"Był sobie Andrzej, Andrzej, Andrzej i Andrzej" w reż. Moniki Strzępki w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Pisze Rafał Węgrzyniak w Teatrze.
Czwarty już spektakl Pawia Demirskiego i Moniki Strzępki przygotowany w wałbrzyskim teatrze pierwotnie nosił tytuł "Był sobie Andrzej Andrzej Andrzej i Wayda", który nie pozostawiał wątpliwości, iż jego bohaterem będzie osiemdziesięcioczteroletni reżyser filmowy. Wprawdzie ostatecznie jego nazwisko usunięto z tytułu, nie pojawia się też w tekście dramatu, tylko w odczytywanym w antrakcie wyborze cytatów z wypowiedzi twórców kultury - lecz od pewnego momentu widzowie orientują się, że w przedstawieniu roztrząsany jest właśnie jego dorobek i pozycja architekta zbiorowej wyobraźni. Paradoksalnie pierwszą bezpośrednio przywołaną osobą jest zmarła rok temu niemiecka tancerka i choreografka - Pina Bausch. Otwierający spektakl monolog młodej aktorki (Mirosława Żak) o związanych z presją wolnego rynku zawodowych frustracjach i lękach inicjuje i parokrotnie przerywa -dobywający się niejako z jej rozdwojonej jaźni - okrzyk jakiegoś urzędnika, wypom