Rzeźnia -  Sławomir Mrożek

Czas akcji: nieokreślony.

Miejsce akcji: mieszkanie i filharmonia w prowincjonalnym mieście.

Obsada: 4 role męskie, 2 role kobiece.

Druk: Sławomir Mrożek "Teatr 4", Noir sur Blanc, Warszawa 1997.

Słuchowisko w czterech częściach.

Skrzypek jest synem kompozytora, który nie zdobył uznania i wcześnie osierocił dziecko. Matka jest nadopiekuńcza, zaborcza i despotyczna; poi syna mlekiem, tranem i syropem, karmi go marchewką, kalafiorkami, aspiryną i witaminą, owija szalikiem. Kontroluje jego życie, całkowicie odgradzając go od świata zewnętrznego, a zwłaszcza od kobiet, które czyhają na jego "niewinność". Chociaż wie, że syn nie ma talentu, chce, żeby został sławnym wirtuozem i zmusza go do ciągłych ćwiczeń.

Pewnego dnia w oknie vis vis pojawia się nowa lokatorka - Flecistka; muzycy szybko dochodzą do wniosku, że zamiast sobie przeszkadzać, mogą grać w duecie. Pod nieobecność Matki Skrzypek zaprasza Flecistkę do domu; Skrzypek gra na instrumencie, który ma kształt kobiecych bioder; Flecistka dzierży instrument, który symbolizuje męski członek. W trakcie wspólnego muzykowania Skrzypek wyznaje Flecistce miłość; kobieta nie odpowiada. Spotkanie przerywa przedwczesny powrót Matki, która nie kryje swojej zazdrości i wrogości wobec Flecistki: "Czy na to cię urodziłam, umyłam, uczesałam, wyprasowałam, żebyś ty... żeby jakaś... Czy ja cię dla niej wypiastowałam? Dla niej? Żeby ona cię szarpała, gniotła, mięła, rozpinała i brudziła swoimi ohydnymi pocałunkami i Bóg wie czym jeszcze... [..] Znam ja te wymalowane, podstępne rozpustnice. Zaczyna się od spojrzenia, uściśnięcia ręki, od pocałunku... A potem całe ubranko na nic". Nie zdoławszy Flecistki obrazić, Matka postanawia ją przestraszyć, zwracając się do Skrzypka, jak do małego dziecka: "Pokaż mamie rączki. A, fe! Paznokietki znowu brudne. Co ty robiłeś tymi rączkami, pewno znowu dłubałeś w nosku". Flecistka wychodzi, oświadczając, że zrywa znajomość ze Skrzypkiem. Skrzypek jest załamany; chce zrobić karierę, by zwrócić na siebie uwagę Flecistki. Nagle zauważa, że sąsiadka zostawiła swój flet; chce go jej odnieść, lecz na flecie zaczyna grać Matka, fałszując przeraźliwie. Przejmując instrument o fallicznym kształcie, zastępuje mu kochankę.

Wciąż tęskniąc do Flecistki, Skrzypek dorysowuje wąsy stojącemu w pokoju popiersiu Paganiniego. Naruszając jego pomnikowość, przywraca mu życie. Paganini jest Skrzypkowi wdzięczy za to, że go "splugawił". Ożywszy, cieszy się każdym drobiazgiem: kichnięciem, oddychaniem, jedzeniem, odczuwaniem przyjemności, a nawet bólu. Przekonuje ambitnego Skrzypka, że los geniusza jest nie do pozazdroszczenia - nie potrafi korzystać ze sławy i pieniędzy ani zaznać szczęścia z kobietami. Skrzypek nie wierzy jednak genialnemu wirtuozowi, nie chce też przyznać naturze prymatu nad kulturą. Żąda, by Paganini podarował mu swoją genialność w zamian za podanie ręki - ten prosty gest ma przywrócić mu swobodę ruchów i umożliwić zejście z piedestału. Paganini zgadza się; gdy Skrzypek podaje mu rękę, rusza w świat, by rozkoszować się życiem, zwłaszcza w jego najbardziej przyziemnych aspektach: mizdrzy się przed lustrem, zachwyca dźwiękami wojskowej orkiestry. Skrzypek radzi mu z przekąsem, by został rzeźnikiem...

Tymczasem Skrzypek czuje przypływ geniuszu: inaczej słyszy i pojmuje, jednocześnie staje się pewny siebie i arogancki. Magiczna wyobraźnia Skrzypka sprawia, że już po chwili do mieszkania Matki i Skrzypka przybywa Dyrektor Filharmonii. Prosi Skrzypka, który przyjmuje go wyniośle i traktuje grubiańsko, by zechciał uświetnić swoim koncertem jubileusz miasta. Matka jest nie tylko zdziwiona, ale też zaniepokojona nieoczekiwanym obrotem wydarzeń - czuje, że syn wymyka się pod jej kurateli: "Niech wszystko zostanie po staremu, ty sobie będziesz grał, a ja będę cię słuchać i podziwiać, nie pozbawiając cię jednocześnie miłości matczynej [...] Czy sądzisz, że ktokolwiek będzie cię słuchał lepiej ode mnie? Że gdziekolwiek znajdziesz lepszą publiczność?" Syn jednak przejrzał grę matki: "... w gruncie rzeczy nigdy nie uważałaś mnie za geniusza [...] chociaż obłudnie wmawiałaś mi genialność. Ale na tym właśnie polegał twój plan: obudzić we mnie ambicje, których bym nigdy nie mógł zaspokoić. Obliczyłaś sobie, że nie mogąc znaleźć uznania w świecie, będę go wciąż szukał u ciebie". Skrzypek odjeżdża na ogierze, przysłanym przez cesarza...

Dyrektor Filharmonii, w patetycznym przemówieniu przed koncertem z okazji jubileuszu, głosi pochwałę cywilizacji i urbanizacji, przeciwstawiając miasto wsi, a kulturę - naturze. Nieoczekiwanie uroczysty koncert zakłóca ryczenie wołów i beczenie baranów; Dyrektor wzywa Woźnego i każe pozamykać wszystkie drzwi, pozasuwać portiery, kotary i kurtyny, uszczelnić szpary, pozatykać dziury i - w razie konieczności - uszczelnić kitem. "Zaszyć, zaczopować, zaklinować, załatać [...] zamurować. Za-ba-ry-ka-do-wać". Wszystko nadaremnie: okazuje się, że ryki wydobywają się z ciał publiczności, a także Woźnego i Dyrektora. Publiczność w panice opuszcza filharmonię; wyłamując drzwi i łamiąc krzesła, zadaje kłam efektownemu przemówieniu. Dyrektor jest wstrząśnięty: "Owszem, rzeźnie zawsze bywały, ale za miastem. Teraz przeniosły się między nas, do szkół i katedr, do muzeów i sal koncertowych. Szlachtuz przemieszał się z akademią, a bydło z intelektem".

Tymczasem Rzeźnik, którym został Paganini, przynosi Skrzypkowi w darze wątróbkę. Skrzypek jest wobec niego wyniosły, po chwili ulega jednak fascynacji krwią, surowym mięsem i fachem rzeźnika. Zwątpiwszy w sens swojego powołania, pyta Rzeźnika, czy on nie ma podobnych wątpliwości. Odpowiedź jest prosta i jednoznaczna: "Muzyka może być albo nie być, ale rzeźnia być musi". Skrzypek postanawia zerwać z muzyką: "Wulgarne odgłosy rzeźni zniweczyły moja sztukę. Nawet nie zabiły jej, po morderstwie zostaje chociaż ciało, a tutaj nie pozostało nic, nic! Więc widocznie nie było co zabijać, nic widocznie nie było, to tylko nic się unicestwiło, moja sztuka była niczym. Moje natchnienie, moje najsubtelniejsze wysiłki okazały się niczym wobec wrzasku cierpiących bydląt. Przekonałem się, że byle zarzynany wół robi większe wrażenie na publiczności niż najdoskonalszy wirtuoz". Skrzypka nie interesuje sztuka dla sztuki, piękno ani podniosłe wzruszenia. "Jeżeli oddałem się sztuce, to tylko dlatego, że ona wydawała mi się prawdą [...] Tymczasem sztuka okazała się krucha, znikoma, śmiertelna, czyli prawdą nie jest". Rozczarowany sztuką, prawdy postanawia szukać ... w rzeźni. "Rzeźnia to coś, co nie da się już zredukować do niczego, coś, co opiera się wszelkiej redukcji, to samo sedno rzeczywistości, samo życie.. [...] Kto raz usłyszał krzyk agonii, ten nigdy się już nie zadowoli sopranem koloraturowym".

Skrzypek decyduje się zostać rzeźnikiem, tak jak Paganini. Straciwszy nadzieję na odwiedzenie Skrzypka od tej decyzji, Dyrektor postanawia otworzyć w filharmonii ... rzeźnię i urządzać publiczne pokazy zarzynania zwierząt. Proponuje Rzeźnikowi, by został jego wspólnikiem, po czym angażuje Skrzypka w roli artysty-rzeźnika. "Zmieni pan tylko instrumenty [...] Będziemy zabijać publicznie, na scenie, w pełnym blasku reflektorów [...] Na początek damy koncert na dwa woły, obuch, nóż i siekierę".

Flecistka odwiedza Skrzypka, by odebrać swój flet. Skrzypek nie widzi już potrzeby dokonywania wyboru między nią a sztuką: "taki wybór nie istnieje, nie ma takiego wyboru. Nie ma między wami żadnej różnicy". Teraz Skrzypek wie, że do wyboru z jednej strony jest sztuka i życie, nie wie tylko, co jest z drugiej strony. Skrzypek na oczach Flecistki dokonuje rytualnego aktu roztrzaskania skrzypiec, które symbolizują sztukę (tak jak flet symbolizuje życie).

Matka, przerażona tym, że jej syn postanowił zostać mordercą, odwiedza Skrzypka w towarzystwie Flecistki, z którą się ostatnio zaprzyjaźniła. Z dwojga złego woli, żeby syn stracił niewinność z kobietą niż z nożem rzeźnickim w dłoni... Skrzypek znów przejrzał jednak grę Matki: "... chcesz mnie znowu oszukać. Chcesz, żebym pozostał niewinny [...] Dopiero uczestniczenie w tajemnicy krwi powoduje utratę niewinności". Skrzypek wie, że będąc mężczyzną, nie może w tej tajemnicy uczestniczyć "w sposób naturalny" - nie może dać życia. Jedyną alternatywę widzi w zabijaniu. "My, mężczyźni, nie mamy innego wyboru, jeżeli chcemy dorównać wam, kobietom". Flecistka sądzi, że zarówno płodząc, jak i zabijając, mężczyzna jest jedynie narzędziem, instrumentem, sługą..." Chce powiedzieć, że mężczyzna może dorównać kobiecie jedynie odbierając sobie własne życie, ale Matka nie pozwala jej dokończyć zdania. Skrzypek domyśla się jednak, co Flecistka miała na myśli. Gdy Dyrektor wygłasza przemówienie - komentarz "teoretyczno-ideologiczno-informacyjny", chwaląc naturalność, nagość, zmysłowość i uleganie instynktom, propagując akt "oczyszczania z kultury i wyzwolenia z cywilizacji", a także zachęcając widzów do współudziału w pokazie ("...każdy może uczestniczyć w zabijaniu, czy to jako rzeźnik, czy to jako wół"), Skrzypek popełnia samobójstwo.