- Jako reżyser idę tylko dotąd, dokąd mnie aktor dopuści. Jeśli aktor postawi ścianę - to muszę się zatrzymać. Moja praca nie polega na gwałcie, na zmuszaniu kogoś do czegoś - z MAJĄ KLECZEWSKĄ rozmawia Joanna Wichowską z Dwutygodnika Strona Kultury.
Joanna Wichowska: Czy zdarzyło Ci się, że realizowałaś spektakl nie z powodu tekstu, czy tematu, ale z powodu konkretnego aktora? Maja Kleczewska: "Fedra" była takim spektaklem. Głównym impulsem do pracy, główną inspiracją, była Danuta Stenka. Myślę, że gdyby powiedziano mi, że jest zajęta - nie robiłabym tego tekstu. Ale podobnie było w "Babel" z Sebastianem Pawlakiem. Mieliśmy długą przerwę w pracy i bardzo chcieliśmy znów coś wspólnie robić. Przygotowałam dla niego pięćdziesięciostronicowy monolog. Sebastian go przeczytał i zaproponował, że zamiast mówić - zaśpiewa go. Usłyszał to, a ja poszłam za jego intuicją - i zrobiliśmy koncert. Trzecia część spektaklu, to, co Jelinek tytułuje "Peter mówi" - to wszystko jest zamknięte w kilku piosenkach, nad którymi razem pracowaliśmy. - Czy istnieje jakaś szczególna cecha, która ciekawi Cię w aktorze najbardziej? - Myślę, że są u aktorów takie momenty pojawiające się na pewnym eta