Kociniak jest lakoniczny, w ogóle nie lubi dużo gadać. Jeśli Grzela naprowadza na jakieś niezręczne dlań zagadnienie, kwituje szybko: "Koniec na ten temat". Może dlatego wywiad z nim ma wszystkiego 130 stron. Żeby zrobić zeń książkę, dołożono 55 stron recenzji z występów Kociniaka (niektóre, czytane po latach wyglądają jak wypracowania szkolne), oraz wypis wszystkich jego ról w teatrze, kinie i telewizji. Więc niby książka jest, ale to właściwie tylko pół książki - pisze Jacek Szczerba w Gazecie Wyborczej.
Ukazał się wywiad rzeka z aktorem, który przez pół wieku unikał dziennikarzy. Kociniak stronił od mediów chyba nie tylko dlatego, że po "Jak rozpętałem II wojnę światową" przekręcono jakieś jego wypowiedzi. To po prostu facet, który czuje wstręt do teoretyzowania. Nabija się z kolegów aktorów, którzy przygotowując się do banalnego spektaklu, czytają o filozofii i historii, "a rola do dupy". Gdy przeprowadzający wywiad Remigiusz Grzela pyta Kociniaka o rozmowy w STS-ie, ten odpowiada: "Ja rozmawiałem głównie o dziewczynach. Wiem, że aktorzy lubią być tacy intelektualni, pokazywać, jakie rozumy pozjadali. Opowiadać nadzwyczajne facecje. Niech pan w to nie wierzy". Kociniak jest lakoniczny, w ogóle nie lubi dużo gadać. Jeśli Grzela naprowadza na jakieś niezręczne dlań zagadnienie, kwituje szybko: "Koniec na ten temat". Może dlatego wywiad z nim ma wszystkiego 130 stron. Żeby zrobić zeń książkę, dołożono 55 stron recenzji z wyst