powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Łódź. List Stanisława Brejdyganta

Łódź 12. 05. 2010

Do Redakcji "Gazety Wyborczej"

Wydanie Łódzkie

Pani Redaktor Joanna Rybus

Szanowna Pani,

Zechciała Pani przeprowadzić i opublikować w skromnym wydaniu łódzkim "mojej" Gazety Wyborczej gigantyczny, zajmujący całą kolumnę, wywiad z panem Markiem Cichuckim, wywiad przypominający gawędzenie w maglu, pełen przekłamań, półprawd, insynuacji, zawierający także, niestety, po prostu kłamstwa. Bardzo chciałbym wierzyć, iż powodowała Panią troska o los Teatru Nowego w Pani mieście. Niestety, tego typu publikacje źle służą teatrowi i deformują wiedzę czytelnika o życiu kulturalnym w Łodzi.

Ja chce się ustosunkować jedynie do opinii pana Cichuckiego na temat Związku Artystów Scen Polskich, działań jego władz, w tym osobistego zaangażowania się prezesa ZASPu, pani Joanny Szczepkowskiej, w sprawę wyboru dyrektora łódzkiej sceny. Zabieram głos dlatego, że los Teatru Nowego, do którego zespołu zresztą nie należę, nie jest mi obojętny, a ponadto dlatego, że za decyzje podejmowane przez zarząd ZASP jestem współodpowiedzialny, będąc jego członkiem. Otóż pan Cichucki mówi w wywiadzie, "że w ZASPie poważni reżyserzy nie zasiadają () jest to jedynie miejsce gdzie można pogadać, zapytać kto umarł, a kto poszedł na emeryturę czy ma benefis lub jubileusz". Otóż jeśli autor tych słów rzeczywiście tak uważa, ma poczucie odpowiedzialności za słowo i ceni swój czas, to myślę, że już dziś powinien wystąpić z ZASPu. Ja pozwolę sobie jedynie wyjaśnić, że będąc członkiem tego związku warto znać opinie jego ojców założycieli, "Testament" Stefana Jaracza czy referat programowy Leona Schillera. Wspomnę tylko, że gdy miałem honor pełnić obowiązki wiceprezesa odrodzonego w 1981 roku ZASPu, za prezesury Andrzeja Szczepkowskiego, to Przewodniczącym Rady Artystycznej uczyniliśmy Kazimierza Dejmka, a ten powołał do Rady najwybitniejszych ludzi z naszego środowiska, reżyserów, aktorów, dramaturgów, scenografów, teatrologów. Otóż tak lekceważąco potraktowana przez pana Cichuckiego obecna prezes, Joanna Szczepkowska i my, cały zarząd, postawiliśmy sobie za cel powrót do źródeł, odtworzenie ZASPu zgodnie z jego założeniami, jako silnej cechowej organizacji, korporacji zawodowej w rodzaju świetnie działających w krajach anglosaskich Aquities. I nie po to ma być ta organizacja silna by jedynie dbać o interes grupy zawodowej, ma ona brać aktywny udział w życiu kulturalnym i kształtować to życie, kształtować przede wszystkim oblicze współczesnego teatru. Jeśli zatem prezes Szczepkowska domaga się wyboru dyrektora teatru w konkursie, to ma na myśli konkurs uczciwy, z jury obsadzonym przez ludzi o nieposzlakowanej opinii, działającym transparentnie, przy otwartej kurtynie. Nie widzi Ona - ja zresztą również - innego sposobu na oczyszczenie atmosfery. Wszelkie mianowania tak zwanego "po" dyrektora, to dopiero pole do manipulacji. Nie wykluczam, że p. Cichucki ma rację mówiąc o "ustawianych" niegdyś konkursach. Ale tak ma nigdy więcej nie być. I to prezes Szczepkowska chce wymóc na władzach samorządowych.

O panu Zbigniewie Brzozie wszyscy w ZASPie mamy wyrobioną opinię, na którą on sobie zasłużył, najpierw skłócając zespół i niszcząc dorobek Teatru STUDIO w Warszawie, a potem działając podobnie w Teatrze Nowym. Być może pan Brzoza jest utalentowanym artystą, ale na pewno jest on pozbawiony cech pozwalających na przewodzenie ludziom, albo też posiada cechy uniemożliwiające kierowanie ludzkim zespołem. A wywiad pana Cichuckiego, uważam, że został dany w złej wierze. Udzielający go z wyższością mówi o aktorach zwolnionych przez byłego dyrektora, gdy tymczasem są to aktorzy - podam dwa nazwiska: Marek Lipski i Wojciech Bartoszek - z pewnością nie mniej zdolni ( wrodzony takt nie pozwala mi posunąć się dalej w ocenach) i potrzebni w teatrze od pana Cichuckiego, który za nic nie chce zapomnieć czasu gdy był pozbawiony etatu (a proszę zwrócić uwagę na tytuł wywiadu) w Teatrze Nowym i czasu gdy desperacko walczył by etatu nie utracić kryjąc się pod przykrywkę związkową.

I jeszcze jedno. W osłupieniu przeczytałem opis jak to zbierano podpisy (na tak i na nie) pod listem poparcia dla dyrektora Michaluka. Chyba coś pan Cichucki pomylił. Przecież dokładnie tak wyglądał scenariusz realizowany kilka miesięcy temu przez ówczesnego dyrektora Brzozę.

No, a skąd Cichucki wziął dokładną liczbę aktorów popierających pana Brzozę jako dyrektora - 15 na 29 - to musi pozostać wyłącznie jego tajemnicą. Żeby takie liczby tak śmiało podawać, trzeba mieć za sobą przeprowadzone referendum. Pan Brzoza, o ile wiem, skłonny był objąć stanowisko dyrektora naczelnego, zatem referendum winno tyczyć całej załogi, Ale gdyby nawet przeprowadzać je odrębnie w poszczególnych zespołach: artystycznym, technicznym itd., to nie wyobrażam sobie akceptacji tego człowieka.

Pozostaję z poważaniem

Stanisław Brejdygant