"Amfitrion" w reż. Wojtka Klemma w Starym Teatrze w Krakowie. Pisze Joanna Targoń w Gazecie Wyborczej - Kraków.
Scenografka Mascha Mazur zbudowała maszynkę do grania "Amfitriona" - scenę przecina na pół zasłona z białych, plastikowych pionowych pasów (jak powiększona biurowa roleta). Na obrotówce metalowa konstrukcja, w połowie wyłożona lustrzanymi płytami, tworzącymi pochyłą powierzchnię. Raz widzimy lustra, a za obrotem sceny - ich rewers, rusztowanie, na którym zostały zbudowane. U góry wielki napis: "It's not you, it's me". Temat przedstawienia został więc wyłożony (dosłownie) wielkim literami - chodzi tu o podmianę, zawłaszczenie człowieka przez boga. Jupiter przyjmuje postać Amfitriona, by uwieść jego żonę, Merkury z kolei wciela się w Sozjasza, sługę Amfitriona. I też uwodzi jego żonę Charysę, służącą Alkmeny (...) Maszynka sceniczna, choć niezbyt urodziwa i tandetna, kręci się sprawnie. Podobnie maszynka aktorska. Kolejne fazy komedii omyłek zostają pokazane. Ale o co właściwie chodziło reżyserowi? Może o pokazanie dwóch świat�