Namiot dla opery

Chcemy odejść od określenia "namiot" - mówi o tymczasowej siedzibie szczecińskiej Opery na Zamku, jej dyrektor Warcisław Kunc. - Zrobimy konkurs na inną nazwę. Ta hala powinna stać się centrum kulturalnym miasta

«Zarząd województwa zachodniopomorskiego zdecydował, że na czas remontu swej stałej siedziby Opera na Zamku będzie grała w namiocie (inne rozpatrywane rozwiązania to zorganizowanie dwuletniego tournee lub wynajęcie siedziby dawnego kina Colosseum). Namiot o wymiarach 75 x 35 x 16 m ma stanąć na Łasztowni, za Izbą Celną. Koszt jego zakupu szacuje się na ok. 7 mln zł.

***

Rozmowa z Warcisławem Kuncem

Ewa Podgajna: Pan był od początku za namiotem.

Warcisław Kunc: - Przede wszystkim byłem orędownikiem rozwiązania, w którym Opera jest dysponentem określonego obiektu. Podlegamy rygorystycznym procedurom finansów publicznych. "Małżeństwo" z podmiotem prywatnym zawsze rodzi różnego rodzaju problemy i stąd moja niechęć do Opery w Colosseum [obiekt należy do spółki Euro Centrum Pomerania - red.]. Wariant hali namiotowej wydawał mi się nowoczesnym, dającym nam nową szansę, inną jakość.

Słabością Szczecina jest torpedowanie śmiałych propozycji.

- Kiedy marszałkiem województwa został Norbert Obrycki, proponowałem, żeby zatrzymać budowę nowego gmachu dla filharmonii i rozważyć wybudowanie jednej siedziby dla filharmonii i opery np. na prawobrzeżu. Nie należy się kotłować w centrum, które jest piękne, tylko trzeba upiększać nowe przestrzenie tego miasta. Przecież gdyby pomnik Anioła Wolności w istniejącej formie, ale sześć razy większy, stanął na wzgórzu, gdzie stoi w tej chwili wieża Bismarcka, to kto wpływałby do miasta - widziałby piękny obraz, a my mielibyśmy przepiękny symbol. Postawienie takiego pomnika generowałoby wycieczki i spowodowałoby ożywienie dzielnicy. Przyszedłem także do marszałka z propozycją, którą uznał za zbyt wizjonerską. Zaproponowałem: zbudujmy szklany dach nad dziedzińcem Zamku. Następnie przebudujmy go tak, żeby stał się salą Opery. Natomiast wszystko, co otacza dziedziniec, przeróbmy na jej foyer. I żeby powstała jeszcze jedna wieża, szklana, która byłaby symbolem naszych czasów. Z Zamku wyrastałby nowy symbol nowego pokolenia nowych ludzi. Osiągnęlibyśmy efekt Sydney.

Skoncentrujmy się na skromniejszym remoncie opery. Jak wpłynie na działalność Zamku Książąt Pomorskich?

- Nasze środki na remont do 5 mln euro, choć pierwotnie było 15 mln, ale część pieniędzy przeskoczyła na Muzeum Morskie. To fundusze, które muszą zostać wykorzystane do końca roku 2013. Remont jest konieczny, po 34 latach eksploatacji obiektu. Pierwszy etap ruszy lada dzień. Będzie obejmował przede wszystkim przestrzeń dla widowni oraz orkiestronu. Następne etapy to przebudowa sceny i ciągów komunikacyjnych, a potem sali prób, której powiększenie będzie związane z wyniesieniem się z tego skrzydła Urzędu Marszałkowskiego.

Dzisiaj jeszcze nie możemy powiedzieć, jaki będzie wpływ prac remontowych na przestrzeń okołozamkową, czyli skrzydło wschodnie i południowe, dziedziniec zamkowy wielki i mały. Ale nie należy mieć tu żadnych złudzeń. Remont jest gruntowny i poważny. To wykonawca określi, jakie mogą być jego konsekwencje. Wiadomo np., że wymiana zbiorników przeciwpożarowych będzie się wiązała ze zrobieniem dużej dziury na dziedzińcu zamkowym.

Remont będzie przebiegał pod opieką konserwatora zabytków.

- Oczywiście. Z konserwatorem zabytków planowane jest, by przestrzeń, którą dziś zajmuje Galerii Południowa została zrekonstruowana tak, jak ją chciał kiedyś odtworzyć prof. Stanisław Latour. Ze stropami drewnianymi, inkrustowanymi.

Dlaczego nie powiodły się negocjacje w sprawie Opery w Colosseum?

- Niektórzy mogą mieć wrażenie, że myśmy postanowili, że właściciele Colosseum mają zamienić swój obiekt w przepiękny teatr operowy, jakiego nie było w tym mieście. Tymczasem on przede wszystkim musiał spełniać podstawowe parametry zarówno dla publiczności, jak i pracowników. Jeden z podstawowych problemów, jaki powstał, to był problem pobytu czasowego w obiekcie. Ruch ludzi w kinie jest prosty. Wchodzi się do kina, na salę i po filmie z boku wychodzi. W teatrze jest przerwa, szatnia, kolejki do toalety.

Kąt nachylenia widowni był przystosowany dla kina i ekranu na określonym poziomie. My nie mogliśmy osiągnąć tego poziomu sceną. Ale kiedy powstała koncepcja, aby na tej podłodze zrobić inną podłogę, straż pożarna nie chciała na to wyrazić zgody.

Spektakl w naszym małym teatrze operowym to jest praca od 100 do 160 osób. Muszą mieć gdzie założyć kostium, gdzieś się podziać podczas przerwy w spektaklu. Powstał aspekt powiększenia przestrzeni pod tarasem, tutaj, gdzie publiczność wychodziła z kina. Koszty, jakie musiałby ponieść właściciel, zrobiły się dosyć duże.

A wariant objazdowy?

- Wariant jeżdżenia uważałem za chory. Żeby jeździć, trzeba mieć dokąd. W Niemczech w jakimkolwiek mieście powiatowym jest gdzie wystąpić. Każdy teatr ma orkiestron i gabaryty sceny pozwalające na "rozbicie się". A u nas? Np. w Wałczu obiekt [Wałeckie Centrum Kultury] jest bardzo piękny, odrestaurowany. Ale wielka szkoda, że nie zrobiono przy okazji remontu, nie pogłębiono sceny i nie zrobiono orkiestronu, w którym mieści się przynajmniej 30 muzyków.

U nas się o tym nie myśli. Każdy wychodzi z założenia, że przecież mu tu żadna Opera nie będzie przyjeżdżała. A dlaczego nie, skoro może jeździć w Niemczech, Holandii, Belgii i Austrii?

Może na wyjątkowy czas remontu Opera powinna inscenizować rzeczy kameralne, albo w oryginalnej inscenizacji. Luk Perceval wystawił operę, gdzie muzycy siedzieli wśród publiczności.

- W teatrze mówi się, że artyści, jeżeli nie mają co wystawić, to mogą d...ę za okno. Istotą działania Opery jest prezentowanie spektakli operowych, operetkowych, musicalowych. My jesteśmy nie po to, żeby osobno występował chór, orkiestra i soliści. My jesteśmy formą teatru, a nie formą muzyki. Istotą naszej działalności nie jest rozdrabnianie się. To jest specyfika tego teatru, to jest jego siła.

Jak pan sobie wyobraża zachowanie standardu w namiocie?

- Doskonale. Opera La Fenice, która się spaliła, występowała w takim namiocie przez cztery lata. Chcieliśmy go odkupić, ale będą go używali teraz w Liege do 2012 r. To jest współczesna XXI-wieczna konstrukcja, która będzie miała normalny standard, scena, ogrzewanie, foyer, toalety, szatnię. Analizujemy, czy projektować ją pod tysiąc, czy 500 osób.

Namiot ma duży aspekt promocyjny. Będzie wielu chętnych, którzy zechcą zobaczyć Operę w namiocie.

- Chcemy odejść od nazwy namiot. Zrobimy konkurs, jak go inaczej nazywać. Chcemy, żeby ta hala żyła, żeby stała się ważnym centrum kulturalnym miasta. Myślę, że miasto będzie chciało z takiej hali korzystać np. przy okazji Dni Morza czy regat The Tall Ships' Races. Uważam, że jest na to szansa, tylko trzeba się pozbyć pewnych stereotypów.

A co melomani zobaczą w namiocie?

- Jeżeli procedura przetargowa się wydłuży, to zaczniemy grać w styczniu. Na luty mamy zaplanowaną premierę "Kandyda", w kwietniu pojawi się "Zemsta Nietoperza".»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego