Z ostatniej chwili:
"Kropka kreska, kropka, kreska" w reż. Pawła Paczesnego, Teatr im. Żeromskiego, Kielce
fot. Krzysztof Bieliński/mat. teatru

Głowa wysoko podniesiona

Gdyby w polskiej literaturze nie pojawił się Janusz Głowacki, trzeba by go wymyślić. Bo jest jej potrzebny jak sole trzeźwiące - pisze Leszek Bugajski w tygodniku Wprost.

Głowacki odniósł wielki międzynarodowy sukces jako dramaturg; sukces, jakiego nie odniósł żaden inny polski autor piszący dla teatru. Słusznie nasza literatura szczyci się swoim teatralnym dorobkiem, ale jednak międzynarodowa sława i uznanie, jakie zdobyli Stanisław Ignacy Witkiewicz czy Witold Gombrowicz, należą do kategorii niszowych, a twórczość Sławomira Mrożka nie przekroczyła granic Europy. Natomiast to, co dla nas najważniejsze, czyli dramaty romantyków, uwagi świata nie zwracały i nie zwracają. Tymczasem sztuki Głowackiego były i są wystawiane zarówno na prestiżowych scenach w Stanach Zjednoczonych, jak i w Londynie, Moskwie i wielu innych miastach europejskich, ale też w Teheranie, Tajpej i Sydney. A całkiem niedawno - to ciekawostka - chęć inscenizacji jednej z jego sztuki zgłosił teatr z... Syrii.