- Rola reżysera w operze jest w pewnym sensie drugoplanowa. Piękna, wielka muzyka i tak broni się sama. Reżyser może ją trochę popsuć, ale nie może unicestwić - mówi reżyserka MAJA KLECZEWSKA przed premierą "Sudden Rain/Between" w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie.
NEWSWEEK: Dekadę po debiucie w teatrze dramatycznym wciela się pani w rolę reżysera operowego. Jak się pani w niej odnajduje? MAJA KLECZEWSKĄ: To całkiem inny świat. Tutaj muszę wyjść od muzyki, która jest czymś więcej niż tylko oprawą spektaklu. To mnie bardzo ciekawi i inspiruje, ale czasem też złości. Pracuję w kameralnych warunkach nad utworami młodych polskich kompozytorów. Dyptyk złożony z "Sudden Rain" Aleksandra Nowaka i "Between" Agaty Zubel to specyficzne, krótkie opery, z których każda trwa po zaledwie 50 minut. To utwory współczesne, nieznane jeszcze publiczności. Tego rodzaju opery nie są w Polsce wystawiane często. Poruszam się po słabo jeszcze rozpoznanym terytorium. - Same wykorzystane utwory też są dość oryginalne... - "Between" Agaty Zubel to opera na taśmę, sześć głośników i sopran solo. Śpiewa Agata Zubel. Szukając formy scenicznej, wybraliśmy taniec, bo "Between" nie ma libretta. Ale ja lubię takie operowe ekstrema.