powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Warszawa. Forum Polskiego Teatru: dyskusja po panelu "Teatr jako instytucja"

Przebieg dyskusji po panelu "Teatr jako instytucja" podczas Forum Polskiego Teatru specjalnie dla e-teatru relacjonuje Katarzyna Urbaniak.

Waldemar Dąbrowski zwrócił się do Joanny Szczepkowskiej: problemem jest nie to, żeby mówić do Ministra Kultury, bo on jest zawsze orędownikiem artystów. Problemem jest to, do kogo on mówi. Z perspektywy władz teatr stracił na ważności. Nie wystarczy celnie argumentować w rozmowie z ministrem. Dialog trzeba prowadzić ze wszystkimi przedstawicielami życia publicznego, bo dopiero suma ich przekonań może doprowadzić do zmiany pozycji polskiego teatru w świadomości rządzących.

Andrzej Dębski poparł Waldemara Dąbrowskiego, mówiąc, że najwyraźniej homo sovieticus wciąż jeszcze w nas tkwi, choćby w formie przekonania, ze musimy cos załatwiać personalnie z ministrem. Brakuje natomiast dialogu zainteresowanych grup. Należałoby wypracować coś na kształt komisji trójstronnej. Wszystkie fora powinny służyć instytucjonalizacji dialogu społecznego, który pozwoli wypracować wspólne rozwiązania.

Krzysztof Mieszkowski zapytał Joannę Szczepkowską, dlaczego pokoleniu 70/80 nie oddać najlepszego teatru w Warszawie, lub gdzieś indziej w Polsce? Zwrócił uwagę, że Krystian Lupa zmienił polski teatr w ostatnich 20 latach. Teatr jest miejscem najbardziej predestynowanym do poszukiwań, nie należy odbierać tego prawa artystom różnych pokoleń. Konflikt pokoleniowy w polskim teatrze istnieje od dawna, wynika między innymi z łatwości, z jaką starszej części środowiska przychodzi krytyka prac młodszych twórców.

Mieszkowski przypomniał, że władza silnie upolitycznia teatr. Warto pamiętać o tym, środowisko teatralne jest słabe i sfragmentaryzowane. Powinno ono jednak szukać możliwości kontaktu na przykład z nieobecnym dziś ministrem. Zwrócił uwagę, że jedynym rzeczywistym środowiskiem w teatrze polskim jest właśnie pokolenie 70/80. Wcześniej Grzegorz Jarzyna i Krzysztof Warlikowski dokonali rewolty estetycznej, która wyewoluowała w rewoltę światopoglądową. Należy zacząć rozmawiać o przemianie formuły instytucji teatru. Dom kultury to nic złego. Dzisiaj teatr to nie tylko widz i przedstawienie. Dzisiaj należy w sposób interdyscyplinarny uprawiać nową sztukę - również po to, żeby wychować nową publiczność, która będzie tę nową sztukę rozumiała. Apelował, żeby środowisko dało sobie szansę rozmowy z młodszym pokoleniem. Weryfikacją prac młodych twórców jest fakt, że na ich przedstawienia przychodzi publiczność.

Szczepkowska odpowiedziała Mieszkowskiemu, że najwyraźniej jej nie zrozumiał. A ona proponuje oddanie temu pokoleniu bardzo dużej sceny. O karze mówiła żartobliwie, a chodziło jej raczej o możliwość sprawdzenia się. W jej przekonaniu jest to bowiem pokolenie intensywnie domagające się głosu, a jedną z jego bolączek jest fakt, że ich wypowiedź nie ma zbyt wielkiej siły rażenia w kontekście teatru środka, w który za wszelką cenę nie chce dać się wpisać. Inne pokolenie to inna percepcja. Można z tym walczyć, można się też nie zgadzać.

Odniosła się także do kwestii Krystiana Lupy, będącego jej zdaniem szczególną egzemplifikacją przypadku reżysera, który poszukuje w teatrze i nie jest w stanie zmieścić się w ramach instytucji, a przynajmniej w ramach Teatru Dramatycznego. Zaznaczyła, że za zaistniałą sytuację nie ma pretensji do artysty, ale do teatru.

Dariusz Miłkowski z Teatru Rozrywki w Chorzowie postulował powrót do tematu panelu. W temacie panelu mamy kwartet. Zbudujmy jeszcze tercet: dyrektor (zarządca), reżyser, aktor. Dodał, że kłopot organizatora polega na tym, że tę trójcę powinien dobrać tak, żeby funkcjonowała ona dobrze i żeby nie była to bitwa na noże.

Jacek Zembrzuski powrócił do poprzedniego tematu dyskusji mówiąc, że chciałby po swojemu skończyć myśl Joanny Szczepkowskiej. Oznajmił, że środowisko powinno najpierw uderzyć się we własne piersi, a następnie skierować oskarżenia do władzy. Jego zdaniem nie mówi się o jakości, nie mówi o standardach, nie pyta, czy to dobrze, że dokonała się rewolucja w polskim teatrze. Zembrzuski zaznaczył, że gdy słyszy optymistyczne diagnozy z ust Macieja Nowaka, Krzysztofa Mieszkowskiego i Zbigniewa Brzozy, to uważa, że mówią oni o własnych teatrach. Jego zdaniem to, co uważa się za sukces jest często sukcesem zapośredniczonym. Polski teatr zaś jest obecny na europejskich salonach jako ubogi krewny, bo to, co traktuje się u nas jako rewolucję, w Europie działo się piętnaście lat temu. Na koniec stwierdził, że to nie jego pokolenie recenzuje roczniki 70/80, a roczniki te zrecenzowały jego pokolenie.

Waldemar Dąbrowski odniósł się do wypowiedzi Jacka Zembrzuskiego, apelując: uderzajmy się, ale we własne piersi. Różnorodność jest rzeczą dobrą, a on sam od dawna nie pamięta takiej obecności polskiej sztuki w teatrze europejskim.

Krzysztof Piotrowski z Gliwickiego Teatru Muzycznego powrócił do postulatu Joanny Szczepkowskiej o konieczności opłacania aktorów za uczestnictwo w próbach. Przywołał przykład pracujących w jego teatrze muzyków, którzy unikają obecności na próbach. Być może należałoby im więc za nie płacić. Soliści w tym teatrze natomiast w ogóle nie mają etatów, i rozwiązanie to się sprawdza, bo dostają wysokie stawki za przedstawienia. Również repertuar ustalany jest dużo wcześniej, tak, żeby mogli jeszcze pracować poza teatrem.

Maciej Englert odezwał się w sprawie pokolenia 70/80: Ich nieobecność to nasza przegrana. W latach 90. środowisko przestało istnieć i jest to nasza wina. Nie dziwie się, ze chcą stworzyć własne, silne środowisko.

Artur Janusiak z Teatru na Woli pytał: Po co ja tu jestem? Oznajmił, że jako reprezentant rocznika '71, miał zaproszenie na drugie forum, ale poczuł się zobligowany do pojawienia się w Bibliotece Narodowej. Podzielił się wątpliwościami, że nie wie, co to forum miałoby mu dać. Nie wie też, w jakim kierunku ono zmierza.

Moderator dyskusji Waldemar Dąbrowski zwrócił uwagę, że może należałoby to pytanie odwrócić, i zapytać, co ja mogę temu forum dać, a nie co ono może mnie dać - i przekazał głos panelistom.

Maria Mielnikow - Krawczyk, zamykając dyskusję zwróciła uwagę na to, że inne problemy dotykają teatry w Warszawie, a inne pojawiają się w terenie. Prezentowane przez nią stanowisko ZASPu łączy się głównie z problemami w terenie.

Joanna Szczepkowska oznajmiła, że nadal czeka na drugi panel i przybycie ministra.

Maciej Englert zaznaczył, że na Kongresie Kultury Polskiej nie pojawiła się jedna istotna rzecz. Nie zostało użyte słowo talent. Ponadto we wczorajszej i dzisiejszej dyskusji nie pada słowo widz. W płaszczyźnie rozmowy o teatrze omija się więc dwa niezbędne dla jego zaistnienia elementy, a rozmawia się o mniej istotnych kwestiach.

Senator Borys-Damięcka przypomniała, że Forum Polskiego Teatru zostało powołane na wyraźne życzenie środowiska. Po Kongresie Kultury Polskiej pojawiły się wyraźne postulaty zorganizowania takiego forum. Wyraziła ubolewanie, że osoby najgłośniej domagające się forum, w ogóle nie zabrały na nim głosu. Ona zaś jako były reżyser i dyrektor teatru oczekiwała, że uczestnicy spotkania w formie postulatów zaprezentują swoje pomysły na konkretne rozwiązania - tak jak to miało miejsce wczoraj.

Podsumowując dyskusję, Waldemar Dąbrowski stwierdził, że dzisiejsza dyskusja otworzyła tematy do rozmowy. Ukazała, że należy wrócić do budowania solidnych podstaw wspólnoty polskiego teatru. Takie kongresy są po to, żeby zdefiniować katalog rzeczy wspólnych, z którym będzie można udać się do wielowarstwowych struktur władzy. Środowisko teatralne wie, że w przypadku instytucji kultury nie mamy do czynienia z kapitałem ludzkim, ale z kapitałem boskim. Instytucje kultury ogniskują najwyższy kapitał, jakim jest talent. Należy to jeszcze uświadomić rządzącym.