Pod sam koniec ubiegłego, niezbyt obfitego w teatralne wydarzenia, roku, odbyła się w warszawskim Teatrze Studio premiera spektaklu Jerzego {#os#1241}Grzegorzewskiego{/#}, według jego własnego scenariusza: "Miasto liczy psie nosy". Żadna premiera Grzegorzewskiego nie przechodzi bez echa. Zarówno powszechnie chwalone, jak i wywołujące sprzeczne sądy jego przedstawienia, stanowią dowód na to, że jest on jednym z najoryginalniejszych współczesnych reżyserów. Inscenizacje trudne w odbiorze, przeznaczone dla stosunkowo wąskiego kręgu odbiorców, przeplatają się ze spektaklami efektownymi, niemalże popularnymi. "Miasto" należy z pewnością do tych pierwszych. Jest to widowisko, w którym naiwnością byłoby szukanie fabuły lub choćby logicznej przyczynowo-skutkowej konsekwencji w scenicznym działaniu, albo jakiegoś jasno określonego wywodu: "Sztuka rozgrywa się zimą. W czasie jednej nocy grudniowej. Trwa od jedenastej wieczorem do świt
Tytuł oryginalny
Miasto liczy psie nosy
Źródło:
Materiał nadesłany
Spotkania Nr 2