Dama krakowskich scen

- W moim życiu wciąż dzieje się bardzo dużo. Napisałam siódmą książkę "115 anegdot z autopsji...". Jeżdżę po Polsce z monodramem, w Starym Teatrze wciąż gram w "Tartuffie", udzielam się w ZASP-ie, tak więc, jak pani widzi, to niemało zważywszy na fakt, że w kwietniu zaczęłam 90. wiosnę życia - mówi HALINA KWIATKOWSKA, krakowska aktorka.

«Halina Kwiatkowska zaczęła 90. wiosnę życia

W moim życiu wciąż dzieje się bardzo dużo. Niedawno wróciłam z Rodos. W Grecji byłam czterokrotnie, ale ta wyspa zachwyciła mnie szczególnie. Napisałam siódmą książkę "115 anegdot z autopsji Haliny Kwiatkowskiej", którą niebawem wyda warszawskie wydawnictwa. Oprócz różnych zabawnych historii z mojego życia znajdą się w niej karykatury Stopki poświęcone niektórym bohaterom moich opowieści. Jeżdżę też po Polsce z monodramem, w Starym Teatrze wciąż gram w " Tartuffie", udzielam się w ZASP-ie - tak więc, jak pani widzi, to niemałą zważywszy na fakt, że w kwietniu zaczęłam 90. wiosnę życia - mówi Halina Kwiatkowską dama krakowskich scen, która swe aktorskie życie rozpoczynała wraz z Karolem Wojtyłą. Uczestniczy niemal we wszystkich premierach, na które do niedawna często przychodziła ze swym serdecznym przyjacielem, Władysławem Cybulskim, Wielkim Redaktorem, Mistrzem dla wielu pokoleń dziennikarzy, nie tylko z "Dziennika Polskiego". - Z Władkiem przyjaźniliśmy się kilkadziesiąt lat. W każdy piątek obowiązkowo spotykaliśmy się na kawce. Wyjeżdżaliśmy na wspólne urlopy, zjeździliśmy razem pół świata Byłam u niego w szpitalu na kilka godzin przed jego śmiercią. Ogromnie mi go brakuje - wyznaje aktorka. Mam zaszczyt znać Panią Profesor nie tylko ze sceny, ale również ze żmudnej pracy ż aktorami nad wierszem, gdy przygotowywaliśmy w teatrze "Zemstę". Również z kilku spotkań w jej pięknym mieszkaniu wypełnionym antykami, zawsze przy kieliszku pysznej nalewki, czy z ogrodowej kolacji, podczas której tak nas gryzły komary, że w pośpiechu uciekaliśmy do mieszkania. Zawsze elegancka - lubi beże i czernie oraz piękną srebrną biżuterię. Nienaganna fryzurą a przede wszystkim wdzięk, uśmiech i poczucie humoru, którym obdarza swoich rozmówców.

Przed pięcioma laty, gdy obchodziła jubileusz 85-lecia w Klubie Aktora Lożą przyjaciele i znajomi wysłuchali wielu opowieści, m.in. o pierwszym dziecięcym występie w roli kota któremu brat aktorki wyrwał na oczach publiczności ogon, ale i o rolach zagranych u boku Karola Wojtyły w wadowickim gimnazjum. Były wspomnienia o zabawnym spotkaniu z Witoldem Gombrowiczem, o znakomitościach mieszkających przed laty w Domu Literatów przy ul. Krupniczej, min. o Sławomirze Mrożku, Stefanie Kisielewskim, Lidii Zamków. Były też opowieści o kabarecie "Jama Michalika", np. taka: - W zimowy wieczór wracam pustą ul. Floriańską ubrana w płaszcz typu szynel, na głowie mam kozacką czapkę futrzaną, a na nogach wysokie kozaki. Mija mnie pijany jegomość, omiata zamglonym wzrokiem, komentując mój wygląd: "Zasrane partyzanty". Innym razem wracaliśmy całą grupą po spektaklu kabaretowym. Był środek nocy. Spotkaliśmy po drodze znane nam z widzenia panie uprawiające najstarszy zawód świata, które powitały nas tymi słowami: "O, państwo już po pracy, a my dopiero zaczynamy".

Grała role efektownych kochanek i amantki w sztukach Szekspira Była też m.in. Iriną w "Trzech siostrach", Rachelą w "Weselu", Markizą w "Niebezpiecznych związkach" czy Warwarą w "Wiśniowym sadzie". Do ulubionych ról artystki należą dwie biegunowo różne: Dwojra w "Zmierzchu" Babla w reżyserii Jerzego Jarockiego, gdzie była zohydzona i zeszpecona przez scenografa i śmieszna alkoholiczka w "Czarnej komedii" zrealizowanej przez Zygmunta Hubnera W swym dorobku ma 65 ról, a ostatnia w Starym Teatrze to Pani Pernell we wspomnianym "Tartuffie", na scenią z którą była związana blisko 30 lat

Przygodę artystyczną Halina Kwiatkowska zaczęła w wieku pięciu lat, gdy pierwszy raz wystąpiła na scenie, mówiąc monolog zakochanego w lalce pajaca Potem był teatr szkolny w wadowickim gimnazjum, gdzie grała Balladynę, Antygonę i Anielę obok ucznia - Karola Wojtyły, wcielającego się w postaci Kir-korą Hajmona i Gucia Podczas jednej z pielgrzymek, Ojciec Święty, będąc w Wadowicach, wspominał ten szkolny teatr i swój występ w, Antygonie" wraz z panią Haliną co bardzo wzruszyło aktorkę. - Karol wyróżniał się wybitnym talentem aktorskim. Miał idealne warunki aktora: przystojny, smukły, o bardzo pięknym głosie. Jako Gucio był wprost wspaniały. Juliusz Osterwa prorokował mu wielką karierę. Studiowaliśmy razem na polonistyce na UJ. To był wspaniały rocznik: Tadek Hołuj, Wojtek Żukrowski, Julek Kydryński, Krysia Zbijewska, Janka Garycka, Marian Pankowski, Jurek Bober i Tadeusz Kwiatkowski - mój przyszły mąż.

Po wybuchu wojny Halina Kwiatkowska wróciła na rok do Wadowic. Tam, dzięki wizytom u rodziny Kotlarczyków, zaprzyjaźniła się z Mieczysławem Kotlarczykiem, twórcą Teatru Słowa i późniejszego Rapsodycznego. - Kiedy brat Mietka został zamordowany, wówczas Wojtyła przygarnął Kotlarczyków do swojego maleńkiego mieszkania na Tynieckiej. Tam właśnie, w suterenie zwanej przez nas katakumbami, odbywały się pierwsze próby Teatru Słowa.

Przez czas okupacji spędzonej w Krakowie aktorka wielokrotnie zmieniała mieszkania. Wyrzucana przez Niemców, z wielką walizką wędrowała w inne miejsca. Studiowała i utrzymywała się z udzielanych korepetycji. Aż wreszcie nadszedł 1 listopada 1941 r., Wtedy po raz pierwszy stanęła na scenie podziemnego Teatru Rapsodycznego w "Królu Duchu". Współtworzyła zespół wraz z Kotlarczykiem, Wojtyłą Danutą Michałowską i Krystyną Ostaszewską. Wzięła udział w siedmiu premierach - wszystkie narodziły się na Tynieckiej, a grane były w prywatnych mieszkaniach. - Mimo ówczesnych lęków i niebezpieczeństw, wspominam ten czas z zachwytem, bo tak bardzo wierzyliśmy w sens tęgą co robiliśmy. Kiedy Karol przerwał polonistykę i poszedł na teologię, dogrywał we wszystkich przedstawieniach. Ostatnią naszą premierą był "Samuel Zborowski".

W 1945 r. aktorka wyszła za mąż za Tadeusza Kwiatkowskiego i zamieszkali w Domu Literatów na Krupniczej. Gdy na świat przyszła córka Moniką chrztu udzielił jej Karol Wojtyła. Dom Literatów zamieszkiwali wspaniali ludzie i choć wszyscy byli biedni, to jednak tętniło życie towarzyskie, odbywały się gry intelektualne, a w stołówce soboty literackie i nierzadko tańce przy skromnej zakąsce.

A potem był Teatr im. Słowackiego i Stary Teatr, wspaniałe role i "Jama Michalina", z którą aktorka związana była przez 20 lat.

Ilością zdarzeń z życia Pani Profesor można obdzielić kilka biografii. Bo przecież był jeszcze film, i praca pedagogiczna w krakowskiej PWST, w której spędziła 40 lat, wypuszczając spod swoich skrzydeł m.in. Ewę Demarczyk, Jana Peszka, Jerzego Trelę, Wojciecha Pszoniaka, Jerzego Stuhra i Mikołaja Grabowskiego. Halina Kwiatkowska jest też autorką dwóch sztuk teatralnych, napisanych wspólnie z Ewą Otwinowska: "Ogłoszenia matrymonialnego", granego przed laty z powodzeniem z Ireną Kwiatkowską i Wojciechem Pokorą w rolach głównych i "Sytuacji bez wyjścia". Napisała też dwie książki biograficzne: "Porachunki z pamięci" i "Wielki Kolega". Ta ostatnia poświęcona jest zdarzeniom związanym z Karolem Wojtyłą, których autorka była świadkiem. Jest także autorką wraz z Brunonem Miecugowem, wspomnień "Boyowym szlakiem" o "Jamie Michalika".

Informacją że Karol Wojtyła został papieżem, zastała aktorkę w kuchni. Zadzwonił telefon. W słuchawce odezwał się Tadeusz Łomnicki: "Gratuluję ci serdecznie, bo twój kolega i przyjaciel został papieżem" - usłyszała Przyznaje, że była bardziej szczęśliwa niż zaskoczona.

Potem pojechała do Rzymu. Najpierw wydawało się, że w ogóle nie dostanie się nawet na papieską audiencję. Nieznajomy ksiądz obrugał ją, że przepycha się do pierwszych rzędów. Stanęła ponad tłumem i. krzyknęła: "Wadowice!". Ojciec Święty zauważył ją. Później dostała się na mszę w Castel Gandolfo. Potem poszła je zwiedzić. Ten sam ksiądz tym razem zawołał: "Gdzie się pani podziewą papież czeka na panią ze śniadaniem!" Ze wzruszenia nie potrafiła nic przełknąć. Co chwilę pytała czy już musi wyjść, czy nie zajmuje za wiele czasu. - "Uspokój się. Poczekaj, aż zjemy, aż wstanę" - uśmiechnął się. A potem były spotkania maturalne w Rzymie, spotkania podczas pobytu Ojca Świętego w Krakowie, spotkania w Castel Gandolfo - Podczas posiłków, na które byłam czasem proszoną papież zawsze był rozluźniony, gościnny. Każdorazowo prosił, bym recytowała fragmenty polskiej poezji. Robiłam to z wielką radością, bo nigdy nie miałam lepszego słuchacza.

Gloria Artis, Nagroda Fundacji Kultury Polskiej to tylko niektóre, znaczące wyróżnienia dla aktorki. Jednak najmilsze chwile przeżywa wtedy, gdy zadowolona publiczność nagradza gorącymi brawami jej role, spektakle. Tak było podczas występów w Waszyngtonie, w Nowym Jorku, w Londynie, gdzie prezentowała monodram o papieżu. Niebawem zobaczą go widzowie Zakopanego.

Wielką pasją artystki są podróże. Objechała niemal cały świat. Redaktor Cybulski mówił o swej przyjaciółce: kupcowa wrażeń, bo tak na nie zawsze była zachłanna Podróżą życia stała się wyprawa do Stanów Zjednoczonych - w ciągu siedmiu tygodni zwiedziła 14 stanów, przemierzając 14 tys. kilometrów. -Jestem nieszczęśliwa wtedy, kiedy nie mam pracy. Wokół mnie wciąż musi się coś dziać. Teraz czekam na tę książkę z anegdotami. Podzieliłam ją na kilka części m.in. rodzinną, szkolną, teatralną, kabaretową i, oczywiście, papieską. Zaplanowałam też sześć tygodni urlopu: w Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach, w Domu ZAIKS-u w Sopocie i w Konstancinie. To ostatnie miejsce lubię najbardziej, bo tam zwykle piszę. Kto wie, może tam urodzi się moja nowa książka o Domu Literatów przy Krupniczej 22 i jego wspaniałych mieszkańcach. Marzy mi się taka książeczka»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego