"Amfitrion" w reż. Wojtka Klemma w Starym Teatrze w Krakowie. Pisze Tomasz Mościcki w Dzienniku Gazecie Prawnej - dodatku Kultura.
Premiera krótkiego przedstawienia "Amfitrion" Heinricha von Kleista na kameralnej scenie krakowskiego Starego Teatru przypomina równie krótkie powiedzonko. A brzmi ono: obiecanki cacanki. Któryś już bowiem z kolei raz czytamy buńczuczne wywiady z artystami, czego to oni nam nie pokażą, a gdy dochodzi do premiery, wątpimy, czy aby trafiliśmy do właściwego teatru albo czy sami twórcy przez nieuwagę nie zrobili jakiegoś innego przedstawienia. Oto bowiem reżyser zapowiada "sztukę o gwałcie, pokazuje dwóch mężczyzn, którzy na ciele kobiety załatwiają swój geszeft". Można więc było się spodziewać, że Wojciech Klemm oraz dramaturg Igor Stokfiszewski wystąpią w roli feministów, obnażając bezlitośnie społeczną ranę, jaką jest maltretowanie kobiet czy wręcz handel żywym towarem. Że Kleistem powiedzą nam ze Sceny Kameralnej coś w rodzaju "bo zupa była za słona". Nic podobnego. Alkmena (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) i Charysa (Beata Paluch)