Policja -  Sławomir Mrożek

Czas akcji: nieokreślony.

Miejsce akcji: więzienie.

Obsada: 5 ról męskich, 1 rola kobieca.

Druk: "Dialog"nr 6/1958; "Teatr 6", Noir sur Blanc, Warszawa 1998.

Dramat w trzech aktach ze sfer żandarmeryjnych.

Ostatni Więzień, po dziesięciu latach spędzonych w zamknięciu podpisuje deklarację lojalności wobec rządu. Jest zmęczony oporem i czuje się osamotniony ideologicznie - jego koledzy dawno już przyznali się do winy i wyszli na wolność. Twierdzi, że stracił dawne przekonania: chwali zachodzące w kraju przemiany, ze czcią wyraża się o Infancie i Regencie. Mimo iż Naczelnik, chcąc sprawdzić, czy jego nowe poglądy są trwałe i głębokie, stara się go sprowokować, Więzień uparcie deklaruje lojalność wobec władzy. Naczelnik bezskutecznie stara się go przekonać do pozostania w wiezieniu i przemyślenia decyzji, proponując nawet pomoc w zajmowaniu się jego hobby: filatelistyką. Więzień odbiera jednak swoje rzeczy i wychodzi, zostawiając Naczelnikowi na pamiątkę bombę, która przed laty - gdy Więzień uczestniczył w zamachu na Generała - nie wypaliła.

Naczelnik jest załamany: zwolnienie ostatniego więźnia oznacza podważenie sensu istnienia policji, sądownictwa i systemu penitencjarnego. "Cała policja znajduje się na skraju przepaści, w przededniu katastrofy [...] mamy piękne, z takim nakładem kosztów zbudowane więzienia, mamy ofiarnych, wyszkolonych ludzi, mamy sądy i administrację, a także kartoteki - i nie mamy już ani jednego więźnia. Nie mamy nawet ani jednego podejrzanego, nawet ani jednej poszlaki. Lud stał się bestialsko, okrutnie, dziko lojalny". Naczelnik desperacko potrzebuje "chociaż jednego osobnika", którego mógłby "zamknąć za cokolwiek, co by nosiło chociaż w najmniejszym stopniu charakter działalności antypaństwowej". Na polecenie Naczelnika, jeden z jego oddanych ludzi, Sierżant w przebraniu cywila, próbuje sprowokować lud, szemrząc przeciw władzy i wznosząc wrogie okrzyki. Wszystko nadaremnie: ludzie "chodzą tylko i wiwatują", sami składają podania o przeprowadzenie w domu rewizji. Nie dość więc, że Sierżantowi nie udaje się nikogo sprowokować, to jeszcze zostaje pobity. Zrozpaczony Naczelnik prosi Sierżanta, by dla dobra sprawy, pozwolił się zamknąć za wznoszenie antypaństwowych okrzyków... "tu chodzi o żarliwe spełnienie nie pozbawionego specyficznej poezji aktu, do jakiego jest zdolny tylko wybrany, natchniony, do szpiku kości przeniknięty policyjnością policjant".

Dzięki nowemu aresztantowi Naczelnik dostaje fundusze na rozbudowę więzienia, szkolenie personelu i wzmocnienie patroli. Cela demoralizuje jednak nawet policjanta - służbistę. Sierżant dwukrotnie próbuje przepiłować kratę, staje się agresywny. Zaczyna krytykować gospodarkę i politykę rządu, obraźliwie wyraża się o Infancie i Regencie. Równie szybką i radykalną przemianę przechodzi inny bohater, tylko w odwrotnym kierunku. Były Więzień zjawia się w mundurze Adiutanta - od niedawna jest radcą specjalnym do spraw spiskowców i działalności antyrządowej. Generał darzy go pełnym zaufaniem, bo jak twierdzi: "Każdy musi kiedyś rzucić jakąś bombę na jakiegoś generała [...] obdarzam mojego nowego adiutanta najpełniejszym zaufaniem właśnie dlatego, że on ma to już poza sobą". Naczelnik policji wciąż jest jednak nieufny - twierdzi, że jego nowy więzień wcale nie jest bardziej niebezpieczny od kogoś, kto w przeszłości rzucał bombę na generała. Adiutant przekonuje jednak, że aresztant "jest zdolny bez mrugnięcia okiem rzucić bombę na trzech generałów". Proponuje przeprowadzenie prowokacji: chce dać podejrzanemu do ręki bombę, która leży w biurku Naczelnika - bombę, którą kiedyś sam rzucał w Generała. Bomba jest zepsuta, więc - jak twierdzi Adiutant - Generałowi nic nie grozi, Naczelnik może natomiast zyskać jednoznaczny dowód winy aresztanta. Generałowi nie podoba się ten pomysł - boi się. Naczelnik Policji zarzuca mu jednak, że utrudnia śledztwo i straszy raportem do Regenta. Generał ustępuje, a Naczelnik wręcza Sierżantowi bombę i poucza, jak należy nią rzucać.

Generał wychodzi na korytarz, a Sierżant ochoczo rzuca bombę. Następuje wybuch; Adiutant i Naczelnik Policji, przekonani, że Generał zginął, dokonują obopólnego aresztowania. Naczelnik chce oskarżyć Adiutanta o spowodowanie wybuchu bomby, Adiutant natomiast przypomina, że, po pierwsze, sam jest byłym więźniem ("Jaki z pana naczelnik policji, jeżeli byle więzień potrafił panu zamydlić oczy? Jaki z pana stróż bezpieczeństwa, jeżeli nie poznał się pan na jego grze i wypuścił go pan z więzienia"), a po drugie, ochrona generałów przed zamachami bombowymi należy do elementarnych obowiązków szefa policji ("A pan - co zrobił? Sam pan wcisnął bombę do rąk aresztowanego spiskowca, sam mu pan pokazywał, jak ma rzucać").

Spór przerywa zjawienia się Generała, który w porę schował się w ustępie. Teraz podejrzewa, że ktoś: Sierżant, Naczelnik lub Adiutant dokręcił zapalnik. Ponieważ Sierżant jest już więźniem, Generał aresztuje Naczelnika i Adiutanta. Jednocześnie Naczelnik aresztuje Generała "za lekkomyślne wystawienie stopnia generała na zamach bombowy"; Generał jest "posądzony o sprzyjanie akcji wywrotowej". Sytuacja jest dość skomplikowana, bo jak mówi Adiutant, trzeba rozstrzygnąć "czy policjant, który już aresztował osobę, z którą jednocześnie znajduje się w stanie wzajemnego aresztowania, czyli pan naczelnik ze mną, może aresztować osobę trzecią, przez którą został już uprzednio aresztowany, łącznie z tą pierwszą osobą, z którą go łączy pierwsze aresztowanie obopólne". Piętrowe aresztowanie prowadzi do optymistycznej konkluzji: wreszcie "policja ma pełne ręce roboty!".