Z ostatniej chwili:
"Dziady. Noc pierwsza" w reż. Piotra Tomaszuka, Teatr Wierszalin, Supraśl
fot. mat. XXV AST Klamra w Toruniu

Teatr? Nie za wysokie progi?

- Bariera w dostępie i niezrozumienie przez widzów leży dość często po stronie twórców. Jest problem komunikacji na linii: ekspert - nowicjusz - mówi Joanna Tabaka, specjalistka ds. rozwoju publiczności, autorka bloga "Widok na widownię".

Katarzyna Bogucka: Jak zaspokaja się oczekiwania publiczności? Czy teatr zawsze powinien to robić? Joanna Tabaka: - Trudna sprawa. W swojej pracy zmagałam się niejednokrotnie z problemem zbyt niskiej świadomości wagi udostępniania instytucji kultury użytkownikom. Z reguły nie chodziło tylko o problemy formalne, tzn. o cenę biletów czy o późne godziny grania spektakli. Instytucje kultury borykają się z problemami finansowymi. Trzeba zaspokajać własne ambicje artystyczne, zaciekawić ludzi i wciąż pamiętać o tym, że instytucja musi być rentowna. Duża odpowiedzialność. Tymczasem z powodu braku pieniędzy obniża się niekiedy poziom, kurczy się przestrzeń na eksperyment. A teatr potrzebuje innowacyjności, musi przerabiać tematy, nierzadko trudne, które są treścią codziennego życia. Z drugiej strony, mamy teatr mieszczański, popularny, nierzadko oceniany negatywnie, ponieważ nie odpowiada ambicjom twórców. Teatr mieszczański jest formą łatwiejszą, przyjemniejszą, lżejszą. Gdy patrzymy z perspektywy publiczności, widownia ma prawo i do teatru eksperymentalnego, i do mieszczańskiego.