10.08.2020, 10:14 Wersja do druku

Jarosław

"Życie intymne Jarosława" Magdy Kupryjanowicz i Michała Kurkowskiego w reż. Kuby Kowalskiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Pisze Maciej Stroiński w Przekroju.

fot. Dominik Werner

Jarosław Iwaszkiewicz był królem sezonu. Na podstawie jego prozy powstały i najlepszy (Matka Joanna od Aniołów Klaty), i najgorszy (Panny z Wilka z Olsztyna), i najbardziej hardcorowy spektakl teatralny (Diabły z Powszechnego na bazie Matki Joanny). Widzieliśmy według niego również przedstawienia średnie – ani niezłe, ani złe – zwłaszcza w poprzednim sezonie, gdy grano Panny w Krakowie. Tymczasem, z winy COVID-a, niektóre tytuły Iwaszkiewiczowskie wystawić się nie zdążyły, zwłaszcza „trzecia” Matka[…] w Teatrze Narodowym z Małgorzatą Kożuchowską w roli tytułowej. Miał to być sezon trzech Matek Joann, a wyszło jak zawsze. Można więc wyróżnić inną jeszcze kategorię: spektakle nieistniejące. „Bardzo wiele rzeczy się dzieje, ale również zdumiewająco wiele rzeczy na świecie się nie dzieje. […] Bo takich przedstawień nie ma, takie rzeczy miejsca nie mają nigdzie na świecie!” (Dorota Masłowska, Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną).

Sezon 2019–2020 był sezonem dziwnym, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia (por. Ogniem i mieczem). Jest to najdłużej kończący się sezon ever, kończy się bowiem od marca! Już go podsumowaliśmy w miesięczniku „Teatr”, wygrał Lupa z Klatą, a tu nieoczekiwanie – nowe propozycje. Znowu Iwaszkiewicz, ale tym razem nad morzem.

Życie intymne Jarosława w reżyserii Kowalskiego ma dwuznaczny tytuł i to jest, niestety, prawda o tym przedstawieniu, które samo jakby nie wie, czym by chciało być w ogóle. Łatwa sensacja, że może chodzić o wodza narodu, jest rozwiewana już na etapie trailera. Mogli jakoś odczarować to skądinąd ładne imię, które może nosić dowolny mężczyzna, chociażby wybitny pisarz.

Historia jak z Manna, ze słynnej Śmierci w Wenecji, gdzie starszy artysta kocha swoją młodą muzę rodzaju męskiego. Klasyczny modernistyczny motyw. Państwu też się wydaje, że taki temat wymagałby pewnej delikatności, wyrafinowania, nic poniżej Viscontiego?

Gdyby nam nie powiedzieli, że tytułowy Jarosław to jest Iwaszkiewicz, moglibyśmy nie odgadnąć. Pierwowzór w rzeczywistości to był pan elegant, mężczyzna „spod igły”, ubrany choćby w Paryżu, a tu chodzi rozmemłany, rozebrany, „w proszku”. Jak w realu, woli mężczyzn, a piszę to w liczbie mnogiej, bo jego ukochany Jerzy występuje w trzech postaciach. W obsadzie wybija się Robert Ciszewski (zresztą jedyny wśród młodych niebędący Jerzym), aktor „po Krakowie”, o niesamowitej twarzy – i mocnej, i prerafaelickiej. Tu gra jakby MC wieczoru, mistrza ceremonii, który patrzy na zdarzenia z boku, trochę je prowokując.

fot. Dominik Werner

Z Iwaszkiewiczem jest tak jak z Czechowem: oglądamy dla klimatu, a nawet mikroklimatu, tego specjalnego, niepodrabialnego je-ne-sais-quoi. Chodzi mi o dziwny, przyjemny w odbiorze smutek. I tego czegoś nieuchwytnego nie ma w Życiu intymnym Jarosława – i bardzo świadomie tego czegoś nie ma. Po to dali rusztowanie jako centrum scenografii, żebyśmy ani przez minutę nie poczuli się iwaszkiewiczowsko. Metalowe pręty zamiast kredensu, dworku albo rzeki. Scena Malarnia Teatru Wybrzeże nie ma kulis, a foyer – powietrza, co szczególnie dokuczliwe w środku lata, w środku epidemii.

W ścieżce dźwiękowej samplują Szymanowskiego (por. Panny z Wilka Wajdy) oraz czynią ukłon wobec Żuka Opalskiego (reżyser to uczeń Żuka), śpiewając jego ukochaną Surabaya Johnny.

Największa wada spektaklu: tekstu nie pisał jego bohater. Można by liczyć na wspaniałą prozę polską, z klimatem, ze wszystkim – ale nie on pisał. A przecież mogli wystawić Zygfryda, opowiadanie cyrkowe, i też byłby starszy pan słodko zakochany w młodszym. Mogli Kochanków z Marony. Zamiast tego dostajemy serię dat dyktowanych korespondencją pisarza z przyjacielem. Narracja posuwa się siłą chronologii, to znaczy bezwładu: wtedy było to, a potem to, a potem jeszcze to. Wchodzi też konwencja bajki, taniec oraz gimnastyka synchroniczna. Nie jest to jednak mocna propozycja, raczej variétés. Kuba Kowalski lepiej wychodzi na dobrej literaturze mającej silną strukturę, choćby na Ibsenie.

Czego się dowiadujemy z Życia intymnego Jarosława? Że Iwaszkiewicz utrzymywał relacje miłosne jednopłciowe i że każdemu wolno kochać. Prawda, ale mało!

Tytuł oryginalny

Jarosław

Źródło:

Przekrój online

Link do źródła

Autor:

Maciej Stroiński

Data:

10.08.2020