«Według danych GUS, rokrocznie wzrasta nie tylko liczba widzów w polskich teatrach - przybywa też nowych scen. Aktorzy, zachęceni sukcesem frekwencyjnym i finansowym prywatnego Teatru Polonia i OCH - Teatru Krystyny Jandy, coraz chętniej idą w ślady swojej sławnej koleżanki. Najwięcej ostatnio pisze się o Teatrze 6 Piętro Michała Żebrowskiego i planach wystawienia w nim sztuki z Kubą Wojewódzkim w roli Woody'ego Allena. Próby trwają.
Teatralny boom dotknął także Szczecin. Miłośnicy Melpomeny już przyzwyczaili się do sytuacji, w której bilety na interesujące ich przedstawienia muszą rezerwować z dużym wyprzedzeniem. - Tak naprawdę nie dotyczy to tylko spektakli, ale i większych wydarzeń - mówi Jacek Gałkowski, wicedyrektor Teatru Polskiego. - Na naszą imprezę sylwestrową bilety trzeba zamawiać w sierpniu, na lutowe urodziny Czarnego Kota Rudego - we wrześniu lub w październiku.
Większość szczecińskich teatrów ma w swoim repertuarze hity grane zawsze przy pełnej widowni (czasem od wielu lat, jak "Dzieła wszystkie Szekspira" w Piwnicy przy Krypcie, "Moralność pani Dulskiej" [na zdjęciu] w Teatrze Współczesnym czy "Mistrz i Małgorzata" w Teatrze Polskim). Przy zakupie biletów trzeba się czasem wykazać nie lada cierpliwością.
- Nawet moi znajomi narzekają, że nie mogą się dostać do "Pleciugi" - śmieje się Grzegorz Dolniak, specjalista ds. marketingu w Teatrze Lalek. - I rzeczywiście, sale są zapełnione na najbliższe dwa miesiące, a chętnych ciągle przybywa. Jeśli chodzi o ulubione spektakle, to na pewno nadal hitem jest "Pippi Pończoszanka", ale większość naszych propozycji dla dzieci ma swoich fanów. "Calineczka", "Kopciuszek", "Krzesiwo" czy inne przedstawienia ciągle cieszą się dużym zainteresowaniem. Nie ma również problemów ze sprzedażą biletów na przeznaczony dla dorosłych spektakl "Kubuś i jego pan".
Ludzie teatru twierdzą, że wzrost frekwencji w ich placówkach zauważalny jest już od kilku lat. - Nie są to może jakieś ogromne przyrosty w liczbie widzów, ale trend wzrostowy jest wyraźny - tłumaczy Jacek Gałkowski. - Wydaje mi się, że to nie tylko kwestia dopasowania repertuaru do gustów publiczności czy dobrej pracy specjalistów od promocji, ale też stała tendencja społeczna.
W dwóch największych szczecińskich teatrach -Polskim i Współczesnym ta "stała tendencja" przekłada się na 80-90 procentowe zapełnienie widowni i nadkomplety na niektórych przedstawieniach. Także na przeglądach i festiwalach. Plenerowe widowiska ubiegłorocznego "Kontrapunktu" czy imprezy w ramach "Spoiw Kultury" (dawniej: Festiwalu Artystów Ulicy) gromadziły prawdziwe tłumy, i to w bardzo różnym wieku.
Swoją publiczność zdobyły sobie także teatry alternatywne, studenckie i nieinstytucjonalne. Znalezienie wolnego krzesła na premierach projektów i spektakli Teatrów Kana, Nie Ma, Abanoia, Kameralnego czy
Pogotowia Teatralnego graniczy z cudem.
- Na nasz nowy projekt, czyli Teatr dla Okruszków, realizowany przez Pogotowie Teatralne dla dzieci mających co najmniej rok, bilety rozchodzą się błyskawicznie, w kilka godzin - zapewnia Kamil Robak, specjalista ds. promocji w Zamku Książąt Pomorskich.
O tym, że teatr to jednak nie taki łatwy kawałek chleba, przekonuje Zofia Jankowska z Teatru Kameralnego: - Gdyby nie wsparcie naszych mecenasów czy wygrane w konkursach na projekty dotowane z miejskiej kasy, to wcale nie byłoby tak różowo. Mamy swoją stałą publiczność, ale wpływy z biletów z pewnością nie starczyłyby na utrzymanie teatru i produkcję premier. Jest jeszcze jedna ważna rzecz dla prywatnego teatru: przyciągające ludzi nazwisko-lokomotywa. W naszym wypadku jest to z pewnością Michał Janicki.
Szczecinianie lubią oglądać gwiazdy lokalnych scen, ale jeszcze bardziej przyciągają ich ogólnopolskie. Za wejście na gościnne występy stołecznych scen czy przedstawienia z udziałem takich artystów, jak Krystyna Janda, Stanisław Tym albo Joanna Żółkowska, gotowi jesteśmy płacić dwukrotnie, a nawet trzykrotnie więcej niż za bilety do naszych teatrów. Tych to nie dziwi, choć trochę smuci: jak mówią - rozumieją chęć zobaczenia na własne oczy ludzi znanych tylko z telewizji, szkoda jednak, iż rzadko zwraca się przy tym uwagę, że dla warszawskich sław wyjazdowe występy często są sposobem na coś zupełnie innego niż krzewienie artystycznych wartości przez duże W.»