Jest aż czterech dyrygentów, chór i orkiestra. Skrzyknęli się na jeden wieczór, ale liczą, że będą następne - w poniedziałek w Teatrze Roma wyjątkowy koncert wspomnień w 30. rocznicę śmierci druha Władysława Skoraczewskiego.
Przed laty na jednym z przesłuchań pięcioletnia Krysia Kulesza zaśpiewała "Na uliczce koło kina,/ w podrapanej oficynce,/ mieszkał stary kataryniarz,/ który grał na katarynce./ Kino wtedy było nieme,/ babcie małe jak dziewczynki,/ bo to było dawno temu,/ kiedy grały katarynki (...)". Dziś wieczorem tę samą piosenkę zaśpiewa jej pięcioletnia córka Julka. Na jedyny koncert zorganizowany w 30. rocznicę śmierci druha Władysława Skoraczewskiego skrzyknęli się wychowankowie Centralnego Zespołu Artystycznego ZHP przy Teatrze Wielkim. Próbowali od kilku tygodni - w Romie, w szkole muzycznej na Kawęczyńskiej, ale i w tej samej sali, co przed laty - na piątym piętrze w Wielkim. Przez lata istnienia od czasów powojennych po rok 1979 (tę cezurę wyznacza nagła śmierć druha Skoraczewskiego) przez zespół przewinęły się tysiące młodych osób. Koncertowali w Polsce, za granicą. Wiele osób na stałe związało się z muzyką, są dyrygentami, śpiewakami