- Jelinek twierdzi, że mamy bezkarny dostęp do oglądania zabijania. Na zdjęciach nie czuć smrodu zwłok. Ekran jest "krwioodporny". Współczesna kultura znieczula na śmierć. Gdybyśmy brali własną śmiertelność pod uwagę, na świecie nie istniałyby wojny i wrogość między ludźmi. Takie jest przesłanie austriackiej autorki - mówi reżyserka Maja Kleczewska przed premierą spektaklu "Babel" w Teatrze Polskim w Bydgoszczy.
Maja Kleczewska [na zdjęciu] pokaże "Babel" Efriede Jelinek w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Premiera 5 marca. Dlaczego zdecydowała się pani wystawić niesceniczny dramat? - Zainspirowała mnie jego struktura. Tekst podzielony jest na trzy monologi o śmierci i wojnie. Został pozbawiony dialogów, a nawet tradycyjnie rozumianych postaci. Jego adaptacja była wyzwaniem. Po dwóch miesiącach prób nadal wydaje mi się niemożliwy do wystawienia. Nie dojdzie do premiery? - Dojdzie, jednak praca jest skomplikowana - poruszamy się po niepewnym gruncie. Postacie w przedstawieniu powstały z inspiracji dramatem. Nie ma ich w sztuce. Wiele wymagam od aktorów - muszą ożywić wyciętych z tekstu bohaterów. Przez pierwsze dni prób nie mogli się odnaleźć. Odkąd zaczęli mówić językiem Jelinek, tworzą wiarygodne postaci. Język konstytuuje postaci; być u Jelinek to znaczy mówić. Czy można powiedzieć, że tekst pokazuje świat po katastrofie wojennej, moralnej