01.07.2020, 10:12 Wersja do druku

Pamiętnik nimfomanki czyli „I tak nikt mi nie uwierzy”

  „I tak nikt mi nie uwierzy” Jolanty Janiczak w reż.  Wiktora Rubina w  Teatrze im. Fredry w Gnieźnie. Pisze Benjamin Paschalski na swoim blogu.

Dawid Stube/mat. teatru

Nareszcie! Wróciliśmy do teatru. Pierwsze sceny otworzyły swoje sale dla publiczności. I pojawiły się premiery. Najciekawsze, że nie w dużych centrach Warszawie czy Krakowie, ale lokalnie w tych interesujących punktach na teatralnej mapie. Do nich, w tym sezonie, należy bez wątpienia scena gnieźnieńska. Tu powstały ważne spektakle ostatnich miesięcy: Historia przemocy, jakże dziś aktualna i potrzebna oraz pełne bólu i goryczy Królowa. Freddie – jestem legendą. Na zwieńczenie sezonu zrealizowano I tak nikt mi nie uwierzy autorstwa Jolanty Janiczak i w reżyserii Wiktora Rubina. Wstrząsająca historia sprzed wieków o Barbarze Zdunk, ostatniej kobiecie spalonej na stosie, jest niezwykle interesującym eposem o kobiecie i kobiecości. Ale również winie i odpowiedzialności. Pożądaniu i rządzy miłości, która kończy się tragicznie – cierpieniem, wykorzystaniem i codziennym znojem gwałtu wobec zaniku człowieczeństwa.

Dawid Stube/mat. teatru

Ten obraz teatralny koresponduje z uniwersum dnia dzisiejszego. Na co i kogo może liczyć kobieta? Musi walczyć o swoje, o prawdę i przeciwstawienie się przemocy. To również ważna lekcja dla wszystkich, którzy nie dowierzają w pedofilię i jak znamienne ma ona skutki w dorosłym życiu. Owszem, są to pewnego rodzaju uproszenia, ale wywołują ważne refleksje i przemyślenia.

Mimo podjętego bardzo ważnego i niezwykle sugestywnego problemu, w parze z nim nie idzie inscenizacja. Jest ona niesłychanie statyczna i deklamatorska. Na dodatek tekst wypowiadany jest jak w szkolnej akademii, wielokrotnie nie trafia do odbiorcy, przemija obok nas. Niezwykle ważne stało się ukazanie i strywializowanie nagości. To swoista powierzchowność oraz małość w świecie bez szczęścia i spełnienia. Aktorsko spektakl jest jednolity, trudno kogokolwiek wyróżnić bowiem mamy do czynienia ze zgraną formacją, choć niekiedy w ogóle nie wykorzystaną. Partnerzy głównej bohaterki Barbary Zdunk (gościnnie Karolina Staniec) są faktycznie jej tłem – niczym grecki chór lub pojedyncze postaci, które wchodzą z nią w dyskurs. Jej rola jest ciekawa, ale pozbawiona swoistego pazura i żarliwości seksualnej. Nie mamy pewności, że to rzeczywista wampirzyca wyuzdania, raczej pospolita dziewczyna z sąsiedztwa. Obraz prowincji świetnie portretuje pastuch Jakob (Paweł Dobek) – kochanek i przeznaczenie Barbary Zdunk. Reżyser wraz z dramaturżką dla każdego pozostawili pole do działań, jednak są one tylko komentarzem bądź znakiem zapytania dla głównej osi przedstawienia skupionego wokół przerażającego obrazu egzystencji kobiety.

Przedstawienie gnieźnieńskie jest dobrą próbą dyskursu o problemach społecznych współczesnej Polski. Autorzy nie komentują rzeczywistości wprost, ale za sprawą historii tną żyletkami po naszych oczach. A ból bohaterki staje się cierpieniem naszej ulicy. To udane zwieńczenie sezonu w Gnieźnie. Teatr ze swoim programem, zaproszonymi twórcami coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność na mapie teatralnej naszego kraju. Oby tak dalej. Trzymam kciuki!

Tytuł oryginalny

Pamiętnik nimfomanki czyli „I tak nikt mi nie uwierzy”

Źródło:

www.kulturalnycham.pl
Link do źródła

Autor:

Benjamin Paschalski

Data:

01.07.2020