Łysa śpiewaczka -  Eugène Ionesco

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Obsada:

Druk:

W podtytule: "antysztuka". Rzecz dzieje się w Anglii i jest to okoliczność szczególnie ważna, ponieważ określa zarówno stereotypową scenerię, jak i postaci dramatu. Jeden z głównych bohaterów, Pan Smith, to Anglik, który "siedzi na angielskim fotelu w angielskich pantoflach i przy angielskim kominku czyta angielską gazetę, paląc angielską fajkę." Pani Smith dotrzymuje mężowi towarzystwa, cerując "angielskie skarpetki". Ich wieczorna pogawędka dotyczy drobnych, bieżących spraw: dań podanych na kolację, zachowania dzieci przy stole, sąsiadów. Plotki mieszają się z doniesieniami prasowymi. Komentarze co chwila stają się absurdalne i pozbawione logiki - na przykład Pan Smith wyraża zdumienie, że w rubryce stanu cywilnego "podają zawsze wiek osób zmarłych, a nigdy nie podają wieku noworodków. To nonsens!"

Pani Smith opowiada o życiu krewnych, znajomych i sąsiadów, ze szczególnym uwzględnieniem ślubów i zgonów, dobrze orientując się w skomplikowanych koligacjach.

Służąca Mary, spędziwszy miłe popołudnie w kinie, wchodzi do pokoju z informacją, że Państwo Martin, którzy mieli być na kolacji, stoją pod drzwiami, bo "nie mieli odwagi wejść". Gospodarze idą się przebrać, a Mary wprowadza Państwa Martin, krzykiem wypominając im spóźnienie.

Pan i Pani Martin, w niezwykle ugrzecznionej konwersacji, usiłują przypomnieć sobie, dlaczego wydają się sobie znajomi. Stopniowo ustalają wydarzenia, w których oboje brali udział (np. jazdę pociągiem w tym samym przedziale), a na koniec dochodzą do przekonania, że są mężem i żoną, a nawet że mają wspólne dziecko - córeczkę Alicję. Padają sobie w objęcia i tak zasypiają w fotelu. W tym czasie Mary wyjawia publiczności sekret: Państwo Martin nie wiedzą, że nie są tymi, za których się uważają, ale lepiej - uważa Mary - nie mieszać się w nie swoje sprawy.

Państwo Smith wracają do salonu ubrani tak jak poprzednio. Towarzyską konwersację zaczynają od pretensji o czterogodzinne spóźnienie się gości. Rozmowa zupełnie się nie klei. Pani Martin, naciskana przez męża, opowiada, że była "świadkiem rzeczy nadzwyczajnej", "wprost niewiarygodnej": pewien mężczyzna przyklęknął na jednym kolanie i zawiązywał sznurowadło. Kolejne opowieści czworga rozmówców są tak samo nadzwyczajne i szczególnie pasjonujące.

Konwersację przerywa dzwonek u drzwi. Trzykrotnie Pani Smith idzie do drzwi i nie zastaje za nimi nikogo. W końcu dochodzi do wniosku, że "kiedy słychać dzwonek u drzwi, nigdy nie ma za nimi nikogo". Pan Smith absolutnie nie chce się zgodzić z taką opinią i za czwartym razem sam idzie otworzyć drzwi. Tym razem pojawia się Kapitan Straży Pożarnej, co może stanowić dowód, że rację miał Pan Smith, utrzymując, że "kiedy słychać dzwonek u drzwi, to znaczy, że ktoś za nimi stoi."

Małżeńską kłótnię rozsądza Strażak przyznając, że z początku chował się dla żartu, a zresztą to obie strony mają rację, bo "kiedy dzwonek dzwoni, to czasami ktoś jest, a czasami nie ma nikogo".

Strażak zwierza się, że przyszedł w poszukiwaniu pożaru, bo ostatnio tak rzadko się coś pali, iż "premia wypada chudziutka". Wszyscy zaczynają narzekać na sytuację w kraju. "W handlu, w rolnictwie tak samo, jak z pożarami. Ogólny zastój" - stwierdza Pan Smith.

Znudzone towarzystwo cieszy się z obecności Strażaka i zmusza go do opowiadania dowcipów. Są to raczej bajki i przypowiastki niż dowcipy, w dodatku zupełnie absurdalne, ale zyskują uznanie u słuchaczy, którzy rewanżują się podobnymi. Na przykład Strażak opowiada bajkę pod tytułem "Kogut": "Pewnego razu kogut chciał udawać psa. Ale nie miał szczęścia, ponieważ rozpoznano go natychmiast." Na to Pani Smith odpowiada: "Natomiast pies, udający koguta, do dziś dnia nie został rozpoznany."

Mary, która ma romans ze Strażakiem, recytuje na jego cześć wiersz pt. "Ogień", po czym zostaje wypchnięta za drzwi przez Państwa Smith, ponieważ "służąca pozostaje zawsze służącą".

Strażak, wychodząc, pyta nagle: "Á propos, co z łysą śpiewaczką?" Po chwili ogólnej konsternacji, Pani Smith odpowiada: "Ciągle tak samo się czesze." Wszyscy żegnają się ze Strażakiem, życząc sobie wzajemnie "solidnego pożaru".

Konwersacja stopniowo zatraca resztki sensu. Wymiana oderwanych zdań przechodzi w wykrzykiwanie pojedynczych słów, a w końcu już tylko samych liter oraz nieartykułowanych dźwięków. Wzrasta wrogość i napięcie pomiędzy uczestnikami spotkania. W końcu gaśnie światło, a gdy się znowu zapala - "na scenie siedzą państwo Martin i wypowiadają pierwsze kwestie państwa Smith."