powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Łódź. List Joanny Szczepkowskiej w sprawie Teatru Nowego

Ze zdumieniem, ale też z przerażeniem odczytuję obraz kraju, który wyłania się z dwóch ostatnich artykułów łódzkiej "Gazety Wyborczej" na temat Teatru Nowego w Łodzi. Decydując się na stanowisko prezesa ZASP oczywiście zdawałam sobie sprawę, ze nie ma decyzji czy opinii która godziłaby strony konfliktów, a ilość wrogów w środowisku będzie rosła. Wszyscy walczą o życie albo o prawo do własnego głosu i opowiedzenie się po którejś ze stron uruchamia lawinę pretensji. Jednak zakładanie z góry, ze niczego nie da się przeprowadzić, bo wszystko jest ustawione i zmanipulowane przekreśla jakiekolwiek działania. Wystarczy zacytować wypowiedzi z pierwszego artykułu dotyczące ewentualnego konkursu na dyrektora teatru.

Zbigniew Brzoza:

- Jeślibym wystartował i wygrał, sprawiałby on wrażenie ustawionego. Straciłbym w środowisku twarz, a nie mam na to ochoty. A po co mam startować, żeby przegrać?

Marek Cichucki, aktor Teatru Nowego, członek ZASP i Związku Zawodowego Aktorów Polskich:

- Jak taki konkurs może być rzetelny? - W dziewięcioosobowej komisji zasiądą panowie Krasuń i Sosnowski ze związków zawodowych, następczyni Brzozy Mirosława Marcheluk jako przedstawiciel teatru oraz dwaj przedstawiciele ZASP, do którego Michaluk próbuje się zbliżyć, popierając ważne dla ZASP konsultacje nowej ustawy o instytucjach kultury. Do tego po dwóch przedstawicieli ministra i prezydenta miasta. To ja już dziś mogę powiedzieć, że minimum pięć do czterech wygra Bogdan Tosza.

- Nawet jeśli konkurs wygra ktoś inny, stanie się zakładnikiem polityków. Dlatego nie ma co liczyć, żeby o dyrektorską posadę ubiegał się ktoś z wizją nowoczesnego, budzącego emocje teatru - uzupełnia człowiek związany z teatrem.

Jeśli naprawdę każdy kto stanie do konkursu na dyrektora teatru w Łodzi stanie się "zakładnikiem polityków" to znaczy, ze w teatrze polskim zabrakło już indywidualności. Dlaczego tajemniczy "człowiek związany z teatrem" twierdzi, że o posadę nie będzie ubiegał się ktoś z wizja nowoczesnego teatru? I dlaczego autor wypowiedzi nie podał nazwiska? Zresztą trudno się dziwić jeśli wszystko jest tak monstrualnie uwikłane.

Inaczej mówiąc albo mamy do czynienia z powszechną manią prześladowczą albo z powszechną korupcją. Szczególnie ciekawy jest argument o powiązaniach dyrektora Michaluka z ZASP skoro właśnie odwołanie go ze stanowiska dyrektora teatru, ZASP poparł. W artykule łódzkiej "Gazety Wyborczej" z 12.04.2010 natomiast doczytałam się jeszcze ciekawszych insynuacji i one naprawdę wymagają wyjaśnienia.

"Szczepkowska za punkt honoru przyjęła to, żeby nowa ustawa o instytucjach kultury została ponownie skierowana do konsultacji. To jej oczko w głowie".

Może to zaskakujące ale kierowanie nowej ustawy do konsultacji nie jest moim oczkiem w głowie. Co więcej wielu członków ZASP ma mi za złe rozmowy z autorami ustawy. Zostałam wybrana prezesem już po uchwale o wstrzymaniu i mam zbyt mało wiedzy, żeby działać z całą desperacją. Zdobywam tę wiedzę rozmawiając z autorami poprawek, prawnikami i doradcami nie zawsze z tymi, których członkowie ZASP uważają za przewodnich ideologów. Do działania i spotkań z ministrami muszę mieć prawdziwą wiedzę pozbawioną zabawienia emocjonalnego. Tak więc nie tylko nie tworzę spektakularnej atmosfery przywracającej życie ZASP, ale raczej wyciszam przez mozolne studiowanie prawa.

I jeszcze kolejny cytat: "Kiedy przyjechała do Łodzi pan Bartoszek wziął ją za mankiet". Myślę, że całe moje życie świadczy o tym, że właśnie za mankiet nie może mnie wziąć nikt, nigdy i nigdzie. Natomiast język, jakim to jest opowiedziane, to język kuluarowych intryg urzędniczych z najgorszych prowincjonalnych sztuk.

Wracając do Pana Michaluka i kolejnej wypowiedzi z artykułu. "Wojciech Bartoszek zaangażował się w zbieranie podpisów pod apelem o wstrzymanie prac nad projektem założeń projektu ustawy o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i dzięki temu jest blisko prezes Szczepkowskiej".

Blisko? O ile pamiętam pan Bartoszek rzeczywiście zbliżył się do mnie na jakieś piętnaście centymetrów prosząc o chwilę rozmowy. Chwila była krótka, wystarczyła tylko na to, żebym poznała opinię, którą i tak przekazał mi członek Zarządu, z którym nawiasem mówiąc się nie zgodziłam.

"Tak blisko, że w Warszawie mówi się, że pan Michaluk może być świetnym konsultantem ZASP-u do zbierania podpisów pod apelem."

Jakie znaczenie może mieć poparcie dla walki o wstrzymanie ustawy ze strony jednego człowieka, w dodatku bez stanowiska? Czy naprawdę można uwierzyć, że opinia o konieczności konkursu ma podstawy w układach z panem Michalukiem? Ja nie znam tego pana i nie widziałam go na oczy. Ale "W Warszawie mówi się?". Co to jest za styl, co to jest za argumentacja

"Szczepkowska optuje za konkursem, bo chce przywrócenia rangi ZASP-owi. Musi to zrobić, żeby udowodnić, że ze stowarzyszeniem ktokolwiek się liczy. W Warszawie nie ma szans, więc gdzie to zrobić? Gdziekolwiek w Polsce! Wtedy będzie można powiedzieć: rozmawiajcie z nami poważnie i traktujcie nas jak partnerów".

Otóż ja nie chcę przywrócić rangi ZASP. Tak jak powiedziałam na Zjeździe tłumacząc, ze nie jestem tak dobrym kandydatem na prezesa jak sobie zebrani wyobrażają uprzedziłam, że nie mam żadnego planu oprócz załatwiania tego, co leży na biurku. A na biurku leży wiele spraw ludzkich i mało spektakularnych. Jestem tu codziennie i codziennie borykam się z tym o co proszą koledzy. To sprawy nie tylko aktorów ale tancerzy, cyrkowców, emerytów. I to uważam za wielką siłę stowarzyszenia, które nie musi znaleźć się w wyścigu szczurów. Sen z powiek spędza mi raczej sprawa Teatru Arlekin i ona będzie pewnie spektakularna ale nie dlatego, że ZASP bije się o znaczenie tylko dlatego, że będzie precedensowa nie tyko w wymiarze teatrów.

Sprawa powołania na dyrektora Zbigniewa Brzozę to ciągle rosnący plik pism i listów które mam na swoim biurku. Emocje sięgają tak daleko, ze autorzy uciekają się do szantaży samobójczych i w wypadku powołania Brzozy j w wypadku nie powołania. Padają słowa, które podważają kandydata na dyrektora jako kogoś kto może prowadzić jakąkolwiek instytucję, z drugiej strony słowa, które pozwalają wierzyć, ze Brzoza jest artystycznym wybawieniem dla łódzkiego teatru. Oczywiście, ze dla tych drugich usunięcie dyrektora było czymś karygodnym i a jego powrót możliwy tylko naturalną drogą bez konkursu. Z drugiej strony zapowiadany przez Prezydenta Łodzi "rzetelny konkurs" jest tym o co zabiegamy wszyscy w walce o polski teatr współczesny stąd moja opinia o konieczności konkursu także w tym wypadku. Jednak po zaopiniowaniu decyzji na korzyść konkursu dostałam kilka ważnych listów, których trudno nie wziąć pod uwagę a które dają powód do przeanalizowania sprawy jeszcze raz.

Niezależnie od rezultatu tych analiz nie dam się uwikłać w kategorie "ustawień, zmowy a nawet "kupienia" . Jestem cały czas osobą niezależną i bez aspiracji do urzędniczej kariery. Nie uważam swoich opinii za jedynie słuszne i dopuszczam myśl, że mogę nie mieć racji. Nie dopuszczam natomiast i nie dam się obsadzić w roli kogoś, kto kieruje się układami. W najbliższy poniedziałek do ZASP chciała przyjechać pani wiceprezydent Łodzi Wiesława Zewald. Miałam nadzieję, że z naszej rozmowy wyłoni się jakiś obraz sytuacji i sposób na pomoc w jej rozwiązaniu. Pani Prezydent wycofała się jednak ze swojej propozycji. Szkoda, bo taka właśnie forma dialogu, który może zmienić nawet opinie ludzi pomagających w decyzji wydaje mi się właściwa. Obawiam się jednak, że wybrano drogę w atmosferze "zmowy". Szkoda.