10.07.2020, 08:54 Wersja do druku

Ina Benita. Tajemnice uśmiechniętej blondynki

Do niedawna uważano, że Ina Benita, jedna z najpopularniejszych i najpiękniejszych aktorek II RP, zginęła w czasie powstania warszawskiego. Czyżby jednak okazała się twardsza i przebieglejsza od granych przez siebie postaci?

Przed wojną konsekwentnie budowała swój wizerunek blond piękności, łamaczki męskich serc, kobiety wyzwolonej, a przy tym inteligentnej i wykształconej. Pod maską uśmiechniętej femme fatale skrywała swą największą słabość: dla miłości gotowa była do największych poświęceń, łącznie z rezygnacją ze statusu gwiazdy. Była kochliwa, niestała w uczuciach? A może dobierała swych ukochanych w zależności od potrzeby chwili? Nie uprzedzając faktów, jedno warto podkreślić: od początku umiała mylić tropy, odkrywać tyle prawdy o sobie, ile uznała za stosowne. Przedwojenna publiczność znała ją jako platynową blondynkę z ułożonymi na ówczesną modłę lokami, w rzeczywistości jednak miała ciemne, lekko falujące włosy. Sceniczny i filmowy image był udanym wytworem mody, na wzór hollywoodzkich gwiazd. W drugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku jej kariera nabrała tempa, a doświadczeni reżyserzy – tacy jak Michał Waszyński i Mieczysław Krawicz – koniecznie chcieli mieć Inę w obsadzie swoich kolejnych filmów. W sumie – od debiutu w „Puszczy" z 1932 r. do „Czarnych diamentów" (1939 r., premiera: 1946 r.) – zagrała w 17 filmach. Wydawało się, że ma świat u swych stóp, że najlepsze role jeszcze przed nią. Gdy wybuchła wojna, miała zaledwie 27 lat...

Dziewczyna z Kijowa

Był rok 1912, gdy przyszła na świat – co do tego mamy pewność, choć sama Ina w przedwojennych wywiadach podawała rok 1913, luty zamiast 1 marca, a jako miejsce urodzenia – Tyflis (dzisiejsze Tbilisi) zamiast Kijowa. Była jedynaczką. Ustalenie danych ojca nie przysparza problemów: to rosyjski arystokrata Mikołaj Florow-Bułhak (spowinowacony z polskim rodem Bułhaków na Litwie), świetnie mówiący po polsku wysoki urzędnik państwowy i współpracownik cenionego w Europie Kijowskiego Instytutu Politechnicznego, człowiek przedsiębiorczy i zamożny. Z kolei pochodzenie matki Iny znacznie trudniej zweryfikować. W książce Piotra Gacka „Ina Benita. Za wcześnie na śmierć" (Krytyka Polityczna, 2018) figuruje jako Helena Maria z Orańskich. Miała pochodzić ze szlacheckiej rodziny ze Żmudzi. Tyle że Marek Teler, historyk i publicysta m.in. portalu Histmag.org, dotarł do dokumentów, z których wynika, że panieńskie nazwisko matki Iny brzmiało Jeszczenko (może więc Mikołaj Florow-Bułhak był drugim mężem Heleny?). Tu dochodzimy do kwestii wyznania: według Piotra Gacka Ina została wychowana w wierze katolickiej, według Telera – w prawosławnej. Pojawiają się też sugestie, że matka Iny była Żydówką, z rodziny przechrztów. A może Helena zmieniła wyznanie wraz z zamążpójściem? W każdym razie Ina nigdy nie zająknęła się na temat swojego ewentualnego żydowskiego pochodzenia, co okazało się kluczowe w czasach niemieckiej okupacji.

Kolejną zagadką jest kwestia imienia przyszłej gwiazdy kina. Piotr Gacek podaje, że urodzonej 1 marca 1912 r. córce Mikołaja i Heleny na chrzcie nadano imiona „Janina Benita Luna hrabianka Florow-Bułhakówna" („Ina Benita. Za wcześnie na śmierć", s. 19). Z kolei Marek Teler przekonuje, że jedyne rodowe imię gwiazdy kina II RP brzmiało „Inna" i powołuje się przy tym m.in. na dokumenty ZASP z 1930 r. Właśnie w nich zostało zapisane, że „na posiedzeniach ZASP odbywających się w dniach 15 lipca – 20 listopada 1930 r. wydano zgodę na używanie przez [Innę] Bułhakównę pseudonimu Ina Benita" (Marek Teler, „Ina Benita przeżyła! Tajemnica z Rhumspringe", www.histmag.org, licencja: CC BY-SA 3.0).

Nic nie wiemy o wczesnym dzieciństwie przyszłej gwiazdy, możemy się tylko domyślać, że było stosunkowo beztroskie – wszak miała bardzo zamożnego ojca. Sytuacja zmieniła się wraz z wybuchem rewolucji w Rosji, a zwłaszcza podczas wojny polsko-bolszewickiej. Gdy w maju 1920 r. polskie wojska wkroczyły do Kijowa, Florow-Bułhak postanowił zabrać rodzinę do Warszawy. Ale już w sierpniu drżał o żonę i swą jedynaczkę – wtedy radzieckie wojska nacierały na stolicę. Polacy, nie szczędząc krwi i ofiar, zatrzymali pod Warszawą bolszewicką nawałnicę.

Jak pisze Piotr Gacek w cytowanej już książce, „w bezpiecznej i spokojnej Warszawie Florow-Bułhakowie przeprowadzili się do własnego mieszkania przy ulicy Podwale 17". Ina mieszkała w stolicy do 1924 r. – gdy miała 12 lat, ojciec wysłał ją do Paryża, do elitarnej szkoły z internatem prowadzonej przez zakonnice przy bazylice Sacré-C?ur. Przez pięć lat przyszła gwiazda uczyła się m.in. języków obcych i śpiewu (według biografów znała nie tylko polski, rosyjski, francuski, niemiecki i angielski, ale rozumiała także włoski i hiszpański). Jako 15-latka wymknęła się z klasztoru i pojechała do Nicei, by odwiedzić ojca. Tam ponoć Rex Ingram chciał zaangażować ją do filmu „Ogród Allaha", ale ojciec stanowczo się temu sprzeciwił. Dwa lata później Ina, gdy wróciła do Warszawy po śmierci matki, postanowiła zostać gwiazdą sceny i ekranu.
Początkująca aktorka

Jeszcze nim osiągnęła pełnoletność, rozpoczęła naukę na Kursach Wokalno-Dramatycznych – w szkole prowadzonej przez Helenę Józefę Hryniewiecką (w kamienicy przy Alejach Jerozolimskich 9). Szlifowała tam m.in. śpiew, taniec, ruch sceniczny i dykcję, uczyła się historii sztuki, muzyki i teatru. W tym czasie uczęszczała też na lekcje śpiewu do Olimpii Boronat, słynnej diwy operowej – Hiszpanki urodzonej we Włoszech (być może w ten sposób poznała podstawy włoskiego i hiszpańskiego?). Po dwóch latach szkołę Hryniewieckiej ukończyła z wyróżnieniem, wzięła też udział w dyplomowym przedstawieniu wystawionym w Morskim Oku. Wkrótce zdała eksternistyczny egzamin aktorski przed komisją ZASP, marzyła bowiem, by zostać aktorką dramatyczną.

Ale wtedy też w jej życiu pojawił się pierwszy mężczyzna – starszy od niej o 12 lat Jerzy Tesławski (właściwie: Gieorgij Aleksandrowicz Tiesławski), „biały" Rosjanin, który w 1920 r. walczył w polskiej armii. Po wojnie polsko-bolszewickiej zamieszkał w Warszawie, tu w 1928 r. ukończył Instytut Filmowy Wiktora Biegańskiego, próbował swoich sił jako aktor, scenarzysta i reżyser (krytycy pozytywnie wypowiadali się jedynie o jego aktorstwie). Jerzy i Ina poznali się prawdopodobnie w 1930 r. i już 7 stycznia następnego roku wzięli ślub w cerkwi św. Trójcy na Podwalu – młodzi małżonkowie zamieszkali w kamienicy przy Alejach Jerozolimskich 97.

Latem 1931 r. Ina wyjechała kręcić plenery do filmu „Puszcza" na podstawie powieści Józefa Weyssenhoffa, gdzie wcieliła się w „niewinne dziewczę Renię ze szlacheckiego dworu". Premiera „Puszczy" odbyła się dopiero 27 marca 1932 r. – film nie przetrwał wojennej zawieruchy, ale z zachowanych zdjęć spogląda na nas urokliwa dziewczyna o falujących, ciemnych włosach, przenikliwym spojrzeniu i czarującym uśmiechu, który – notabene – stanie się jej wizytówką. Krytycy filmowi dostrzegli filmową debiutantkę, ona zaś w tym czasie odważnie odsłaniała swe wdzięki w teatrze rewiowym Nowy Ananas, który przetrwał zaledwie do września 1932 r.

Ina potrzebowała odmiany, a nic tak nie zmienia wizerunku kobiety jak nowa fryzura. Jeszcze tego samego roku na balu sylwestrowym można ją było zobaczyć w krótko przyciętych włosach koloru blond.
Platynowa femme fatale

Została dostrzeżona przez środowisko filmowców, poznała m.in. reżysera Michała Waszyńskiego i Eugeniusza Bodo, którzy zaprosili ją do udziału w filmie „Jego ekscelencja subiekt" (1933 r.). Główne role w tej komedii pomyłek przypadły Bodo i Benicie, a partnerowali im m.in. Mieczysława Ćwiklińska i Konrad Tom. Krytycy byli podzieleni – jedni się zachwycali, inni niezbyt przychylnie wypowiadali się o filmie, chłodno też przyjęli poczynania Iny przed kamerą, ale publiczność była ukontentowana. Inę zaś – pomimo krytyki – uskrzydlała nowa miłość. Zakochała się bez pamięci w Igo Symie – wówczas jednym z najprzystojniejszych aktorów (do jego agenturalnej działalności w czasie wojny jeszcze powrócę). To był intensywny rok w życiu Iny – występy w kabarecie Femina, role filmowe, rozwód z Tesławskim, związek z Symem, angaż w teatrze Iwo Galla w Częstochowie.
W maju 1933 r. wyjechała z ekipą filmową na Huculszczyznę. Reżyser Jan Nowina-Przybylski kręcił tam „Przybłędę", a Ina zagrała główną rolę: kobietę zmysłową, niezważającą na konwenanse, którą mężczyźni pożądają, a ich żony nienawidzą. Herminia Naglerowa w magazynie „Bluszcz" (1934, nr 2) wykreowaną przez Inę postać nazwała „wiejskim wampem – coś w rodzaju Jagusi Borynowej" z „Chłopów" Reymonta. Mężczyźni nie potrafili oprzeć się jej urokowi, dziennikarze zabiegali o choćby krótkie wywiady. Ina często trafiała na okładki czasopism. W książce Piotra Gacka znajdziemy taki oto fragment z tekstu opublikowanego w „Kinie" (1935, nr 52): „Niby wamp – a przecie małe dziecko. Na ekranie zazwyczaj ekscentryczna kokietka – a w życiu niezaradna młoda kobieta, która nie potrafi walczyć z przeciwnościami życiowemi". Czyżby?

W tym czasie przecież zdążyła jeszcze zagrać u boku swego byłego męża w filmie „Hanka" (Tesławski także reżyserował pod pseudonimem Jerzy Dal) i to rolę podwójną – tytułową bohaterkę i... jej matkę. Miał być wielki sukces, tyle że powtórzona fabuła z „Przybłędy" tym razem oparta na cygańskim folklorze nie zachwyciła ani krytyków, ani szerokiej publiczności. Na warszawskiej premierze 25 kwietnia 1934 r. Iny Benity nie było – spełniała się jako aktorka dramatyczna na deskach Teatru Kameralnego w Częstochowie, we wrześniu zaś dostała angaż w Teatrze Miejskim w Łodzi (gdzie pozostała do 1936 r.). W Łodzi zakończył się jej związek z Symem, choć nie zerwali znajomości. Ina skupiła się na sprawach zawodowych, przypomniała o sobie kinomanom – zagrała ciekawą rolę kobiety wampa w „Dwóch Joasiach" Mieczysława Krawicza u boku takich gwiazd, jak Jadwiga Smosarska i Franciszek Brodniewicz, a w listopadzie 1935 r. premierę miała kolejna komedia pomyłek: „Jaśnie pan szofer" w reżyserii Michała Waszyńskiego – tu ponownie partnerował Benicie Eugeniusz Bodo.

Jedną ze swych najlepszych ról zagrała w „Ludziach Wisły" (premiera: 23 lipca 1938 r.; reżyseria: Aleksander Ford, Jerzy Zarzycki). W jednym z wywiadów mówiła z przekonaniem: „...to flisacze życie pokochałam bardzo i nie zamieniłabym wspaniałej, cudownej wstęgi Wisły na żadne atelier filmowe. Barki, berlinki i tratwy – ludzie prości i piękni, jak urok Wisły – oto świat, w którym teraz żyję" (za: Piotr Gacek, op. cit., s. 110). W tym czasie była znowu zakochana, tym razem w operatorze filmowym Stanisławie Lipińskim. A on, jak nikt inny, potrafił uchwycić w kadrze naturalne, wewnętrzne piękno Iny. Zakochani pobrali się w kwietniu 1938 r. I znowu miłość uskrzydliła Inę, w tym samym bowiem roku zagrała jeszcze w filmach: „Gehenna", „Moi rodzice rozwodzą się", „Serce matki", występowała na scenie Teatru Malickiej, ale też tańczyła, grała i śpiewała w teatrze muzycznym Wielka Rewia.

W 1939 r. kinomani mogli ją podziwiać w filmach „O czym się nie mówi..." i „Doktór Murek". W tym samym roku wystąpiła w kilku innych tytułach: „Serce batiara" (zaginął; bez premiery), „Sportowiec mimo woli" i  „Ja tu rządzę" (premiery odbyły się podczas niemieckiej okupacji), a ostatni z jej filmów, „Czarne diamenty" o niełatwym życiu polskich górników, na ekrany polskich kin po raz pierwszy trafił 12 sierpnia 1946 r., czego – tak czy inaczej – Ina Benita już nie doczekała.
Kochliwa informatorka ZWZ?

Gdy 1 września 1939 r. III Rzesza napadła na Polskę, mąż Iny zaproponował, by uciekali na wschód. Aktorka odmówiła – mimo że mogła spodziewać się represji ze strony niemieckiego okupanta, choćby za udział w spektaklu „Orzeł czy Rzeszka" (w roli francuskiej Marianny), gdzie śmiano się m.in. z Hitlera i Mussoliniego (pokazywany w Ali Babie dwa razy dziennie, przez trzy miesiące, a ostatnie przedstawienie odbyło się 29 sierpnia!). Trzeba jednak dodać, że już w czerwcu Ina odeszła od męża. Tym razem jej wybrankiem serca był Wojciech Ruszkowski, z którym zaczęła romansować jeszcze zimą, w czasie zdjęć do „Sportowca mimo woli". Choć na ekranie miłość wyznawał jej Aleksander Żabczyński jako Jerzy Piątek, hokeista z Kanady, to Ina wybrała Ruszkowskiego (w filmie jako detektyw hotelowy Dżems). Oficjalnie mieszkała z ojcem – i to przede wszystkim jego nie chciała zostawić samego.

W połowie września Stanisław Lipiński dotarł do rodzinnego Lwowa, w 1941 r. wpadł w łapy NKWD, został zesłany do łagru, a rok później – na mocy układu Sikorski–Majski – dołączył do armii Andersa. Po wojnie zamieszkał w Londynie i ożenił się (przekonany, że Ina zginęła w czasie powstania warszawskiego) z aktorką Janiną Jasińską. Nigdy nie odwiedził komunistycznej Polski, zmarł 7 maja 1974 r. w Rockport. Wróćmy jednak do Iny.

Pierwsze miesiące niemieckiej okupacji przetrwała wraz z ojcem, sprzedając co cenniejsze rzeczy. Potem jednak musiała zacząć zarabiać. Odmówiła pracy w kawiarni U Filmowców (przy ul. Złotej 7), nie chciała bowiem narażać na nieprzyjemności kolegów i koleżanki. Skarżyła się Lidii Wysockiej, że Igo Sym – który już oficjalnie nosił opaskę ze swastyką i został dyrektorem niemieckiego Theater der Stadt Warschau – nachodził ją i przyprowadzał niemieckich oficerów. W książce Piotra Gacka czytamy: „Mało kto wówczas wiedział, że bliskie kontakty Benity z Symem postanowił wykorzystać dowódca grupy kontrwywiadu Komendy Okręgu Warszawa Miasto ZWZ (od 1942 r. Komendy Obszaru Warszawa AK) Roman Niewiarowicz, ps. Łada, który już w 1939 r. dostał rozkaz »obserwowania« niemieckiego agenta Igo Syma. Ina dostarczała Niewiarowiczowi informacji o prywatnym życiu Syma i jego planach". Tu trzeba dodać, że za kolaborację z okupantem Wojskowy Sąd Specjalny ZWZ wydał wyrok śmierci na Igo Syma. 7 marca 1941 r. wyrok wykonał zespół bojowy „ZOM" kontrwywiadu Okręgu Warszawa Miasto ZWZ.

W tym czasie Ina Benita występowała w tzw. teatrach jawnych (od 1940 r.). Co warto podkreślić, grano w nich wyłącznie po polsku i wyłącznie dla Polaków, ale podlegały one niemieckiemu wydziałowi propagandy. Notabene koncesję na otwarcie Teatru Komedia otrzymał Igo Sym (odstąpił ją matce, a ona – Józefowi Arturowi Horwathowi). To wystarczyło, by wszystkie teatry jawne (także Nowości, Niebieski Motyl czy Miniatury) zostały napiętnowane przez polskie podziemie. Po wojnie aktorów występujących na deskach teatrów jawnych spotkały represje za „kolaborowanie z wrogiem". A przecież, jak pisze Gacek, „do chwili aresztowania Romana Niewiarowicza przez Gestapo 17 maja 1943 r. teatr był skrzynką kontaktową i miejscem tajnych spotkań, gdzie przychodzili łącznicy z rozkazami i meldunkami". Wtedy też informacje dla Niewiarowicza o okupantach zbierała Ina Benita.

Kim był zatem oficer Wehrmachtu Otto Maximilian Haver? Oficjalnie: żonatym fotografem z Wiednia, który – jak podaje Piotr Gacek – do sierpnia 1943 r. stacjonował w garnizonie warszawskim „jako oficer sztabowy przydzielony do akcji propagandowych" (op. cit., s. 277). Elegancki, wysoki blondyn, z którym Benita rozmawiała po francusku. Ukrywali swój związek – Ina oficjalnie mieszkała z ojcem w kamienicy przy ul. Polnej. Rok przed wybuchem powstania warszawskiego Haver musiał wyjechać do Wiednia, ale wkrótce Benita do niego dołączyła. Kochankowie na początku 1944 r. wrócili jednak do Warszawy. Może Ina właśnie tu chciała urodzić dziecko? Niestety, syna – Tadeusza Michała – urodziła 7 kwietnia już w więziennym szpitalu na Pawiaku. Ktoś doniósł na Gestapo, że związała się z Haverem – ją aresztowano, jego zdegradowano i wysłano na front wschodni, gdzie słuch o nim zaginął. Ona cudem uniknęła wywózki do Ravensbrück, a „w poniedziałek po południu, 31 lipca 1944 r., Ina Benita z synkiem została zwolniona z Pawiaka, w grupie ok. 150 mężczyzn i 50 kobiet" (Piotr Gacek, op. cit., s. 286).
Sensacyjne odkrycie

Od chwili wybuchu powstania dalsze losy Iny Benity od lat budziły wiele wątpliwości. Miała zginąć we wrześniu w kanałach, gdy wycofywała się ze Starówki do Śródmieścia, a kilkumiesięczny synek pod gruzami jednej ze zbombardowanych kamienic. Jej ojciec, Mikołaj Florow-Bułhak, zginął 19 lub 20 sierpnia pod gruzami kamienicy przy ul. Kilińskiego 3. Piotr Gacek, kończąc swą książkę, zauważa, że Ina Benita, jeśli przeżyła wojnę, to „zatarła swoje życie w iście filmowym stylu. Dalej są już tylko domysły i pogłoski, fantasmagorie". Czy aby na pewno?

W listopadzie 2018 r. Marek Teler na portalu historycznym Histmag.org opublikował cytowany wyżej artykuł, w którym dowodzi, że Ina Benita nie tylko przeżyła wojnę, ale znalazła schronienie w Dolnej Saksonii i ponownie wyszła za mąż – za Hansa Georga Pascha (autor publikuje nawet skan aktu ślubu, gdzie Benita figuruje jako Inna Florow-Bułhak, aktorka, urodzona 1 marca 1912 r. w Kijowie, są także widoczne dane jej rodziców).

Jeszcze bardziej sensacyjne okazują się dokumenty udostępnione przez Telera w kolejnym artykule: „Ina Benita i jej długa droga do Ameryki. Nieznane powojenne losy słynnej aktorki" (publikacja: Histmag.org z 7 kwietnia 2019 r., licencja: CC BY-SA 3.0). Po tragicznej śmierci Pascha Ina miała udać się na południe Francji, mieszkała w Nicei i Cannes, pracowała jako tancerka i śpiewaczka w barach i nocnych klubach. W 1949 r. oddała syna Tadeusza na wychowanie do szkoły klasztornej. W tym samym czasie poznała Amerykanina Lloyda Frasera Scuddera, przedstawiciela służby cywilnej w United States Air Force. 25 lipca 1950 r. w Nicei urodził się ich syn, John. W 1951 r. jednostka Scuddera została przeniesiona do Maroka, a sytuacja materialna rodziny poprawiła się na tyle, że Tadeusz mógł wrócić ze szkoły klasztornej. W kwietniu 1954 r. Ina i Lloyd wzięli ślub w Casablance. Ponieważ na żądanie króla Maroka Muhammada V wojska amerykańskie musiały opuścić Maroko, 10 czerwca 1960 r. Scudderowie udali się do Stanów Zjednoczonych (warte uwagi są zwłaszcza dołączone skany tzw. kart pokładowych).

Ina Benita, już jako Ina Scudder, mieszkała kolejno w: Albuquerque w Nowym Meksyku, Dayton w Ohio i Middletown w hrabstwie Dauphin w stanie Pensylwania. 1 czerwca 1964 r. zmarł Lloyd Scudder; po śmierci męża Ina dorabiała jako sprzątaczka, a w wolnych chwilach malowała. Zmarła na raka płuc we wrześniu 1984 r. Pochowana została na cmentarzu w Middletown. Wszelkie tajemnice zabrała ze sobą do grobu – jeśli rzeczywiście Ina Scudder była przedwojenną gwiazdą polskiego kina, to amerykańska rodzina za jej życia nigdy się o tym nie dowiedziała.


Tytuł oryginalny

https://czestochowa.wyborcza.pl/czestochowa/7,35270,26112856,akcja-ratujmy-tfp-na-teatralnym-podworku-spektakl-uwolnic.html

Źródło:

Rzeczpospolita online

Link do źródła

Autor:

Agnieszka Niemojewska

Data:

10.07.2020