- Dla mnie to jest sztuka o gwałcie, pokazuje dwóch mężczyzn, którzy na ciele kobiety załatwiają swój geszeft - mówi WOJTEK KLEMM, który w krakowskim Narodowym Starym Teatrze realizuje "Amfitriona " Kleista.
Czemu wybrałeś akurat wersję Kleista, a nie Moliera czy Giradeaux z jego "Amfitrionem 38"? Wojtek Klemm: "Amfitrion" wydaje się komedią i to niezłą. Można ją grać jako sceny z życia małżeńskiego, można spojrzeć na "Amfitriona" jak na typowy bulwar. Interesują mnie "zawiasy", na których trzyma się sceniczny świat. Kluczem do interpretacji może być nieustanne prezentowanie, jak jest on skonstruowany. Dużo rozmawialiśmy na próbach o filmach Cassevattesa, o relacji sztuki i rzeczywistości, pytaliśmy, dlaczego Kleist doprowadza do sytuacji, że ktoś kogoś maltretuje, bohaterowie wariują, nerwowa temperatura zdarzeń przypomina tę z Almodóvara. Sztuka kończy się efektem deux ex machina, a nam zostaje niesmak. Język Kleista jest bezlitosny, bliski myśleniu Müllera. Co dziś znaczy historia o bogu podszywającym się pod człowieka, żeby zdobyć jego kobietę? - Nowoczesny świat oferuje nam alternatwę moralną, wmawia się nam, że zdrady nie