12.08.2020, 09:53 Wersja do druku

Gdzieś nam się duma pogubiła

fot. Rafał Guz/PAP

 - Nawet ci, którzy dostają bon taki, inny czy 13. emeryturę, też mówią o tej władzy z pogardą. A jednocześnie nie wahają się upominać o więcej

NEWSWEEK: Panie Jerzy, jak samopoczucie? JERZY STUHR: Wie pan, dziwne to wszystko jest, przez pół roku będę miał teraz wolne.

To przestój, który narzucili lekarze?

- Nie. Miałem podejście do potężnej roli w Teatrze 6. Piętro, aliści przełożono produkcję na jesień przyszłego roku. Tak że choroba chorobą, ale niczego nie zawalam, bo wszystko wokół i tak stanęło. Dziwny stan stagnacji.

Pan w chorobach jest doświadczony, bo i rak, i zawał...

- Ale wtedy było inaczej, bardzo skomplikowałem wielu ludziom pracę, a tu właściwie nikt bardzo na mnie nie czeka, w sumie na szczęście mam taki luksus.

A jak pan widzi tę historię udarową na tle poprzednich doświadczeń?

- Inaczej. Zawał to panika, ogromny stres. W onkologii z kolei czai się to w człowieku, tli i jest obawa przed eksplozją. A tutaj takiego stresu nie ma, czeka mnie pełna rehabilitacja, że tak powiem, narządu mowy.

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Gdzieś nam się duma pogubiła

Źródło:

Newsweek Polska Nr 33/10/16-08-20

Autor:

Rozmawiał Tomasz Lis