"Taniec Delhi" w reż. Iwana Wyrypajewa w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Jacek Cieślak w Rzeczpospolitej.
"Taniec Delhi" imponuje świetnym aktorstwem i nuży eksperymentalną formą. Kiedy oglądałem "Taniec Delhi", towarzyszyło mi dziwne uczucie. Dokładnie takie, o jakim mówią bohaterowie spektaklu. Przeżywają zdradę i śmierć swoich najbliższych, nie potrafią uwierzyć w to, co się dzieje, i przejąć się tym. Przebywają w szpitalu, za ścianą umarł mąż, odeszła żona, kochanka, matka - a mają wrażenie, jakby życie było nie do końca realne. Wyrypajew dotknął ważnego problemu. Dramaty wywołują w ludziach mechanizmy obronne. Gorzej, gdy nie wierząc w prawdziwość egzystencji, stają się lunatykami. Niestety, na kanwie trafnych obserwacji reżyser stworzył spektakl, który bywa drętwym eksperymentem formalnym. To, co w lekturze wydawało się balansowaniem na granicy komizmu i tragizmu, pozbawił barwy. Aktorzy przez dwie godziny grają na jednej nucie. Mówią tekst szybko, ze sztuczną emfazą - przeżywając, a jednocześnie wywołuj�