Szczepan Baczyński. Wspomnienie

«Był rok 1947. Mój trzeci rok na scenie. Należałem do zespołu aktorskiego Miejskich Teatrów Dramatycznych w Warszawie, którymi kierował dyr. Eugeniusz Poreda. W skład tych teatrów wchodziła m.in. Scena Muzyczno-Operowa zwana później Rozmaitościami.

Na tej właśnie scenie przy ul. Marszałkowskiej 8 grałem ze Szczepanem w komedii Musseta "Nie igra się z miłością" w reż. Czesława Szpakowicza. Był czarującym kolegą o wielkim sercu i dobroci. Kochanym i szanowanym przez wszystkich. Zapisał piękną kartę w historii polskiego teatru jako aktor, reżyser, dyrektor teatru, profesor i prorektor Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie.

Studia aktorskie ukończył na Wydziale Dramatycznym przy Konserwatorium Warszawskim w roku 1926. Pierwsze kroki na scenie stawiał w Bydgoszczy w Teatrze Miejskim. Po roku wrócił do Warszawy i zaangażował się do Teatru Ateneum Stefana Jaracza. Zafascynowany teatrem dla dzieci organizował w stolicy pierwsze przedstawienia kukiełkowe, które dały początek przyszłemu Teatrowi Baj, z którym przez wiele lat się nie rozstawał. Występował także w słynnej Reducie Juliusza Osterwy.

W roku 1934 Ministerstwo Spraw Zagranicznych delegowało Go na Łotwę, gdzie w środowisku polonijnym pełnił funkcję inspektora kulturalno-oświatowego. W czasie II wojny światowej znalazł się poza granicami kraju. Walczył na froncie i objeżdżał z prelekcjami i recytacjami jednostki wojskowe w Rumunii i we Francji. Potem związał się z powstałym na obczyźnie Teatrem Polskim kierowanym przez wybitnego aktora i reżysera Zbigniewa Ziembińskiego.

Po kapitulacji Francji los Go rzucił do Londynu. W roku 1944 jako kierownik Polskiej YMCA przy I Dywizji Pancernej generała Mączka organizował koncerty dla żołnierzy we Francji, w Belgii i Holandii. W maju 1945 r. spotkał się z Leonem Schil-lerem i wraz z nim stworzył Teatr Ludowy im. Wojciecha Bogusławskiego na terenie Niemiec w Lingen. Sprawami artystycznymi kierował Leon Schiller, a administracyjnymi Szczepan Baczyński.

Pod koniec roku 1945 r. wraz z Leonem Schillerem powrócił do kraju. Pamiętam Go, jak chodził ulicami zburzonej Warszawy w angielskim mundurze z naszywką na ramieniu "Poland", a także w czarnym berecie, w którym się doskonale prezentował. Tak też ubrany zaczynał pracę jako prorektor i wykładowca w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Ale ten strój nie bardzo przypadł do gustu ówczesnym władzom komunistycznym. Wytworzyła się nieprzyjemna atmosfera. Mocodawcy zażądali od protektorów Szczepana - to jest od Aleksandra Zelwerowicza oraz Jana i Jerzego Kreczmarów - aby usunęli go ze szkoły i pozbawili go zajmowanych stanowisk, tłumacząc, że mundur ten demonstruje "wrogość do ustroju panującego w Polsce". Wszyscy trzej kategorycznie zaprotestowali, a Jan Kreczmar zagroził, że poda się do dymisji. Po takim oświadczeniu władze postanowiły odłożyć to do późniejszego rozpatrzenia. Ostatecznie nigdy do tej sprawy nie wrócono i Szczepan nadal pełnił swoje funkcje szanowany, kochany i ceniony przez młodzież, której był przyjacielem.

Wracając do naszego pierwszego spotkania w pracy w Teatrze Rozmaitości, polubiliśmy się od pierwszej chwili. Trudno było zresztą Szczepana nie lubić. Był człowiekiem ciepłym i bezkonfliktowym, tak jak Jego córka Marysia Maziewska, która wprawdzie nie została aktorką, ale teatr ma we krwi i dzielnie mu służy swoją wiedzą i zaangażowaniem, pracując w Dziale Dokumentacji ZASP - w ostatnim czasie przerodził się w Instytut Teatralny im. prof. Z. Raszewskiego.

W Miejskich Teatrach Dramatycznych Szczepan pracował do roku 1951, grając poza Kuglarzem w "Nie igra się z miłością", także Rzeźbiarza w "Żeglarzu" Szaniawskiego i Doktora w sztuce Maeterlincka "Cud św. Antoniego". W latach 1951-57 był aktorem Teatru Współczesnego i Narodowego pod dyr. Erwina Axera. W roku 1957 zaproponowano mu stanowisko dyrektora naczelnego i kierownika artystycznego Teatru Guliwer, gdzie realizował wiele wartościowych pozycji dla młodzieży.

Ostatnie lata przed emeryturą spędził w Teatrze Polskim w Warszawie. Zawsze grywał ludzi dobrych i szlachetnych, takich jak On sam. Bardzo dużo pracował w Polskim Radiu i w dubbingu, gdzie często się spotykaliśmy.

Któregoś dnia wracał z nagrania do domu. Los chciał, że gdy przechodził przez jezdnię na pasach, najechał na niego samochód. Zginął pod kołami. Tę tragiczną śmierć odczuli wszyscy: rodzina, przyjaciele, koledzy, widzowie i słuchacze. Odszedł człowiek, który był przyjacielem ludzi.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego