powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. List Krystiana Lupy

Nie mam pełnego rozeznania w innych tematach, w każdym razie na mój temat Joanna Szczepkowska notorycznie kłamie. W otwartym (bo publikowanym na łamach e-teatru) liście do Aktorów Teatru Dramatycznego w Warszawie w akapicie o warsztatach reżyserskich prowadzonych przeze mnie na terenie tego teatru prawdą jest tylko jedna informacja (opatrzona przez autorkę określeniem: "zdaje się"), że przeprowadziłem dwa warsztaty w przeciągu dwóch lat. Resztę zdań Szczepkowska zaczyna na ogół od "jak wiadomo"...

Istotnie (dwa lata temu i w roku ubiegłym) przeprowadziłem dwa warsztaty dla reżyserów. Pierwotny projekt był ambitniejszy - przy Teatrze Dramatycznym miał powstać rodzaj szkoły reżyserskiej, w której odbywałyby się spotkania i kursy prowadzone przez polskich i europejskich twórców - projekt ten upadł jednak na skutek o wiele niższej od wnioskowanej na ten cel dotacji Ministerstwa Kultury. Co istotne - dwa warsztaty, które się odbyły (przeprowadziłem je na prośbę dyrektora Pawła Miśkiewicza, aby nie zmarnować całkiem programowych obietnic), nie były finansowane z budżetu Teatru Dramatycznego. Były to - jak wspomniałem - warsztaty dla reżyserów, a nie dla aktorów Teatru Dramatycznego. W obu wypadkach głównym zadaniem było zbudowanie scenariusza (pierwszy warsztat poświęcony był "osobowości i jej monologowi", drugi "adaptacji współczesnej prozy w formę radykalnie osobistej wypowiedzi") i strategii narracyjnej. W obu przypadkach pierwszym etapem była analiza przyniesionych przez uczestników tekstów, dyskusje i proces budowy scenariusza. Przy pierwszym warsztacie z 2008 roku był to około tydzień (nie pamiętam już dobrze - przedtem była lektura 80-ciu scenariuszy kandydatów - ok. 400 stron), w drugim, skromniejszym, z 2009 roku 5 dni - dwa spotkania w Krakowie i trzy w Warszawie. Następnym etapem była samodzielna praca uczestników warsztatów z aktorami Teatru Dramatycznego nad inscenizowaniem etiud. W trzecim etapie w obu przypadkach ponownie włączałem się w pracę w końcowym okresie pracy z aktorem. Każdą scenę obejrzałem (co najmniej raz, a w połowie przypadków dwa razy) i wyczerpująco przedyskutowałem.

W sumie w ramach pierwszego warsztatu przepracowałem 12 dni + tydzień lektury prac kandydatów, w drugim 8 dni. Według pani Szczepkowskiej pracowałem "jak wiadomo" 15 minut. Przy pierwszym warsztacie, gdzie było 15 (albo i więcej) uczestników - od razu podałem do wiadomości, że nie wszystkie etiudy będą mogły zostać pokazane. Zajęłoby to publiczności około pięciu wieczorów. Pokaz połowy etiud był rodzajem wyróżnienia. Trzy z nich były wielokrotnie prezentowane w ramach repertuaru teatru. Natomiast wszystkie (4) etiudy drugiego warsztatu miały publiczny pokaz, a dwie z nich znajdą kontynuację w postaci pełnego przedstawienia, którego premiera odbędzie się w końcu marca. Rezultaty obu tych doświadczeń oceniam bardzo dobrze. Podkreślam, że w obu wypadkach chodzi o kurs, a nie o teatralną produkcję, że reżyserskie warsztaty odbywały się poza teatralnym budżetem, bez naruszenia rytmu pracy nad innymi spektaklami, a udział aktorów był dobrowolny. Dodam jeszcze, że jestem przekonany, że praca z młodymi i niedoświadczonymi reżyserami może być dla profesjonalnego aktora ciekawym i pouczającym doświadczeniem, i nie musi być za każdym razem mierzona standardowym publicznym sukcesem...

Beztroska, z jaką Joanna Szczepkowska szermuje niesprawdzonymi albo ze złą wolą produkowanymi sądami i wyrokami, jest doprawdy zatrważająca. I nawet nie rzecz w tym, że w tym wypadku przekroczona zostaje granica "pomówienia" i rzecz nadaje się do zaskarżenia - ale że w trudną i jakże potrzebną dyskusję o teatrze wdzierają się demagogiczne argumenty i mentalność rodem z epoki, która się podobno skończyła.