Spadkobiercom Witkacego i Dołęgi-Mostowicza nie trzeba już płacić. W tym roku minęło 70 lat od ich śmierci, co oznacza, że wygasły prawa autorskie do ich utworów, a one same trafiły do domeny publicznej. Wydawcy i internauci zaczynają to wykorzystywać - pisze Cezary Polak w dzienniku Gazecie Prawnej.
Jeszcze 31 grudnia ubiegłego roku, żeby opublikować utwór Stanisława Ignacego Witkiewicza, Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, Józefa Czechowicza, Zygmunta Freuda, Józefa Rotha czy Williama Butlera Yeatsa, wydawca musiał uwzględnić roszczenia finansowe spadkobierców lub zapłacić odstępne innej oficynie dysponującej prawami autorskimi. Od stycznia tego roku takiego obowiązku nie ma. Upłynęło bowiem siedemdziesiąt lat od śmierci wspomnianych autorów, a także m.in. Romana Dmowskiego, Karola Estreichera, Aleksandra Bruecknera, Antonia Machado i Edwarda Sapira. Oznacza to, że ich dzieła trafiły do tzw. domeny publicznej i można upowszechniać dorobek tych pisarzy bez pytania o zgodę spadkobierców, którym nie przysługują już tantiemy. Osobną kwestię stanowią opracowania utworu - tłumaczenie, przeróbka, adaptacja - do których prawa wygasają osobno, na przykład właśnie po śmierci ich twórców. Evergreeny na pierwszy ogień Polscy wydawcy nie prze