Michał Zadara, jeden z najzdolniejszych młodych reżyserów teatralnych, debiutuje na scenie operowej. I robi to bez specjalnej tremy.
- Opera jest trochę podobna do filmu, reżyser musi być bardzo dobrze przygotowany i realizować wcześniej wymyśloną wizję - mówi Michał Zadara. - W teatrze jest odwrotnie: im bardziej reżyser reaguje na żywych aktorów, na słowa i nie trzyma się swoich wyobrażeń, tym lepiej. Ale oba podejścia są mi bliskie. Przyznaje, że ten debiut nie przeraża go także dlatego, że dyrekcja Opery Narodowej zaproponowała mu inscenizację "Orestei". A to kolejny - po "Ifigenii", "Fedrze" i "Odprawie posłów greckich" - antyczny temat, który przeniesie na scenę. "Oresteję" postanowił przedstawić jednak w sposób nietypowy, a inspiracją stała się fotografia jego mamy sprzed lat. - "Oresteia" to opowieść o początku Aten, ale także i początku społeczeństwa - mówi Michał Zadara. - Poprzez ten mit chciałem opowiedzieć o Polakach w PRL. Trzy części utworu pokazują trzy istotne momenty naszych dziejów: pierwsze lata powojenne, popaździernikową odwilż oraz d