- Do rozumienia Witkacego można dobierać różne klucze i każdy dobrze pasuje w zależności od kontekstu politycznego, społecznego czy tego, co się dzieje aktualnie w sztuce. Stąd jego stała obecność w kulturze - o Witkacym opowiada prof. Janusz Degler, autor książki "Witkacego portret wielokrotny", w rozmowie z Magdą Piekarską z Gazety Wyborczej - Wrocław.
Magda Piekarska: - Kim Witkacy byłby dziś? Wyobraża sobie go Pan na okładkach kolorowych pism czy na kanapie u Kuby Wojewódzkiego w telewizyjnym show? Janusz Degler: - Sądzę, że nie chciałby żyć w świecie, w którym najważniejsze dla niego wartości zostały odsunięte na daleki margines lub całkowicie zdegradowane. Z pewnością uznałby, że spełnia się jego wizja społeczeństwa zuniformizowanego, łatwo ulegającego rozmaitym presjom, modom, stadnym zachowaniom i wzorcom narzucanym przez kulturę masową. Ta wizja go przerażała. Obawiał się nie katastrofy czy jakiejś totalnej zagłady, ale szczęśliwej ludzkości, która poprzestanie na zaspokajaniu swoich potrzeb życiowych i nie będzie już odczuwać potrzeby doznawania uczuć wyższych. Nazywał je uczuciami metafizycznymi. Zdolność do ich przeżywania uważał za podstawowy wyróżnik człowieczeństwa. Ludzie przyszłości będą - jak pisał - "pracować, aby jeść, jeść - aby pracować", a ich