Ja chcę więcej takich spektakli!

"Ruski miesiąc" w reż. Giovanny'ego Castellanosa w Teatrze im. Sewruka w Elblągu. Pisze Karolina Śluz na portalu info.elblag.pl.

«Powiało świeżością u Sewruka. Najnowszy spektakl zupełnie odbiega od tego, do czego przywykli widzowie elbląskiego teatru. Można rzec, że to jest to, czego na elbląskiej scenie teatralnej brakowało od dawna. Aktualny, kontrowersyjny problem, nowoczesna, ale nie przesadzona forma, niezwykła scenografia, świetny reżyser oraz widoczna ręka dramaturga - to cechy wyróżniające ten spektakl. Zainteresowani już wiedzą, że chodzi o "Ruski miesiąc", którego premiera miała miejsce w minioną sobotę.

Przypomnijmy, spektakl "Ruski miesiąc" to pierwsza teatralna adaptacja książki Dmitrija Strelnikoffa pod tym samym tytułem. Historia Piotra Smirnoffa, cudzoziemca, któremu trzy lata zajęło doprowadzenie do zawarcia ślubu mieszanego (katolicko-prawosławnego) z Polką jest pretekstem do uwypuklenia przywar Polaków, wskazania naszych stereotypów i uprzedzeń w stosunku do Rosjan oraz wyśmiania absurdów, które są już tak powszechne, że nawet ich nie zauważamy.

"Ruski miesiąc" zawiera wiele form nowych dla elbląskich widzów. Ciekawy był zabieg, gdzie akcja byla widziana jednoczesnie z kilku perspektyw (np. scena w studiu telewizyjnym). Jest to spektakl interaktywny. Jednak ta interaktywność nie polega na wyciąganiu widza na scenę. To aktorzy wychodzą do widzów, zwracają się bezpośrednio do nich, a nawet traktują jak część choreografii (np. w scenie gdy Pop podlewa ogród).

Uderzający jest kontrast pomiędzy bardzo nowoczesną scenografią, na którą składają się m.in. projekcje filmowe, a wyglądem aktorów, którzy ucharakteryzowani są na lata 50 - 60. Takich kontrastów jest więcej. Chociażby scena erotyczna, na tle piosenki "Złote obrączki". Daje to komiczny efekt, a jednocześnie uświadamia widzowi, że mimo tego, iż świat nieustannie idzie do przodu, my przez swoje uprzedzenia i przyzwyczajenia do tego co znamy, zostajemy w tyle.

Lecz na nic byłby te wszystkie zabiegi, gdyby w spektaklu zabrakło najważniejszego - punktu zapalnego, prowadzącego do refleksji. Tutaj tych punktów nie brakuje.

Kilka słów o aktorach

Postać Piotra Smirnoffa, głównego bohatera zagrał Leszek Andrzej Czerwiński. Była to duża i trudna rola, stanowiła więc wyzwanie dla tego młodego i niezwykle utalentowanego aktora. Wyszło dobrze, ale ci, którzy znają możliwości Czerwińskiego wiedzą, że "dobrze" to za mało. Można odnieść wrażenie, że aktor jeszcze nie do końca rozumie się ze swoja postacią. Z chęcią wybiorę się na "Ruski miesiąc" za jakiś czas, by zobaczyć czy udało mu się głębiej wejść w postać Smirnoffa.

Warta uwagi jest znakomita kreacja Teresy Suchodolskiej, która wcieliła się w postać teściowej. Bez wahania można powiedzieć, że jest to najlepiej zagrana rola w tym spektaklu. Ta doskonała karykatura polskiej teściowej jest przerysowana, ale to nie razi. No i te fenomenalne miny, niczym z komiksu. Komiczność tej postaci dodatkowo podkreślała postać lekko "skapciałego" teścia, w którego wcielił się Lesław Ostaszkiewicz.

Wielu elbląskim aktorom współpraca z Giovannym Castellanosem wyszła na dobre. Okazało się , że ci po których moglibyśmy się spodziewać, że nie pokażą już nic nowego, mają jeszcze coś do powiedzenia. Mowa tu m.in. o Jacku Gudejce czy Jerzym Przewłockim.

Odważne erotyczne sceny to rzecz, z którą musiała zmierzyć się czwórką młodych aktorów. W jednej scenie zagrali Leszek Czerwiński i Anna Suchowiecka, w innych Hanna Świętnicka-Grabowska i Krzysztof Grabowski i co najważniejsze naprawdę poradzili sobie z tym dobrze.

Co więcej o spektaklu? Chyba tylko tyle, że naprawdę warto go zobaczyć.»

e-teatr.pl - wortal teatru polskiego © Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego