- Wszyscy dyrektorzy byli wrażliwi na moje żarty. Na początku lubili mnie, a po drugim, trzecim sezonie orientowałem się, że lubiany być przestałem. Dlatego szedłem do następnego teatru - rozmowa z ANDRZEJEM ZAORSKIM.
Jacek Szczerba: Skąd w latach 70. wziął się pomysł na opowiadanie filmów, w duecie z Marianem Kociniakiem, pod szyldem "Para-męt Pikczers prezentują Kulisy Srebrnego Ekranu". Andrzej Zaorski: Kolega z podstawówki opowiedział mi kiedyś film "Tamango", przygodową B-produkcję z lat 50., której nie widziałem. Tak mnie zafascynował sposób, w jaki to zrobił - co chwila wtrącał np. "a jeszcze przedtem..." - że postanowiłem go naśladować. W Szkole Teatralnej opowiadanie "Tamango" to był mój popisowy numer. Dzięki niemu błyszczałem też w towarzystwie. Gdy z Marcinem Wolskim szukaliśmy nowych pomysłów do radia, przypomniałem sobie "Tamango". Pierwszym filmem, który opowiedziałem w audycji "60 minut na godzinę", był "Ojciec chrzestny". Mańka Kociniaka wziąłem na tego, który słuchał i mówił: "aha", "co ty powiesz!" i "ja cię kręcę". Potem jego rola zaczęła się rozrastać. W tych niby-recenzjach używałem odzywek usłyszanych w życiu, a po