powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. Odpowiedź Joanny Szczepkowskiej na list Krystiana Lupy

"Beztroska, z jaką Joanna Szczepkowska szermuje niesprawdzonymi albo ze złą wolą produkowanymi sądami i wyrokami, jest doprawdy zatrważająca. I nawet nie rzecz w tym, że w tym wypadku przekroczona zostaje granica "pomówienia" i rzecz nadaje się do zaskarżenia - ale że w trudną i jakże potrzebną dyskusję o teatrze wdzierają się demagogiczne argumenty i mentalność rodem z epoki, która się podobno skończyła."

Mentalność z epoki która podobno się skończyła wywodziła się ze strachu. Kompromisy i milczenie wobec władzy też. Nie bardzo rozumiem, jakie komponenty tej mentalności widoczne są w moim zachowaniu. Natomiast dobrze rozumiem, jakie komponenty tej mentalności widoczne są na terenie Pałacu Kultury. Moje publiczne wypowiedzi poddane są ocenie publicznej i oczywiście również podlegają systemom prawnym - liczę się z tym. Spostrzeżenia i fakty, które podaję w liście do aktorów, opieram na nieśmiałych protestach w czasie zebrań zespołu i publicznych deklaracjach dyrektora Miśkiewicza na tych zebraniach.

Oświadczył on, że zjawisko "Warsztatów Krystiana Lupy wynika z "rozpieszczenia" twórcy i deklarował, że to się nie powtórzy. Sumy podane przeze mnie w przybliżeniu, podane są również przez niego. Nie ukrywałam nigdy swojego wzburzenia. Asekuracyjne posługiwanie się przeze mnie określeniami "zdaje się" i "jak wiadomo" jest świadome, ponieważ nie jestem w posiadaniu żadnych dokumentów. Mam też świadomość, ze są one w rękach bardzo sprawnej administracji. Moim celem było zwrócenie uwagi na miejsce, które według mnie wymaga środowiskowej bądź dalej idącej dyskusji.

Natomiast bardzo dobrze rokuje fakt, że po moim liście do aktorów, który jest przedmiotem listu Krystiana Lupy, aktorka, którą opisuję jako poddaną manipulacji, została zaangażowana do przedstawienia, które przedtem było przed nią zamknięte. Teraz dokonano nagłej zmiany obsady, co zresztą też jest dyskusyjne i mieści się w pierwszym zdaniu powyższego tekstu. Cieszę się też, że na zebraniu dyrektor zapowiedział, że nikt nie zostanie zwolniony.

Zdaję sobie sprawę, ze szereg pytań, które wymagają odpowiedzi na przykładzie tego teatru dotyczy problemów nadal drażliwych i trudnych do upublicznienia w naszym kraju. Liczę się z tym, że w razie sytuacji procesowej zostanę sama. Jako osoba zainteresowana reportażem, bywam gościem w polskich więzieniach i rozmawiam z osadzonymi. Stąd wiem, że gazety są dostępne, więc w razie "zaskarżenia" i wyroku skazującego, będę mogła dalej obserwować sytuację Teatru Dramatycznego w Warszawie.