Obywatel Pekosiewicz -  Tadeusz Słobodzianek

Czas akcji: marzec i kwiecień 1968 roku.

Miejsce akcji: Zamość.

Osoby: 16 ról męskich, 5 ról kobiecych.

Druk: "Dialog" nr 5/1989.

Smutna i pouczająca historia.

Redaktor Polskiego Radia przyjechał specjalnie z Warszawy, by zrobić wywiad z Bronkiem Pekosiewiczem - człowiekiem, którego losy skupiają w sobie nieszczęścia polskiego narodu: sierotą cudem uratowaną z obozu w Zwierzyńcu, wychowywanego najpierw u sióstr zakonnych w klasztorze pod opieką biskupa Michałka, potem objętego opieką przez państwo ludowe w osobie sekretarza Jemiołki i Powiatowego Komitetu Opieki Społecznej w Zamościu. Teraz Pekosiewicz mieszka w kawalerce, którą dostał od partii i pracuje jako dyspozytor w miejscowym PKS-ie. Redaktor chce, aby Bronek potępił wichrzycieli i prowodyrów antyrządowych niepokojów w kraju i dał dobry przykład popierając towarzysza Wiesława. W trakcie wywiadu schodzą się przyjaciele Bronka: Adam Chwalibóg, kierowca PKS i jego kochanka Luśka, potem 18-letni Józek Koperski, syn miejscowego sekretarza partii - przeciw swemu ojcu, jak się szybko okazuje, mocno zbuntowany. Przybywa butelek wódki i stopniowo ubywa w nich trunku. Obecność Redaktora ze stolicy prowokuje zebranych do pytań, co się tam dzieje: podobno Żydzi, studenci i literaci rozrabiają? Dziennikarz tłumaczy nieuświadomionym politycznie współbiesiadnikom: "To Żydzi, co to ich do nas Ruscy przysłali za Bieruta, żeby nas za mordę trzymali. I jak Gomułka nastał i ich na bok odstawił, wtedy oni z dzierżymordów przemalowali się na takich, co to niby chcą wolności i demokracji. () No i zaczęli podjudzać literatów i studentów, że w Polsce wolności i demokracji nie ma. () I zaczęli rozrabiać. Żeby Ruscy powiedzieli: zaraz, zaraz, ten Gomułka nie umie rządzić! Niech lepiej znowu rządzą ci, co za Bieruta rządzili. Wtedy w Polsce spokój był." Na to młody Józek opowiada skierowany przeciw władzy ludowej dowcip, zasłyszany w Wolnej Europie. Chwilę później do mieszkania wpada wściekła żona Chwaliboga - Kryśka i zabiera męża do domu. Kiedy wychodzi też Redaktor, Józek opowiada Bronkowi, jak to jego ojciec sekretarz, po tym, jak dowiedział się, że syn w nocy był na prywatce i słuchał z przyjaciółmi Beatlesów, doniósł na niego do dyrektora szkoły, donosząc tym samym na całą klasę.

Następnego dnia Redaktor składa raport z przeprowadzonego z Pekosiewiczem wywiadu sekretarzowi Jemiołce. Sekretarz nie jest zadowolony z rezultatu, ale ma na głowie ważniejsze sprawy: musi zorganizować wiec poparcia dla władzy, potępiający niepokoje społeczne, a tymczasem biskup Michałek w swoim dzisiejszym kazaniu wystąpił przeciwko ostatnim poczynaniom władz. Naradę przerywa wtargnięcie pijanego Józka, który wściekły na ojca rozbija szybę w oknie komitetu.

Tymczasem Biskup Michałek zakończył już mszę. Jest zadowolony, że w rezultacie ostatnich posunięć władzy w kościele zbiera się coraz więcej wiernych. Nie jest natomiast zadowolony z Bronka, który po raz kolejny zjawił się w kościele, by służyć do mszy w stanie wyraźnie wskazującym, że całą ostatnią noc pił. Bronek obiecuje, że to się więcej nie powtórzy i prosi o wstawiennictwo - postanowił bowiem zostać księdzem. Biskup jednak odmawia. Od czasu upadku w dzieciństwie, Bronek ma lekki garb, a kościół nie może przyjmować na kapłanów ludzi upośledzonych fizycznie.

Do sekretarza Jemiołki przychodzi Emil Koperski. W szpitalu, gdzie po ekscesie z oknem trafił jego syn, postawiono milicjanta, by go pilnował. Koperski prosi, by całą sprawę zatuszować i puścić w niepamięć, obiecuje, że weźmie się za syna. Jemiołka jednak odmawia. Tłumaczy mu, że za dużo było świadków tego wydarzenia i nie można tak po prostu udawać, że nic się nie stało. A syna trzeba było wychowywać wcześniej. Teraz już za późno. Jedyną metodą, by sprawę załagodzić, jest rezygnacja Koperskiego ze stanowiska.

Na ławce w parku siedzą Bronek, Chwalibóg i Luśka. Popijają wódkę. Chwalibóg próbuje namówić Bronka, by dał mu klucz od swojej kawalerki. Chce tam pójść z Luśką. Bronek wzbrania się, ale w końcu klucz daje. Kiedy przyjaciele odchodzą, Bronek dopija wódkę i odrzuca pustą butelkę. Trafia w pobliski Pomnik Wdzięczności. Natychmiast zjawiają się milicjanci, legitymują go i aresztują. Bronek ląduje w izbie wytrzeźwień, gdzie milicjant, który go aresztował spisuje raport. W raporcie niewinny eksces Bronka wygląda już nieco inaczej. Otóż rzucając butelką znieważył celowo pomnik wdzięczności, a przy tym wykrzykiwał antysocjalistyczne i antypaństwowe hasła, stawiał opór przy aresztowaniu, obelżywymi słowami obraził funkcjonariuszy na służbie i pobił ich. Świadkowie? Też się szybko znajdują. Przecież każdy milicjant ma zaufanych sąsiadów.

Bronka doprowadzają do sali przesłuchań. Oficerem śledczym okazuje się jego dawny kolega z domu dziecka i z wojska. Bronek tłumaczy mu jak było naprawdę, a ten obiecuje pomóc i podsuwa mu zeznanie, że "namówiony został przez Koperskich Józefa i Emila (Dreikoperów) i znanego ze swoich reakcyjnych wystąpień biskupa" Jeśli Bronek to podpisze, cała sprawa skończy się na kolegium, w przeciwnym razie czeka go kilka lat więzienia. Pekosiewicz jednak podpisać takiego zeznania nie chce.

Towarzysz Koperski z uznaniem wsłuchuje się w transmitowane w radiu przemówienie Gomułki. Jest 19 marca 1968 roku. Przerywa mu powrót syna ze szpitala. Rozpoczyna się pełna wzajemnych wyrzutów dyskusja między nimi. Ojciec stracił przez Józka stanowisko i prawdopodobnie wyrzucą go z partii, Józek na skutek telefonu ojca do dyrektora wyszedł przed całą klasą na ubeckie dziecko. Teraz zaczyna oskarżać ojca o jego przeszłość: "słyszałem, jak umiesz bić! Na śmierć." "Co ty możesz wiedzieć?" - odpowiada mu ojciec - "Gdybyśmy my, komuniści, nie poszli na współpracę ze Stalinem, nie byłoby Polski, tylko siedemnasta republika.". "Łatwo być opozycjonistą w sześciopokojowej willi" - atakuje syna, a słysząc, że ten chce po prostu normalnie żyć, próbuje tłumaczyć: "Nie o to chodzi, jak się Idea nazywa. Komunizm, socjalizm czy normalność. Chodzi o to, że Idea jest potrzebna ludziom, bo daje im nadzieję, że świat dookoła nie zdąża ku nicości i samozagładzie, tylko ku jakiemuś ładowi. I to nas różni od kapitalizmu." Józek jednak nie daje się przekonać, nie po tym, co zrobiono z Bronkiem Pekosiewiczem. Wtedy ojciec radzi mu, by powiedział o wszystkim biskupowi - tylko on może Bronkowi pomóc.

Tymczasem Pekosiewicz zostaje doprowadzony na kolejne przesłuchanie. Tym razem zajmuje się nim dwóch innych oficerów. Działają wedle schematu złego i dobrego wujka. I tym razem jednak Bronek nie godzi się podpisać oskarżającego przyjaciół zeznania. W jego sprawie interweniuje jednak powiadomiony przez Józka, biskup Michałek. Interweniuje bezpośrednio u sekretarza Jemiołka - zresztą swojego przyrodniego brata Po rozmowie z nim Jemiołka telefonuje na milicję i nakazuje wypuścić Pekosiewicza. O tej interwencji sekretarza natychmiast donosi do wyższych władz jego podwładny - pułkownik Śnieżko. Przecież wyciszanie tak obiecującej propagandowo sprawy w obecnej sytuacji jest co najmniej niepolityczne. Donosi, ale Pekosiewicza wypuszcza. Bronek wraca do domu. Jego przyjaciele niby to cieszą się z jego powrotu, ale z drugiej strony nie umieją do końca ukryć swoich podejrzeń związanych z jego tak nagłym uwolnieniem. Sądzą, że został wypuszczony, bo zgodził się na współpracę z milicją i został szpiclem. Zrozpaczony Bronek upija się i idzie na milicję. Tam zaczyna nieskładnie ni to zeznawać, ni to opowiadać co się wydarzyło, ale miesza mu się wszystko i w jego opowiadaniu nie ma najmniejszego sensu. Zwariował.