Artur Urbański wystawia "Wiarołomnych" Ingmara Bergmana. Premiera w niedzielę, 31 stycznia w TR Warszawa.
"Moje filmy są tylko destylatem tego, co robię w teatrze" - powiedział kiedyś szwedzki reżyser (1918 - 2007). Zazwyczaj bywa kojarzony z kinem, mimo że ma na koncie 170 scenicznych produkcji, a przygodę ze sztuką rozpoczął jako siedmiolatek, bawiąc się w teatr kukiełkowy. "Wiarołomni" to scenariusz, który w 2000 r. Liv Ullman zrealizowała w kinie. Jednak niezwykle teatralny. Zaczyna się niemal jak szekspirowski "Hamlet". Do starego reżysera - w spektaklu TR Warszawa Bergmana gra Władysław Kowalski - przychodzi duch kobiety. Aktorka (Maja Ostaszewska), będąca wytworem wyobraźni artysty, staje się medium. Odtwarza dramat zdrady i towarzyszącej jej goryczy klęski. Bergman uważał, że kto nie umie kochać - nie umie żyć. Po czteromiesięcznej pracy nad tekstem jestem przekonany, że "Wiarołomni" bardziej pasują do teatru niż kina - mówi Andrzej Urbański. Decyduje o tym kameralna, intymna aura. - Ale chodzi o coś więcej: to historia oparta na sł