"Medeamaterial", Teatr Wielki - Opera Narodowa, Warszawa
fot. Krzysztof Bieliński
9 kwietnia mija pięć lat od śmierci Jerzego Grzegorzewskiego, wielkiego artysty teatru, dyrektora Teatru Narodowego w latach 1997-2003. Z okazji rocznicy Teatr Narodowy przygotował publikację analizującą program tej dyrekcji, sformułowany jako "Dom Wyspiańskiego". W wydawnictwie - obok głosu samego Grzegorzewskiego - zostały opublikowane teksty bliskich współpracowniczek Grzegorzewskiego: Ewy Bułhak i Anety Pawlak. Książka jest bogato ilustrowana zdjęciami z przedstawień w reżyserii artysty.
Nie widać obecnie specjalnego uwielbienia dla legendy Wyspiańskiego, nie licząc historyków teatru i literatury. Wielu nazywa go grafomanem, nawet autorytety głoszą, że należy go odłożyć, bo do niczego nie pasuje. Dzisiaj prowokacja polega na czymś odwrotnym, na tym, by stać przy Wyspiańskim. [] To największy geniusz teatru. Niewiarygodna wyobraźnia. Jak się czyta instrukcje reżyserskie, didaskalia, to ma się wgląd w wymiar wielkości.
Jerzy Grzegorzewski
Teatr Narodowy stał się Domem Wyspiańskiego, czyli miejscem, w którym obowiązuje wyznaczona przez Wyspiańskiego miara. Artysta ustanowił ją, kiedy w czasach gwałtownego rozliczenia ze sztuką dziewiętnastowieczną i kultu czystej sztuki postawił sobie zadanie przewyższające przeznaczenie indywidualnego talentu. Skala tego zadania pochodziła ze świadomości wyzwania: Wyspiański rozumiał, iż należy myśleć nie tylko o tym, co zostało utracone, ale również o tym, co musi zostać ocalone.
Małgorzata Dziewulska
W momencie powoływania Grzegorzewskiego na dyrektora Teatru Narodowego Wyspiański nie był wcale autorem "sztandarowym"; doceniany zawsze jako autor "Wesela", pogardzany był za młodopolską, "nieznośną", przestarzałą stylistykę pozostałych tekstów. Gest nowego dyrektora artystycznego, dziś prosty i oczywisty, wcale do końca oczywisty nie był. Grzegorzewski widział w Wyspiańskim geniusza sztuki; zawsze rozumiał jego ducha i strategie. Wykraczały one, jego zdaniem, poza epokę. Sposób myślenia Wyspiańskiego - malarza i wizjonera, był mu bliski nie tylko jako artyście o malarskim rodowodzie. Ważne było osadzenie wyobraźni w polskiej i światowej sztuce, potwierdzanie jej kulturowej tożsamości. Ważne było rozpięcie między tradycją a awangardą.
Ewa Bułhak (fragment książki)