Byłbym rad, gdyby w nowym Teatrze Studio powróciła poetycka metafora i powstała przestrzeń dla wyobraźni i myśli. I gdyby ten teatr stał się - wielka to dziś rzadkość - teatrem ludzi dorosłych. Nie wiem, kto by takiego odnowienia artyzmu w Studiu potrafił dziś dokonać. Wiem natomiast z całą pewnością, kogo w żadnym wypadku nie należy brać w rachubę - pisze Janusz Majcherek w Gazecie Wyborczej - Stołecznej.
(...) Trwa dyskusja nad przyszłością Studia. Dyrektor placówki Bartosz Zaczykiewicz podał się do dymisji. Decyzja była skutkiem wotum nieufności, jakie ogłosiła część zespołu aktorskiego, zwróciwszy się jednocześnie o opinię do Związku Artystów Scen Polskich. Związek cofnął rekomendację, jakiej udzielił Zaczykiewiczowi, gdy ten obejmował dyrekcję. Zaczykiewicz, mając podpisany kontrakt na parę sezonów naprzód, ustąpił, czym dał świadectwo klasy, na jaką rzadko zdobywają się dyrektorzy teatrów postawieni w podobnych sytuacjach. Jeśli miałbym do Zaczykiewicza pretensje, to nie o to, że doprowadził teatr do stanu godnego pożałowania, lecz raczej o to, że z tego stanu nie potrafił go wyprowadzić. Bo degrengolada Studia zaczęła się już za dyrekcji Zbigniewa Brzozy, który po obiecującej inauguracji ("Godzina..." Handkego) i paru jeszcze wartych uwagi premierach z pierwszych sezonów stracił nie tylko inwencję, lecz podstawowe rozeznanie