- Nie sam komunizm, lecz nagła transformacja wydarła nam grunt spod nóg. Przy nas bardzo szybko skończyła się epoka. W ciągu miesiąca nagle przestało istnieć życie, jakie znaliśmy, i społeczeństwo komunistyczne, do którego przywykliśmy. Zniknęły wszelkie moralne punkty odniesienia - rozmowa z reżyserem IWANEM WYRYPAJEWEM o filmowym "Tlenie", sztuce i Rosji.
Krzysztof Kwiatkowski: Pański "Tlen" składa się z 10 teledysków zaczynających się od cytatów z Biblii. Chciał pan udowodnić, że religia nie pasuje do współczesnego świata? Iwan Wyrypajew: Nie walczę z Bogiem. Przeciwnie, "Tlen" miał być reklamą wiary. Przykazania są sformułowane jasno i jednoznacznie. Piąte głosi "Nie zabijaj". Ale dzisiaj ludziom to nie wystarcza. Współczesny człowiek poszukuje tlenu - czegoś, bez czego nie umie żyć. Pragnie podważać reguły, wykraczać poza granice i maksymalizować doznania. Ten pęd nie ma końca. Aby go oddać, stworzyłem 91 wersji montażowych filmu. Wczuwałem się w rytm, dopracowywałem zgranie obrazu z dźwiękiem. Martwi mnie tylko, że widzowie w Polsce będą oglądać mój obraz z napisami. Podobnie jak w "Euforii" i w wielu pańskich sztukach, namiętności prowadzą w "Tlenie" do zbrodni. - Pokazując na ekranie miłość doprowadzoną do ekstremum, szukam oczyszczenia. Zwykle twórcy, którz