- Dopóki teatr ma widzów, to znaczy, że powinien działać. Skoro w Berlinie jest mniej teatrów, to może znaczyć, że mniej ludzi chce je oglądać. Wielu młodych twórców powołuje się nieustannie na teatr niemiecki, a my przecież mamy inną mentalność i poczucie humoru - mówi ANDRZEJ ZIELIŃSKI, aktor Teatru Współczesnego w Warszawie.
Rozmowa z Andrzejem Zielińskim, aktorem, jedynym trzykrotnym laureatem prestiżowej nagrody teatralnej Feliksa Warszawskiego. WPROST: Widział pan ostatnio coś dobrego w teatrze? ANDRZEJ ZIELIŃSKI: Tak, ostatnio udało mi się zobaczyć w Narodowym "Lekkomyślną siostrę" w reżyserii Agnieszki Glińskiej. Ten spektakl dowodzi, że nie mają racji wszyscy ci, którzy twierdzą, że twórczość Włodzimierza Perzyńskiego już się zestarzała. Sztuka jest nie tylko zabawna, ale też w taki sposób pokazuje nadwiślańskie przywary, że momentami aż piecze. Widziałem też "Między nami dobrze jest" Grzegorza Jarzyny w TR Warszawa. Chylę czoła, bo tekst Doroty Masłowskiej jest bardzo trudny. Jakby mi ktoś powiedział, że mam go wystawić, tobym się chyba rozpłakał. Wrażenie robi też gra aktorska, szczególnie Adama Woronowicza. To fantastyczne przedstawienie, tylko trudno trafić na moment, kiedy jest grane. To jest problem wielu teatrów. Grają zbyt rzadko i za mał