Obcym wstęp wzbroniony

«Sztukę swoją autorka nazwała - skromnie i trafnie - reportażem scenicznym, stanowi on bowiem wycinek z gorączkowego i udręczonego życia Warszawy z okresu łapanek, rewizji, rozstrzeliwań, zamachów na banki i paczek wysyłanych do obozów koncentracyjnych dla najbliższych. To życie skupia się, jak w soczewce, w kawiarni aktorów, przez którą przewijają się postacie bojowników Polski podziemnej, waluciarzy i nieodzownych przedstawicieli Trzeciej Rzeszy: volksdeutscha, fabrykanta i szpicla Kałyszyna dyrektora teatrzyków i uzbrojonych po zęby żandarmów.

Oczywiście, światło najjaskrawsze pada na liczną grupę aktorek, stęsknionych, jak wszyscy, za Polską wolną ale ponadto również za sceną, trawionych gorączką wypowiedzenia się, zagrania "swojej" roli; uginających się - jak wszyscy - pod koszmarem okupacji, ale równocześnie pełnych radości życia, której nic nie może stłumić i która rytmicznie wybucha niespodziewaną piosenką i tańcem pomiędzy jedną łapanką a drugą.

Postacie aktorek i aktorów autorka rysuje z największą znajomością rzeczy i najoczywistszą przyjemnością. Jak się wyjaśniaw akcie III-im, którego akcja toczy się już po powstaniu - za "naszych, dni" - aktorzy, w poszukiwaniu sztuki do grania, postanowili zagrać... samych, siebie. Właśnie to, co przeżyli, to za czym tęsknili i to, co im jeszcze dzisiaj dokucza. Zastrzegli się, by wszystko w tej sztuce było: i walka, i sentyment, i piosenka, i humor, i nawet miłość. Trzeba stwierdzić, że autorka nie zawiodła swoich kolegów: w jej reportażu scenicznym odnajdujemy te wszystkie elementy.

Największym bodaj wdziękiem tej sztuki jest dekret intymności, jaka zawiązuje się od pierwszych słów pomiędzy sceną a widownią. Jakaś zmowa wzruszeń i radości. Rzeczywiście: "Obcym wstęp wzbroniony" i "Sami swoi" (nazwa kawiarni po powstaniu).

Nie wiem, czy "Obcym wstęp wzbroniony" jest debiutem autorskim p. Buczyńskiej. W każdym razie świadczy o doskonałym opanowaniu rzemiosła teatralnego. Po scenach, pełnych napięcia dramatycznego, następują epizody humorystyczne, które wnoszą odprężenie i uśmiech (np. drugi obraz aktu II-go, powrót z Al. Szucha). Najsłabszy może jest akt III-ci (ostatni), idący po zbyt nieco łatwej linii sentymentalizmu i chwilami przechodzący w rewię, ale i tu nie brak szczerego wzruszenia z powrotu bliskich, dowcipnych spostrzeżeń na temat życia w zburzonej Warszawie, "ruina - girls'ów", kłopotów aktorskich itd.

Sukces autorski połączyła p. Buczyńska z sukcesem reżyserskim. Operować swobodnie takim "tłumem" na miniaturowej scence - to sztuka niełatwa. Zasługą również reżyserki jest naturalność i prostota, jaką potrafiła narzucić wszystkim wykonawcom. PP. Eug. Burbianka, W. Lipińska i H. Michalska nadały każdej z odtwarzanych przez siebie postaci aktorek życia. Kapitalną Chlelcię - "niedopitą" i trochę na wojenną modłę brutalną - zagrała p. Helena Gruszecka, z naturalnością oszałamiającą, zważywszy że grała... samą siebie. Stefania Kornacka i Miecz. Milecki z dużym napięciem wewnętrznym odegrali role dwojga bojowników Polski podziemnej. Elż. Wieczorkowska zaś i Jerzy Dargiel z wdziękiem wcielili się w dwoje zakochanych, szczęśliwie unoszących wśród burzy dziejowej płomyk miłości. Stanisława Kawińska epizodyczną rolę matki zagrała przejmująco - bez szminki, w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu Mieczysław Borowy - niezapomniany Franio ze "Szczęścia Frania" - wniósł na scenę, jako aktor Mietek, ruch, humor, dyskretny sentyment i udatnie odśpiewane piosenki. Stefan Wroncki jako szpicel, opój i prowokator Kałyszyn, żył pełnią niedawno przez nas przecierpianej prawdy. Dobre sylwety dyrektora "teatrzyków", nieco mamusinego synka Janka, waluciarza, reżysera i żandarma nąrysowali Tadeusz Chmielewski, Wit. Sadowy, J. Sendecki, J. Zejdowski i W. Izdebski. Sensacyjnie wypadł debiut woźnego teatru w roli drugiego żandarma.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego