"Amfitrion" w reż. Wojtka Klemma w Starym Teatrze w Krakowie. Pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.
Gdy Adam Nawojczyk jako Jupiter - w celach pochopnych udający przed graną przez Małgorzatę Hajewską-Krzysztofik Alkmeną jej męża, kreowanego przez Błażeja Peszka Amfitriona - kiedy przebieraniec ten przynosi Alkmenie naręcze żółtych kwiatów i badyl po badylu rzuca jej je pod stopy- kwiatki wbijają się w deski sceny i dyndają przez chwilę, jakby muskane wietrzykiem niewielkim. Dosyć to śmieszna sztuczka jest. Np bo widz myśli, że chodzi o konwencjonalny bukiet, a to - o, zaskoczenie ty moje! - w sumie małe dzidy są, bukiet dzid z czuprynami niczym kurze pisklęta. Tak, to jest prawie tak śmieszne, jak śmieszna jest mina Marcina Kalisza, który jako Sozjasz, służący Amfitriona, dowiaduje się nagle od spotkanego w drodze Arkadiusza Brykalskiego, który gra Merkurego udającego Sozjasza, że to właśnie Merkury, nie Sozjasz, jest Sozjaszem prawdziwym. Mamy więc już dwie śmieszności dość śmieszne. Gdy dodamy do nich minę Brykalskiego, która śmieszy