EN

28.10.2002 Wersja do druku

Zbrodnia i lakier

Szaleństwo cesarza było niewątpliwe i sugestywne. Niepokój rzymskich patrycjuszy udzielił się publiczności. Nic dziwnego. Caligula był równie przekonywający w propozycjach kolejnych egzekucji, jak i w scenie malowania paznokci

Spektakl Teatru Witkacego według Camusa czy premiera "Monachomachii" w Teatrze Wybrzeże? Przed takim dylematem stanęli w weekend trójmiejscy teatromani. Tych, którzy zdecydowali się na spektakl w Żaku, czekało spotkanie z Caligulą, obłąkanym cesarzem; postacią, która przeprowadza eksperyment na sobie i świecie. Zgodnie z tradycją zakopiańskiego zespołu powitanie w foyer było preludium do przedstawienia. Zapowiadało się idyllicznie. Aktorzy częstowali widzów oscypkami, w niewielkiej piaskownicy bawiło się dwoje dzieci w białych tunikach i wiankach. Przyszły cesarz i jego siostra Drusilla. Pierwsza niepokojąca myśl mogła pojawić się tuż przed wejściem na salę. Para patrycjuszy wręcza każdemu szare nakrycie. Widzowie otulają się w tkaniny i zajmują miejsca na amfiteatralnie ustawionych ławach. Na okrągłej scenie aktorzy oczekują na pojawienie się cesarza. Poruszają się w upiornym, rozedrganym tańcu. Tęsknota za niemożliwym Pojawienie si

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Trójmiasto

Autor:

Mirella Wąsiewicz

Data:

28.10.2002

Realizacje repertuarowe