- Są w wierszach pochowane różne tajemnice i jak się ich słucha bardzo dokładnie, to człowiek się robi jeśli nie mądrzejszy, to spokojniejszy. Dowiaduje się, że to coś, co go boli, doskwierało i innym przed wiekami, że nie tylko on coś takiego przeżywa... I tak, mimochodem, poezja ból istnienia oswaja, osłabia, pomaga zrozumieć świat - mówi w Dzienniku Polskim Anna Dymna, założycielka Krakowskiego Salonu Poezji, który 21 marca będzie miał swoja 300. edycję
Osiem lat, 300 spotkań - wyobrażałaś sobie, że te Salony tak się rozwiną, że tyle lat będą trwać? - W ogóle sobie niczego nie wyobrażałam. Ale, jak się okazuje, mam bardzo silną głowę i trzy setki to dla mnie nic; do pół litra bym chciała dociągnąć. Czyli nie masz dość? - Nie. Bo mnie to na dodatek bardzo smakuje, że jeszcze pozostanę przy tym porównaniu... I jeśli nawet zdarza mi się - szczególnie w maju, gdy ludzie jadą za miasto, a ja do teatru na kolejny Salon - żałować, że niedziele oddaję poezji, to już w foyer Teatru im. Słowackiego, gdy słyszę, jak jakiś mój fantastyczny kolega czyta piękną poezję, jest mi tak dobrze, że sobie tłumaczę, że przecież za miasto pojeżdżę latem. A potem nadchodzą wakacje i mogę sobie jeździć, dokąd chcę i tylko tych spotkań z poezją mi brakuje. Tak widać wrosły w rytm mojego życia. Ot, "Magia poezji", że przywołam tytuł książki Jerzego Kwiatkowskiego. - Są w wiers