W dziesiątym numerze "Polityki", z dnia 6 marca, ukazał się artykuł Michała Smolorza pt. "Czwarte nawrócenie Kazimierza Kutza". Jest to dość życzliwy portret mojej osoby, ale - jak to często u pana Michała bywa - rzecz szyta jest dość grubą nicią, a miejscami nawet dratwą - pisze Kazimierz Kutz w Gazecie Wyborczej - Katowice.
Dlatego winien mu jestem rewanż portretowania, zwłaszcza że w jego pracy jest zastanawiająco dużo ignorancji, szczególnie, kiedy rzecz tylko dotknie osoby Jerzego Ziętka (obojętnie w jakim kontekście się pojawia!), wtedy jego ignorancja natychmiast awansuje do kategorii światopoglądowej, uzyskuje walor ideologiczny i wymiar prawdy niepodważalnej - staje się usprawiedliwionym kłamstwem. O tej właściwości mentalnej pana Michała muszę teraz napisać, bo zastanawiająca jest jego nieomal psychopatyczna awersja do gen. Jerzego Ziętka: jest ona znacznie silniejsza niż np. do Zdzisława Grudnia, jakby była hodowana na silniejszych drożdżach nienawiści, choć przy największym wysiłku w szafowaniu kategoriami zła nie da się tych dwu ludzi ze sobą zestawić. Otóż jego opowieści o moich kontaktach z generałem - jego roli w moich "śląskich" rozdziałach życia - są od początku do końca wyssane z palca. Nie wiem, dlaczego nigdy nie chciał dowiedzieć się