29.07.2020, 17:54 Wersja do druku

Bezlitosny czas

fot. Bartek Barczyk, mat. Teatru im. J. Słowackiego

W Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, na scenie Domu Machin, na zakończenie sezonu teatralnego 2019/2020 Mirek Kaczmarek zaprezentował przedpremierowo autorski spektakl „Ameri Cane” (scenariusz, reżyseria i scenografia) – premiera jest zaplanowana na drugą połowę października.

Bohaterem przedstawienia jest macho, a więc mężczyzna, który traktuje kobiety przedmiotowo, nie oszczędza na rozrywkach i alkoholu, jednak w gruncie rzeczy jest samotny i pełen kompleksów. Postać inspirowana jest osobą i twórczością włoskiego piosenkarza i aktora Freda Buscaglione. Protagonista nie jest w stanie przyznać się, szczególnie przed samym sobą, że ten samczy, pozbawiony romantyzmu styl życia, pełnego mechanicznego seksu i ciągłego zmieniania partnerek, sprawia, że mężczyzna wchodząc w wiek średni ma przed sobą jałową przyszłość, nie zapowiadającą spokojnego życia u boku tej jedynej.

Kaczmarek od samego początku sugeruje, że spektakl nie będzie kalką biografii słynnego na początku dwudziestego wieku artysty. Pierwsze co publiczność zobaczy po wejściu na scenę, to realistyczna rzeźba nagiego, leżącego na boku Donalda Trumpa – przypomina kukły przygotowywane na karnawałowe parady w Stanach Zjednoczonych. Przed nią leżą w nieładzie dwa materace oraz sporo porozrzucanych rupieci: karty, pogniecione plastikowe kubki, klucze. Obok, po lewej stronie, stroi się zespół muzyczny – pianista, perkusista, kontrabasista i skrzypaczka – wszyscy ubrani w identyczne białe garnitury. W tle złota, połyskliwa kurtyna z foliowych pasków. Daje to poczucie napięcia przed koncertem, pobudza wyobraźnię, spektakl rozpoczyna się gorączkowym wybuchem perkusji, która pociąga za sobą pozostałych muzyków. Na scenie pojawia się Grzegorz Łukawski w roli słynnego Americano.

Można by pomyśleć, że nie będzie to nic innego jak przyjemny recital jednego aktora, wszak Łukawski śpiewa największe szlagiery Buscaglione. Nic bardziej mylnego, bohater zaczyna bez pardonu opowiadać o przygodach z kobietami. Jest wulgarny, jak czytamy w opisie spektaklu, Kaczmarek czerpał z prozy Charlesa Bukowskiego. Kiedy wypowiedzi zaczynają balansować na granicy dobrego smaku, światło błyskawicznie zostaje skierowane na widownię, a skrzypaczka (Halina Jarczyk) staje się widzką, która czuje się obrażona jego słowami.

W kolejnych odsłonach Łukawski to coraz bardziej zgorzkniały mężczyzna, już nie tak przystojny, przybywa mu zmarszczek, bujne blond włosy ustępują łysinie, a z białego garnitury zostają tylko spodnie i znoszony podkoszulek. Staczanie się gwiazdora podkreśla światło. Początkowo jest różowo-błękitne i przyjemne, im bardziej bohater pogrąża się w uciechach życia, staje się zimne, czasem zielone, co sprawia, że aktor przypomina osobę po przejściach. Grzegorzowi Łukawskiemu udało się idealnie przedstawić postać twardego mężczyzny, który jest znudzony sukcesami, przez co nie dostrzega upływającego czasu.

Mimo że w spektaklu użyty był język, opisujący krwiście bliskie relacje z kobietami, to zastąpienie go bardziej dyplomatycznymi zwrotami mogłoby odebrać wiarygodność historii. Oczywiście, część widzów może się oburzyć, jednak konsekwencja, którą zastosował Kaczmarek, jest jak najbardziej na miejscu.

„Ameri Cane”
na podstawie utworów Freda Buscaglione i prozy Charlesa Bukowskiego
scenariusz, reżyseria, scenografia, kostiumy: Mirek Kaczmarek
Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, scena Dom Machin, pokazy przedpremierowe 25-26 lipca 2020 (spektakl obejrzany 26 lipca 2020)
występuje: Grzegorz Łukawski

Paweł Kluszczyński – rzemieślnik kultury, autor bloga ijestemspelniony.pl, finalista VII Edycji Konkursu im. Andrzeja Żurowskiego dla młodych krytyków teatralnych, związany z Teatrem Żelaznym.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Paweł Kluszczyński

Tematy w toku