07.08.2020, 10:33 Wersja do druku

Janusz Gajos – aktor wielki, a skromny

Gdy ostatnio w przestrzeni publicznej pojawiła się opinia, iż Janusz Gajos występuje w „teatrzyku marionetek”, pomyślałem, że może tak powiedzieć tylko ktoś, kto nie zna ani teatralnego dorobku Janusza Gajosa, ani repertuaru Teatru Narodowego znakomicie prowadzonego artystycznie przez dyrektora Jana Englerta - pisze Artur Stanek.

fot. Krzysztof Bieliński

Stwierdzenie, że Janusz Gajos jest aktorem wybitnym nie jest niczym odkrywczym, ale jak określić aktora, którego każda rola teatralna potwierdza jego mistrzostwo? Skupię się na wybranych rolach Janusza Gajosa, wykreowanych na deskach Teatru Narodowego, które potwierdzają kunszt i szeroki wachlarz aktorskich umiejętności. 

W galerii Gajosowych postaci na uwagę zasługuje i rola księdza Kubali w „Nartach Ojca Świętego” Jerzego Pilcha w reżyserii Piotra Cieplaka, i rola Ojca w sztuce Amanity Muskarii (Gabriela i Monika Muskała) pt. „Daily Soup” w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej, w której aktor występował m.in. z Danutą Szaflarską. 

Aktor przejmujący jest w roli Jony Popocha w „Udręce życia” Hanocha Levina w reżyserii Jana Englerta (wraz z Anną Seniuk i Włodzimierzem Pressem tworzą niezapomniane kreacje). Niesamowity jest jako despotyczny Duży Tata w rodzinnym dramacie „Kotka na gorącym blaszanym dachu” Tennessee Williamsa w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza, czy jako tytułowa postać w „Garderobianym” Ronalda Harwooda w reżyserii Adama Sajnuka (w elektryzującym duecie z Janem Englertem w roli Sira). 

Ale jest w teatralnym dorobku Janusza Gajosa w Teatrze Narodowym rola szczególna: w monodramie „Msza za miasto Arras” wg Andrzeja Szczypiorskiego (premiera przedstawienia Teatru Narodowego miała miejsce w 2015 roku).

Aktor po mistrzowsku, maksymalnie skupiając uwagę widza, ale dyskretnie i powściągliwie, jakby wszedł na scenę prosto z ulicy i opowiadał, gra kronikarza Jana, który relacjonuje wydarzenia z historii XV-wiecznego Arras (zaraza, głód, fałszywe oskarżenia, pogromy Żydów, polowania na czarownice). Narrator zastanawia się nad przyczyną zdarzeń, nad nazwaniem dobra i zła, a tekst Szczypiorskiego, pokazujący manipulację społecznością, od śmierci konia do zbiorowego fanatyzmu, ma wymiar ponadczasowy. Inscenizację cechuje ascetyczna forma (scenografia to tylko drewniane krzesło, kostium to zwyczajna szara marynarka z koszulą wyciągniętą na spodnie), w której najważniejsze jest słowo i aktor, czyli kwintesencja teatru. Bez zbędnych ozdobników czy teatralnych fajerwerków.

Przedstawienie z Teatru Narodowego widziałem 5 marca 2017 roku podczas gościnnej prezentacji w Teatrze Małym w Tychach. Monodram został entuzjastycznie przyjęty przez publiczność, a skala zachwytu i braw, mam wrażenie, onieśmielała wybitnego aktora. Aktor wielki, a skromny. Gwiazdor? Nie, Gajos.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Artur Stanek