Logo
27.01.2010 Wersja do druku

Szelmostwa Montowni

Słynna maksyma profesora Bohdana Korzeniewskiego głosiła, że dobry teatr ma żywot psa pekińczyka. Często tak bywa, ale na szczęście są wyjątki od tej reguły. Na przykład Teatr Montownia - pisze Janusz Majcherek w Gazecie Wyborczej - Stołecznej.

Teatr Montownia działa 14 lat i trzyma się nad podziw dobrze. W czym kryje się tajemnica jego żywotności? Chłopaków z Montowni znam, można powiedzieć, od zawsze, to znaczy od ich czasów studenckich. Wtedy to, w marcu 1995 r., jeszcze jako trio w składzie Adam Krawczuk, Rafał Rutkowski i Maciej Wierzbicki pokazali na Miodowej, bodaj w ramach koła naukowego ówczesnej PWST, "Zabawę" Mrożka. To było - nie przesadzam - olśnienie. Przeczytali ten świetny, ale wtedy lekko już spatynowany tekst tak inteligentnie i współcześnie, dali mu taki szwung i świeżość, żeśmy na widowni zaniemówili z wrażenia, zwłaszcza że przyszli "montowniacy" w zachwycający sposób połączyli młodzieńczy dynamizm z pilnie przestrzeganym rygorem odkrywczej formy. I tak to się od łyczka do rzemyczka zaczęło. Pojechali z tą "Zabawą" na jeden, drugi festiwal, zrobili furorę, pozbierali nagrody i pewnie gdzieś pośród tych pierwszych, może zrazu nieprzewidywanych sukcesów mus

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Szelmostwa Montowni

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 21/26.01

Autor:

Janusz Majcherek

Data:

27.01.2010