanym, przypominanie o empatii i pogłębianie wrażliwości na istnienie drugiej osoby. Próba zastopowania, uprzedmiotowiania, które to urywa każdą dyskusję, dehumanizuje wszelką narrację".

To wszystko tematy, po które zapewne chętnie sięgnąłby nie tylko teatr dokumentalny.

- I słusznie. Wprawdzie daleko mi do nazywania siebie reżyserem teatru dokumentu, ale osobiście nigdy nie byłbym zainteresowany zrobieniem spektaklu, który nie ma swojego odzwierciedlenia w problemach rzeczywistości. A teatr dokumentu, mimo że sugeruje twarde i suche fakty, może przecież być poetycki, śmieszny i nad wyraz emocjonalny. Zresztą gdzie leży ta granica i czy w ogóle istnieje? Za rok będziemy obchodzili dziesięciolecie naszego festiwalu i na tę okazję chcielibyśmy podsumować nasze dotychczasowe doświadczenia z teatrem dokumentu, opublikować wnioski i zastanowić się nad nową definicją tego fenomenu.



Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Jesteśmy zmęczeni formułą online. Teatr potrzebuje dialogu z widzem, nie z kamerą

Źródło:

Polska Dziennik Bałtycki nr 191

Autor:

Gabriela Pewińska