Macica -  Maria Wojtyszko

Maria Wojtyszko

Macica

Czas akcji: współcześnie.

Miejsce akcji: Polska.

Obsada: 9 ról męskich, 7 kobiecych oraz epizody.

Druk: "Dialog" nr/2006.

W mieszkaniu Wiktorii zjawia się osoba przedstawiająca się jako jej macica i zadaje irytujące pytania, pyta, skąd się Wiktoria wzięła i po co. Ona nie ma ochoty na rozmowy, boli ją brzuch. W końcu jednak zaczyna paplać, że życie jest ciężkie, a kino fajne. Macica nie może z nią wytrzymać - siedzi tu naprzeciw niej - żywy organizm, a ona pierdoli o irańskim kinie, zamiast zapytać jak się żyje drugiemu człowiekowi. Macica proponuje, żeby opowiedziała jej o swoich rodzicach, przeszłości, żeby zastanowiła się skąd się wzięła. Wiktoria przypomina sobie, że urodziła się przypadkiem... :

Mama budzi się rano, nie poznaje faceta, który śpi obok niej, uważa, że ma siedemnaście lat i spieszy się, żeby zdążyć do szkoły. Tata próbuje jej wytłumaczyć, że nigdzie nie musi iść, on jest jej mężem, a w pokoju obok płacze jej sześciomiesięczna córeczka Wiktoria.

Mama na UB. Pierwszy i Drugi tłumaczą jej, że to nieładnie nieprzyznawać się do swojego męża i dziecka, każą jej nie sprawiać kłopotów, bo jest stan wojenny i nie ma czasu na głupstwa, towarzysz Darek dobrze gra jej męża, a pannie z dzieckiem przyda się przecież mężczyzna w domu

Tak Wiktoria wyobraża sobie młodość swojej mamy, przypomina sobie, że urodziła się w stanie wojennym, dlatego dostała takie imię. Mamę bili ubecy, żeby była dobrą matką Peerelu, a ona rosła sobie zupełnie szczęśliwie.

Wiktoria w gabinecie dyrektora szkoły. Dyrektor jest niezadowolony, że ona, stażystka, zamiast wypełniać plan, rozszerza zajęcia, pokazuje dzieciom atlas anatomiczny i mówi o śmierci. Przypomina jej, że te dzieci przygotowują się do pierwszej komunii i nie wolno niszczyć ich skupienia.

Wiktoria u ginekologa. Przyszła, bo jakoś dziwnie się czuje. Ginekolog stwierdza, że był ostry seks i pochwa jej pękła, ale to nic takiego, samo się zagoi.

Do Wiktorii wpada Dawid. Uważa, że to z nim Wiktoria jest w ciąży. Ona przypomina mu, że on nie żyje, nie wie kto jest ojcem, nie wie co teraz zrobi, chyba usunie ciążę. Przypominają sobie, że on kiedyś był jej chłopakiem, dużo razem pili, a gdy on kiedyś wyszedł od niej nad ranem pijany, wpadł pod ciężarówkę. Gdy Dawid znika, pojawia się chłopiec, mówi do niej "mamo" i prosi, żeby go nie usuwała, bo będzie dobrym synem. Wiktoria ma inną wizję: przez pierwsze miesiące będzie darł mordę, a później zacznie kraść i brać narkotyki. On stwierdza, że ona będzie beznadziejną matką, ona się z tym zgadza, dlatego jutro idzie na skrobankę.

Wiktorię znów odwiedza macica. Wiktoria twierdzi, że nie nadaje się na matkę. Macica każe jej dorosnąć, powiedzieć sobie, że będzie matką i tyle. Wiktoria jest wściekła - nie chce żadnego bachora, bólów przy porodzie i depresji poporodowej. Nienawidzi jej, zwłaszcza za te dni, kiedy nie dawała jej normalnie funkcjonować. Po czym bije macicę i zapowiada, że zostanie lesbijką, bo podoba jej się taka ruda dziewczyna ze studiów.

Wiktoria próbuje porozmawiać z rodzicami. Zajęci swoimi obsesjami nie słuchają jej, dopiero, gdy powie, że jest w ciąży, każą jej przyprowadzić swojego chłopaka. Ona próbuje tłumaczyć, że nie ma pojęcia z którym jest w ciąży i jakoś sobie poradzi. Rodzice nie rozumieją, w końcu zrezygnowana opowiada, że ojciec dziecka zginął w wypadku. Rodzice współczują jej w nieszczęściu.

Wiktoria w szkole rodzenia. Nie podziela powszechnego zidiociałego entuzjazmu dla płodów tkwiących w kobietach. One każą jej poddać się głosowi natury, ona nie może zapomnieć, że ma też rozum. One wpadają w ekstazę na myśl o dzidziusiach, ona postanawia zostawić te dojne krowy, kuchenne kury i prośne maciory i iść do swoich zajęć.

Wiktoria odwiedza Babcię, chce żeby jej opowiedziała jak to było gdy rodziła jej mamę. Zamiast tego Babcia wspomina jak dziadek zginął w Powstaniu, a ją gwałcili Niemcy. Wiktoria jest zrozpaczona: babcię gwałcili Niemcy, mamę bili ubecy, a jej nikt nic nie robi i to jest straszne. W końcu Babcia pociesza ją, że poród to nic takiego, ona nawet tego nie zauważyła.

Wiktoria na uczelni w kolejce do dziekana zaprzyjaźnia się z Rudą - dziewczyną, która jej się bardzo podoba. Chce wziąć urlop, poza tym ciągle chce jej się rzygać.

Wiktoria u rodziców. Tata chce z nią porozmawiać, a żeby Mama im nie przeszkadzała, dał jej silne środki nasenne i zamknął w szafie. Gdy Wiktoria się o nią niepokoi, Tata uspokaja, że nic jej nie będzie, robił to już nie raz. Wygłasza przemowę do córki. Wyprasza sobie te wszystkie feminizmy, lesbijki i zachodzenie w ciążę jemu na złość. Ma dość tego jej indywidualizmu i przerośniętego ego. Przecież było lepiej gdy Wiktoria miała trzy lata. Na koniec kategorycznie żąda, żeby jego córka była miła, ładna, zadbana, a jednocześnie wykształcona, pracowita, bogata i zamężna. Żeby miała dużo dzieci, ale nigdy nie zachodziła w ciążę. Żeby traktowała rodziców jak przyjaciół i przestała im się ciągle sprzeciwiać.

Wiktorię odwiedza Ruda. Wiktoria zwierza się jej, że czuje się okropnie, nie pamięta skąd ma to dziecko, jeszcze nic nie osiągnęła, jest nikim, a jak może urodzić się ktoś z nikogo? Myślała kiedyś o tylu możliwościach, bo przecież można robić tyle rzeczy Wiktoria zaczyna rodzić, Ruda zabiera ją do szpitala.

Wiktoria na porodówce. Położna każe jej przeć, Wiktoria klnie i stwierdza, że nic z tego nie będzie. W końcu jednak słyszy, że urodziła chłopczyka.

Dorosły Wiktor upewnia się, że nie jest adoptowany, Wiktoria zapewnia go, że nie jest, dostała nawet za niego od państwa 1000 złotych, tłumaczy też, że jego ojciec zmarł przed jego urodzeniem.

Wiktor upewnia sam siebie, że nie jest tu przypadkiem. Jest pewien, że jego ojciec zginął bohatersko pod kołami ciężarówki ratując dziecko. W jego rodzinie wszyscy byli bohaterami: babcia walczyła z komunizmem, pradziadka zabili Niemcy. On jest Polakiem, to jego tożsamość, taki się urodził. Osobiście nie lubi mniejszości, uważa, że nie powinni tak ostentacyjnie chodzić po mieście. Jest przecież tolerancyjny, ale bez przesady - demokracja to rządy większości, a większość jest normalna. Imię ma po mamie, nie wie tylko dlaczego babcia tak kretyńsko nazwała córkę. Jest pewien, że nie urodził się przypadkiem, i to nie jest przypadek, że urodził się w Polsce.